Politics

Bracia Kliczko. Kim jest Witalij Kliczko mer Kijowa? Kim jest Władimir Kliczko? – Polityka



– Gdybym uciekł, byłaby to zdrada. Nigdy więcej nie mógłbym spojrzeć w lustro. Zostaniemy tu na zawsze – obiecywał Witalij Kliczko niedługo po agresji rosyjskiej na Ukrainę. Władimir został u boku brata, choć jest samotnym ojcem. Wstąpił do obrony cywilnej, a kilkuletnia Kaya wyjechała z Kijowa z babcią, która pomaga mistrzowi bokserskiemu w wychowaniu dziecka.


Bohaterstwem nie łechcą sobie ego, tylko szczerze wierzą w europejskie marzenie rodaków i naprawdę chcą ciągnąć swój kraj na zachód. A siłę mają do tego nieprzeciętną.


Kto nie ma styczności ze sportami walki, ten oglądając pojedynek bokserski zobaczy parę chaotycznie lejącą się po pyskach. Kto popatrzy dokładniej, zobaczy, że jest w tym taktyka, a sukces nie zależy wyłącznie od siły fizycznej, ale też od jej umiejętnego wykorzystania i od nastawienia mentalnego. Kto wejdzie w temat jeszcze głębiej, zobaczy zaplanowane sekwencje ciosów. Użyte z mocą i w odpowiednim momencie pozwalają posłać przeciwnika na deski. W tej bokserskiej taktyce Kliczkowie nie mieli sobie równych na świecie. W polityce także starają się działać metodycznie.



Żaden Kliczko nie opuści Kijowa


– Jeśli nie możecie zamknąć nieba, proszę, dajcie nam nowoczesną broń, pociski Stinger. Wtedy sami zamkniemy niebo nad naszymi głowami – mówił mer Kliczko. Wzywał też mężczyzn, którzy wyjechali z Kijowa, by wrócili do miasta i pomogli w obronie – chwycili za karabiny albo za łopaty, żeby budować fortyfikacje. – Ja też nie chcę umierać, żaden zdrowy człowiek tego nie chce. Ale jeśli giniesz za ojczyznę w wojnie o wolność, to jest to zaszczyt dla prawdziwego mężczyzny. Jeśli mam umrzeć, to wolę umrzeć w ten sposób niż w podeszłym wieku w szpitalu – powiedział Witalij Kliczko niemieckiemu „Tagesspiegel”.


Dziennik, z którym rozmawiał, nie był wybrany przypadkiem. Mer Kijowa starannie selekcjonuje dziś media. „Tak” mówi głównie tym z zachodu Europy, bo wie, że to tam może najwięcej ugrać dla Ukrainy. Po pierwsze jako znana twarz, legenda sportów walki. Po drugie, bo krajów sąsiednich do walki jego narodu przekonywać nie trzeba, a już narodom zza Odry niektóre rzeczy odświeżać warto. – Szczególnie wy, w Niemczech, nie powinniście zapominać, że jeśli Putin chce odbudować Związek Radziecki, to kto wie, jak daleko mogą posunąć się te plany? Część waszego kraju była częścią sowieckiego imperium – podkreśla nienaganną niemczyzną.


A potem znów uderza w patos: – Bomby i pociski nie wygrywają wojen. Są ważne, ale nie tak ważne, jak wola i duch.



Wielcy, zdeterminowani, nieporadni


– Obaj mieli takie samo nastawienie do sportu. Nie spotkałem nikogo, kto by poważniej podchodził do swojej kariery i ciężej pracował niż oni. Mieli marzenia i konsekwentnie je realizowali. Witalij już wówczas mówił, że chciałby mieszkać w USA. Po latach kupił dom w Los Angeles. Spotkaliśmy się, pytam o tę decyzję, a on: przecież ci mówiłem, że chcę mieszkać w Stanach – wspomina Przemysław Saleta, który trenował ze starszym z braci na przełomie lat 80. i 90.


Polak był wtedy mistrzem Europy w kick-boxingu i szykował się do walki o mistrzostwo świata. Witalija sprowadzono do Warszawy jako jego sparingpartnera. Działacze akurat nawiązali współpracę polsko-radziecką, która miała polegać na wymianie doświadczeń i zawodników. Pojechali do ZSRR, tam wypatrzyli młodego, wysokiego i silnego chłopaka, który bez trudu radził sobie z kolegami w ringu. – Pomyśleliśmy, że to będzie odpowiedni worek treningowy dla Przemka. Umiał tylko boksować, o kick-boxingu nie miał bladego pojęcia, ale szybko się uczył – opowiadał tvn24.pl Marek Frysz, wtedy szef polskiego związku kick-boxingu.



Od chuderlaków do zawodowców


O Ukraińcu z tamtych czasów mówią różnie. Ktoś twierdzi, że od razu było widać materiał na wielkiego sportowca, ktoś inny, że ruszał się pokracznie i miał kiepską technikę. Na pewno na zdjęciach z okresu zmierzchu ZSRR widać smukłego, wątłego chłopaka górującego nad kolegami. Saleta przyznaje, że Kliczko początkowo nie wyglądał na zawodnika kompletnego. – Był silny, ale słaby technicznie. Potem jednak nauczył się wykorzystywać swoje warunki fizyczne. Te dziwnie bite techniki stały się atutem, bo pozwalały wykorzystać jego wzrost – mówi. A obaj bracia mają około dwóch metrów.


Witalij też miał sukcesy w kick-boxingu, był nawet kilkukrotnym mistrzem świata w formule full contact. Ale zauważył, że kopanie nie jest jego najmocniejszą stroną i całkowicie przerzucił się na boks. Jego amatorską karierę zakończyła afera dopingowa – został zdyskwalifikowany na dwa lata za stosowanie sterydów. Tłumaczył się, że wziął je w ramach leczenia kontuzji.


Dopiero po przejściu na zawodowstwo w 1996 roku nabrał masy i zaczął wyglądać tak posągowo, jak kojarzy go większość kibiców. Ale zanim do tego doszło, został żołnierzem. Po rozpadzie ZSRR wstąpił do ukraińskiej armii, trenował w wojskowym klubie. W latach 1994-95 walczył na igrzyskach oraz mistrzostwach świata żołnierzy i uczestniczył w manewrach na Białorusi. Do kariery wojskowej przymierzał się już za młodu. Chciał iść w ślady ojca, który był oficerem lotnictwa w radzieckiej armii. Nie przyjęto go jednak do szkoły, bo nie mieścił się w kokpicie pilota.



W ślady Witalija


Droga młodszego brata – pomijając epizod w armii – była podobna: od treningów chuderlawego pięściarza w Polsce, która była dla niego wówczas zachwycającym zachodem i miejscem do zarabiania kokosów, przez sukcesy w boksie amatorskim (mistrzostwo olimpijskie dla Ukrainy w Atlancie w 1996 roku), po boks zawodowy, do którego bracia weszli razem. – Na początku to był suchy przecinek. Władimir nie był wielki, choć umięśniony tak. Był wyżyłowany, bił bardzo mocno – opowiada Paweł Skrzecz, trener Ukraińca w latach 90., gdy ten boksował w Gwardii Warszawa.


Stoczył tam pięć walk. Cztery wygrał przed czasem, jedną na punkty. – Powalił i ośmieszył tych, którzy brylowali wtedy w polskich ringach – mówi trener. Wspomina, że Władimir był wyjątkowo sumiennym zawodnikiem. Nigdy nie spóźniał się na treningi, raczej był sporo przed czasem. Czekając, czytał książki albo uczył się angielskiego, bo już wtedy myślał o międzynarodowej karierze.


Skrzecz wspomina, że po tarczowaniu – czyli ćwiczeniu, podczas którego trener trzyma duże ochraniacze, a zawodnik uderza kombinacje ciosów – nie był w stanie utrzymać szklanki, by napić się herbaty. Do tego trafienia były niezwykle celne, dokładnie w punkt, który wyznaczył trener. Wspomina, że „Kliczko miał oczko” i dodaje, a w zawodowej karierze właśnie ta celność kładąca rywali na deski była jego znakiem specjalnym, który pozwolił mu utrzymać się na szczycie przez lata.


Drugim ich atutem była siła. Gdy w 1996 roku bracia przeszli razem na zawodowstwo ich droga znowu skrzyżowała się z drogą Przemysława Salety. Polak twierdzi, że niemiecka stajnia podpisała z nim wtedy kontrakt tylko po to, by został workiem treningowym Kliczków. Ze sparingpartnerami dla nich był problem. – Na treningu nie bije się z pełną mocą. Ale u nich każdy sparing to była wojna. Nie miało znaczenia, że się przyjaźniliśmy, chodziliśmy razem do knajp. Jak sparowaliśmy, to jeden z drugim chcieli mnie zabić – mówi Saleta. Wspomina braci jako prywatnie spokojnych ludzi, stroniących od imprez, zamieszania, prowadzących bardzo sportowy tryb życia. I opowiada o Bułgarze, który po pierwszym sparingu z Kliczkami trafił do szpitala ze wstrząśnieniem mózgu i o amerykańskim pięściarzu, który po jednym treningu uciekał nocą z hotelu na lotnisko.


W Ukrainie niewielu ma wątpliwość, że bracia Kliczko stali się towarem eksportowym kraju. Mają status najbardziej znanych Ukraińców początku XX wieku. Obrastali legendą, stawali się dumą narodową: znani na całym świecie, wielokrotnie broniący tytułów, nazywani przez prasę gladiatorami, dominatorami, mistrzami wszech czasów, najlepszymi braćmi w historii sportu, kosmicznymi pięściarzami poza zasięgiem rywali i do tego nigdy nie stający naprzeciw siebie w ringu, choć właściwie tylko jeden dla drugiego mógłby być godnym rywalem.



Kliczko i Kliczko – pięściarze wszech czasów


Młodszy Kliczko był zawodowym mistrzem świata łącznie 12 lat i 2 dni, a niepokonany pozostawał przez 11 lat i 7 miesięcy 18 dni. 11 razy bronił tytułu mistrza świata wagi ciężkiej. O mistrzostwo świata walczył 28 razy bijąc tym samym rekord Joe Lewisa. Pasy zdobywał we wszystkich federacjach, a w okresie wspólnej dominacji braci w wadze ciężkiej, gdy on nie miał któregoś z pasów, był to znak, że ma go Witalij. Starszy z braci, choć mniej utytułowany, przez wielu specjalistów uznawany jest za lepszego, twardszego zawodnika. Niektórzy nazywają go wręcz niepokonanym, bo bez zwycięstwa zszedł z ringu tylko dwa razy. Przegrał z Chrisem Byrdem i Lenoxem Lewisem, w obu walkach w wyniku kontuzji.


O ten sam pas nigdy nie zabiegali jednocześnie, czytaj: odmawiali walki ze sobą. Podobno dlatego, że jeszcze będąc nastolatkami – po sparingu, który skończył się mocnym sińcami – obiecali matce, że nigdy więcej nie staną naprzeciw siebie. Dotrzymali słowa, choć za walkę Kliczko vs. Kliczko obiecywano im bajońskie sumy.


Zanim jednak na stole pojawiły się miliony, dla obu pięściarzy bajońską sumą było 150-200 dolarów. Paweł Skrzecz wspomina, jak duże wrażenie robiły na Władimirze takie właśnie sumy wypłacane za walki w Gwardii i jego zachwyty nad Warszawą. Gdy trener obwoził go po mieście, on z rozdziawionymi ustami oglądał szklane wieżowce, budowy, samochody, odnawiane ulice. Podobno to właśnie w Warszawie wykluły się europejskie aspiracje Kliczków – chcieli nie tylko sami ruszyć na zachód, ale i żeby znalazła się tam ich Ukraina.



Kliczko na Euromajdanie


Podobno, bo zgodnie z ich legendą Kliczkowie od zawsze byli ukraińskimi patriotami, ale Polacy, którzy z nimi trenowali, nie przypominają sobie, żeby 20-30 lat temu w rozmowach pojawiała się polityka, choć rozmów było wiele, a bracia byli weseli i otwarci. W szatnianych żartach czasami nazywano ich „bolszewikami”, a oni przyjmowali to z uśmiechem. Ukraina nie jest ich miejscem od urodzenia. Ojciec, jako oficer radzieckiej armii, podróżował po całym ZSRR. Starszy z braci urodził się we wsi Stalinskoje (dziś Biełowodskoje) w Kirgistanie. Młodszy w Semipałatyńsku (dziś Semej) w Kazachstanie.


Ich rodzina jest rosyjskojęzyczna, a nazwisko znane jest szerzej w rosyjskim brzmieniu – Kliczko, podczas gdy z ukraińska wymawiać należałby Kłyczko. Bracia przez lata słabo posługiwali się urzędowym językiem swojego kraju i sami szczerze to przyznawali. Dziś mówią dobrze, ale z rozpoznawalnym akcentem. Może ich droga – od rosyjskojęzycznych obywateli ZSRR do proeuropejskich światowców z Ukrainą w sercu – jest pars pro toto drogi sporej części narodu.


To właśnie proeuropejskość prezentowana z mocą bokserskiego championa wywindowała Witalija na eksponowane miejsce w ukraińskiej polityce. Próbował w niej zaistnieć, będąc jeszcze czynnym sportowcem, od 2006 roku, kiedy pierwszy raz kandydował na stanowisko mera Kijowa. Był wtedy drugi z 23 proc. głosów. Dwa lata później zebrał 17,9 proc. zajmując trzecie miejsce. W 2010 roku założył własną partię Ukraiński Demokratyczny Alians na rzecz Reform – w skrócie UDAR, czyli cios. Do parlamentu trafił w 2012 roku, kiedy Ukrainą rządził Wiktor Janukowycz. Jako światowiec Kliczko był więc w opozycji, wpisując się w tradycyjny i właściwie jedyny ukraiński podział polityczny: prorosyjscy kontra proeuropejscy.


Jaki był czy jest jego program? Dla ekspertów to pytanie kłopotliwe. – Nie ma łatwych przełożeń między europejską a ukraińską sceną polityczną. Jeśli musiałbym jakoś porównać poglądy Kliczki do zachodnich doktryn, powiedziałbym, że to liberalna prawica. Ale ukraińską scenę naprawdę trudno jest opisywać w tych kategoriach. Bo jaki program ma partia Zełenskiego? No taki, jakiego wymaga chwila – mówi Wojciech Konończuk, wicedyrektor Ośrodka Studiów Wschodnich.


Tłumaczy, że populizmu jest tam dużo, a polityka opiera się na charyzmatycznych, wyrazistych liderach i pieniądzach na kampanie marketingowe. Śmieje się na sugestię, że pięściarze muszą być intelektualistami, skoro obaj obronili doktoraty. – Nie czytałem tych doktoratów, ale tytuły naukowe w Ukrainie naprawdę nic nie znaczą. Przypominam, że Janukowycz jest profesorem. Korupcja w szkolnictwie wyższym jest tam legendarna, doktoraty się po prostu kupuje. Na porządku dziennym są sytuacje, w których dziennikarz pyta polityka o tytuł jego pracy naukowej, a ten nie potrafi go powtórzyć – mówi Konończuk.


Przepis na polityczny sukces w Ukrainie jest więc następujący: znane nazwisko plus finansowanie. Bogaty a popularny lider, który chce zaistnieć, wynajmuje specjalistów i tworzy ruch polityczny. Co nie znaczy, że to zawsze jedynie zaspokajanie próżności. – Kliczko jest zamożnym człowiekiem. Nie musiał iść do polityki, ale jest ambitny, zaangażowany w sprawy społeczne. Kariera sportowa była dla niego katapultą, bo to jeden z najbardziej znanych Ukraińców przełomu wieków. Ale ta obywatelska aktywność zamieniła się w polityczny sukces dopiero po Euromajdanie – dodaje Konończuk.



Kijowskie kłopoty


W czasie protestów na Majdanie obaj bracia byli bardzo aktywni. Stawali na scenie, przemawiali do tłumów, a Witalij – obok Petra Poroszenki – pretendował do roli lidera ruchu. Z szefem Europejskiej Solidarności chciał nawet konkurować wtedy w przyśpieszonych wyborach o fotel prezydenta. Ostatecznie Kliczko zrezygnował na rzecz Poroszenki, a sam wystartował na ważne, również w polityce krajowej, stanowisko mera Kijowa.


Ugrupowania obu polityków wkrótce zaczęły ścisłą współpracę. Blok Petra Poroszenki wchłonął UDAR, który jednak został reaktywowany po przegranych wyborach prezydenckich 2019 roku. Dziś ma 43 posłów spośród 450 członków Rady Najwyższej Ukrainy. Witalij przewodniczy partii, a Władimir jest stale przy nim jako doradca. I to role zgodne z charakterami braci. – Oni są bardzo różni. Witalij jest otwarty, przyjacielski. Władimir podchodzi do ludzi z dużo większą rezerwą. Nie jest tak kontaktowy, raczej zamknięty w sobie. Nie przeszkadza mu stanie z boku – mówi Przemysław Saleta.


Zarządzanie miastem dla starszego Kliczki nie było pasmem sukcesów. – Na bazie popularności zdobytej na Majdanie wygrał w cuglach wybory na mera, dostając około 2/3 głosów mieszkańców Kijowa. W 2020 roku uzyskał reelekcję, ale już z niewiele ponad pięćdziesięcioprocentowym poparciem. Właściwie był mało popularnym merem, wielu wyborców nie kryło rozczarowania nim – mówi Konończuk.


Ekspert opowiada, że miasto nie rozwijało się znacząco, że nie udawały się tam tak podstawowe sprawy, jak wprowadzenie strefy płatnego parkowania, a o samym merze mówiło się jako o człowieku zachowawczym, z trudem podejmującym konkretne decyzje. Jeszcze w pierwszej kadencji Kliczko musiał stoczyć polityczną batalię z prezydentem Zełenskim, który sztuczkami formalnymi próbował ograniczyć jego władzę w mieście. Nie zdołał, a dziś ich konflikt jest przeszłością. Prezydent Ukrainy oraz dwaj bracia-pięściarze stoją ramię w ramię na kijowskich barykadach i zagrzewają do obrony ojczyzny. To między innymi ich zasługa, że zryw obywateli po rosyjskiej agresji nie był krótkotrwałym wybuchem emocji, tylko przerodził się w stanowczą i konsekwentną walkę o marzenie o wolnej, europejskiej Ukrainie. Jakby rodacy posłuchali Władimira z jego mów motywacyjnych, które zaczął wygłaszać po zakończeniu kariery sportowej: „Łatwo jest zdobyć mistrzostwo świata, cóż relatywnie łatwo, ale naprawdę trudno jest odnosić sukcesy przez dłuższy czas”.


Czytaj też: Polują na niego siepacze Putina, ale on się nie poddaje. Jak Wołodymyr Zełenski stał się mężem stanu



Source link

Leave a Reply

Your email address will not be published.