Politics

Boris Johnson. Kłopoty brytyjskiego premiera po łamaniu obostrzeń covidowych – Polityka



Jednocześnie śledztwo w sprawie łamania prawa przez premiera wszczęła londyńska policja. Ludzie Johnsona usiłowali zablokować upublicznienie raportu w jego sprawie pod pretekstem, że są tam dane, których „przedwczesne ujawnienie utrudni śledztwo policji”. Jednak po krótkim okresie zamieszania najważniejsze fakty z raportu – jednoznacznie potwierdzające, że imprezy Johnsona oznaczały złamanie prawa – trafiły zarówno do parlamentu, jak i do mediów.


Praktycznie wszyscy Anglicy widzieli już zdjęcia rozbawionego pijanego tłumu ministrów Johnsona i działaczy jego partii, zgromadzonych w momentach, gdy oni sami nie mogli wychodzić do pubu nawet z członkami najbliższej rodziny. Johnson i jego stronnicy uparcie twierdzą, że były to „niepodlegające antycovidowym regulacjom spotkania robocze”. Wciąż także pojawiają się w mediach nowe papierowe i mailowe zaproszenia na te „popijawy”, gdzie gościom radzono, aby „przynieśli własną gorzałę”, zderzające się z oficjalnymi deklaracjami premiera i jego ministrów, że były to „rozszerzone posiedzenia gabinetu”.


Konflikt wokół Borisa Johnsona wszedł na wyższy poziom po zwyczajowych pytaniach do szefa rządu w Izbie Gmin. Johnson próbował tam przejść do ofensywy. A że krytykowali go nawet posłowie jego własnej partii, podczas gdy w politycznych sondażach opozycyjna Partia Pracy utrzymuje stałą przewagę nad Konserwatystami, to on zaatakował szefa Labourzystów, Keira Starmera. Insynuował, że jako zwierzchnik prokuratury w ostatnim rządzie Partii Pracy, kierowanym przez Gordona Browna, pomagał pedofilom uniknąć odpowiedzialności karnej. Boris Johnson kopiuje wszystko po Trumpie, więc w jego propagandzie nie mogło zabraknąć imitacji „konspiracji QAnon”, mobilizującej amerykańską populistyczną prawicę, a sprowadzającej się do ataku na „postępowców” jako obrońców i przyjaciół pedofilii lub wręcz osób w pedofilię zaangażowanych.


Później zarzut Johnsona pod adresem Starmera, już w dużo prostszej i brutalniejszej formie, powtórzyli antyszczepionkowi manifestanci pod siedzibą brytyjskiego parlamentu. Zaatakowali tam Starmera nazywając go „zdrajcą brytyjskich wolności” (za to, że popiera zupełnie podstawowe antycovidowe regulacje, które Johnson z powodów politycznych odrzucił), jak też nazywając go „obrońcą pedofilów” czy wręcz „pedofilem”. Aby wyciągnąć lidera opozycji z rozwścieczonego tłumu (przynajmniej nie był on tak liczny, jak w czasie podobnych protestów w USA czy Kanadzie), musiała interweniować policja.



Resztki konserwatyzmu w Partii Konserwatywnej


Podobnie jak w przypadku łamiących antycovidowe regulacje „imprez na Downing Street 10”, również w przypadku ataku Johnsona na Starmera jako „obrońcy pedofilów”, przeciwko premierowi zwrócili się nawet pojedynczy politycy i posłowie jego własnej partii. Tobias Elwood (członek parlamentarnej komisji obrony, wcześniej – w rządach Camerona i May – pełniący wysokie funkcje w ministerstwach spraw zagranicznych, a później obrony), który krytykował już Johnsona za jego „covidowe imprezy”, wezwał premiera do publicznego przeproszenia Starmera. Stwierdził jednocześnie, że „zachowanie Borisa Johnsona pokazuje dalszy dryf Wielkiej Brytanii w stronę polityki prowadzonej w stylu Trumpa”. Warto dodać, że w czasie referendum brexitowego Elwood był jednym z polityków konserwatywnych lojalnych wobec Camerona i opowiadających się za pozostaniem Wielkiej Brytanii w UE.


Przeciwko Johnsonowi zwrócili się także kolejni politycy konserwatywni z frakcji wspierających niegdyś Dawida Camerona i Teresę May, którzy jeszcze nie zostali przez Borisa Johnsona wyczyszczeni z listy wyborczych Partii Konserwatywnej albo uzależnieni od niego i sponsorów „twardego brexitu”. Inny kontestator w szeregach Torysów, poseł Anthony Manganall, krytykując zachowanie Johnsona w sprawie „covidowych imprez” oraz ataków na Starmera, także uczynił aluzję do imitowania przez premiera politycznego stylu Donalda Trumpa. Powiedział, że „Wielka Brytania wciąż jeszcze nie jest dzisiejszą Ameryką, a debata i dialog pozostają w naszym kraju kluczowymi wartościami”.


Los premiera wciąż nie jest przesądzony. Co prawda w ostatnich dniach w ramach protestu zrezygnowało pięciu jego najbliższych doradców, a co najmniej 34 konserwatywnych posłów (z wymaganego minimum 54) wysłało już listy wzywające do rozpoczęcia procedury nadzwyczajnych wyborów lidera partii. Jednocześnie jednak Johnson nie ma żadnych problemów z uzupełnianiem wakatów w swoim gabinecie. Mianując nowego doradcę ds. kontaktów z mediami premier – w tabloidowym stylu – zaśpiewał fragment przeboju Glorii Gaynor „I will survive” („przetrwam”). A jego nowy doradca zwierzył się później jednemu z dziennikarzy, że „premier zapewnił go, iż wcale nie jest kompletnym błaznem, jakim przedstawiają go media, ale ma bardzo sympatyczny charakter”.


Johnsona zdecydowanie popierają prawicowe tabloidy (ich właścicielami są na Wyspach albo najbogatsi zachodni sponsorzy brexitu w rodzaju Murdocha, albo rosyjscy oligarchowie), a także zdaje się go nadal popierać większość parlamentarzystów i działaczy nowej Partii Konserwatywnej, bardzo mocno już nawróconej na populizm.



Różne oblicza populizmu


Przypadki Borisa Johnsona wciąż bowiem warto rozpatrywać jako brytyjską odmianę populizmu, w szerokim kontekście sięgającym od Trumpa po Kaczyńskiego. Co zatem wyróżnia Wielką Brytanię po brexicie z całego populistycznego kontekstu, a co czynią ją coraz bardziej typową?


Po pierwsze, brytyjska Partia Konserwatywna przestała być w większej swojej części konserwatywna i stała się populistyczna, podobnie jak w większej części przestała być konserwatywna i stała się populistyczna amerykańska Partia Republikańska czy cała polska prawica. Zmienił się styl uprawiania przez Torysów polityki parlamentarnej, zmienił się nawet elektorat partii. Na populistyczne hasła, brutalność, prostotę, rasizm… pozytywnie zareagowali wyborcy najgorzej wykształceni, z najgłębszej prowincji, często też najbardziej dotknięci ekonomicznymi zmianami wynikającymi z globalizacji (coraz większa część wyborców Torysów to dzisiaj ludzie znajdujący się na zasiłkach, wcześniej głosujący albo na Partię Pracy, albo na prawicowych ekstremistów, albo niegłosujący w ogóle).


Elektorat umiarkowanie konserwatywny zaczyna przepływać do Liberalnych Demokratów, a nawet do wyraźnie lokujących się dzisiaj w centrum socjaldemokratów Starmera. Polityczna mapa Wielkiej Brytanii upodabnia się przez to do politycznej mapy USA czy Polski, na nowo zdefiniowanej przez populizm. Inaczej głosują mieszkańcy miast (zarówno metropolii, jak i średnich, oraz mniejszych), a inaczej mieszkańcy wsi i głębszej prowincji. Podział jest coraz głębszy, zupełnie niezwiązany z dawnym podziałem na prawicę i lewicę. A ostateczne wyniki wyborów zależą od zdolności mobilizacji „własnej strony” i od siły przywództwa, rozumianej na sposób tabloidowy, a nie na sposób klasycznej polityki. W tej sytuacji polityczne subtelności i wartości demokratyczne, takie jak „debata i dialog” przestają się liczyć. Dużo lepiej sprawdza się „pójście w zaparte”, insynuacje, a nawet jawna brutalność zyskująca poparcie tabloidów. To wszystko zbliża pobrexitową Anglię do Ameryki epoki Trumpa czy Polski epoki Kaczyńskiego.


Istnieją też jednak różnice. W Wielkiej Brytanii wciąż działa służba cywilna, którą w Polsce PiS – zmieniając ustawę i praktykę – Kaczyński całkowicie złamał i podporządkował własnej partii. Trudno też sobie wyobrazić, aby np. po ujawnieniu manipulacji z wynikiem testów covidowych Jacka Kurskiego czy po skandalu, jakim były odwiedziny przez Kaczyńskiego Cmentarza Powązkowskiego, kiedy zwykli Polacy byli odcięci od grobów swoich bliskich, na znak protestu podał się do dymisji któryś z „harcerzy Morawieckiego”, gdyż to właśnie oni są przykładem największego zepsucia.


Jeśli coś w Wielkiej Brytanii wciąż opiera się populizmowi Johnsona, są to resztki liberalnych instytucji i uwewnętrznionego poczucia prawa. W PiS-owskiej Polsce tego typu oporu już nie ma. Ład instytucjonalny nigdy nie był u nas zbyt stabilny, a poczucie prawa też nie zdołało się zbyt głęboko zakorzenić. Dlatego właśnie populizm Kaczyńskiego wszedł głębiej, zniszczył więcej i ma bardziej zdeterminowane poparcie we własnym obozie, niż populizm Borisa Johnsona.


Czytaj więcej: Królowa Elżbieta II. Poddani byli zachwyceni. Króla zastąpiła dystyngowana, opanowana, młoda i ładna kobieta



Source link

Leave a Reply

Your email address will not be published.

close