Politics

Chcieli na swój koszt wyrównać chodnik. „Sprawa okazała się koszmarem” – Wprost




W 2020 roku u pana Pawła zdiagnozowano ostrą białaczkę szpikową. – Na szczęście ze względu na to, że mam dużo rodzeństwa, znalazła się wśród nich dwójka dawczyń. W miarę szybko, bo po dwóch chemioterapiach, nastąpił przeszczep i powoli wracam do zdrowia – mówi Paweł Kubacki.


Żona pana Pawła od urodzenia zmaga się z wrodzoną łamliwością kości. – Niestety, nasz starszy syn też odziedziczył tę chorobę. Miał już osiem złamań – wylicza pani Natalia. Latem syn Kubackich przewrócił się na betonie w pobliżu domu. – Miał złamane podudzie i zrobiło mu się drugie kolano. Spędził 11 tygodni w gipsie i pięć miesięcy na wózku inwalidzkim – wylicza pan Paweł. I dodaje: – Ta sytuacja była głównym impulsem, żeby wyrównać teren przed domem i zrobić remont budynku gospodarczego.

Chodnik i szopa


Mieszkanie, które zajmuje rodzina Kubackich, jest ich własnością, lecz teren za kamienicą należy do miasta, które dzierżawi go w równych częściach czterem zajmującym budynek rodzinom. – Postanowiłem, zgodnie z umową dzierżawy, złożyć pismo do urzędu, aby wydzierżawiający wyraził zgodę na remont. Ale sprawa okazała się jednym, wielkim koszmarem – ocenia pan Paweł.


Początkowo Kubaccy uznali, że urzędnicy są przychylni proponowanym przez nich zmianom. – Bo dlaczego zgoda miałaby nie zostać wydana? – mówi pani Natalia. – Na miejscu była też pracownica urzędu i powiedziała, że nie ma innego wyjścia – uzupełnia Kubacki. I dodaje: – Zobaczyłem, że nasza sąsiadka z parteru złożyła pismo do urzędu. Prywatnie jest matką burmistrza Sztumu – Leszka Tabora.


Sąsiadka i jednocześnie matka burmistrza napisała, że nie chce remontu, bo boi się o swój budynek gospodarczy, który przylega do szopy Kubackich. Nie zgadza się też na położenie nowej kostki przed szopą, bo – jak napisała – utwardzenie gruntu spowoduje zalanie wspólnych piwnic. Pan Paweł tłumaczył, że teren utwardzony jest od dawna i żadnych zalań nie ma. Gwarantował też, że remont nie zaszkodzi budynkowi sąsiadki i godził się na bieżący nadzór. Bez skutku. – Dostałem zgodę na położenie papy na dachu szopy i zakonserwowanie desek (ścian – red.), których nie da się zakonserwować, bo są w takim stanie, że nie da się z nimi nic zrobić – mówi pan Paweł.


Uzasadniając odmowę zgody na normalny remont, urzędnicy użyli tylko jednego argumentu, przepisanego niemal dosłownie ze sprzeciwu matki burmistrza. Argumentu absurdalnego, bo chodnik przed szopą leży od dziesiątków lat – zaznaczają dziennikarze Uwagi! TVN. – Napisałem kolejne pismo do burmistrza o zmianę decyzji, ale niestety urząd podtrzymał swoją poprzednią decyzję. Brak empatii. W rozmowach z pracownikami słyszałem: „Czego ty nie rozumiesz? Przecież to nie jest twoje”. Mówiłem, że rozumiem, ale to nie jest też ich, tylko miasta – przywołuje Kubacki.





Source link

Leave a Reply

Your email address will not be published.