Politics

Dymisja ministra finansów Tadeusza Kościńskiego – Polityka




Polski Ład do rozliczenia. Tadeusz Kościński do dymisji


Najważniejszą sprawą dla PiS jest w tej chwili wybrnięcie z Polskiego Ładu. To, co miało być kołem zamachowym następnej kampanii wyborczej, a od półtora miesiąca grzęźnie w błocie i nie bardzo wiadomo jak wyprowadzić program na właściwy tor. W PiS przez ostatnie parę tygodni pojawiło się kilka koncepcji, z których właściwie każda sprawi partii mniejsze lub większe problemy.


Pomysł numer jeden to dymisje. Już w połowie stycznia w kuluarach mówiono, że zapłacić za to, co dzieje się z Polskim Ładem będzie musiał ministra finansów Tadeusz Kościński. Trochę nie wiadomo dlaczego, bo nikt nie ma wątpliwości, że to nie on był autorem Polskiego Ładu. Ale Kościński jest człowiekiem Mateusza Morawieckiego. Pracowali razem w BZ WBK. Potem premier, jeszcze jako wicepremier u Beaty Szydło, ściągnął go do rządu.


Odstrzelenie Kościńskiego przyniosłoby na pewno kilka politycznych korzyści wewnątrz partii i na zewnątrz. Od miesięcy trwa – za zgodą a zapewne także inspiracją prezesa Kaczyńskiego – osłabianie premiera. Jego ludzie tracą stanowiska albo są spychani na margines. Coraz bardziej za to w siłę rosną wewnętrzni wrogowie premiera. Nie przypadkiem to Jacek Sasin stanął na czele Komitetu Ekonomicznego Rady Ministrów. Odcięcie Kościńskiego jeszcze pogłębiłoby izolację Mateusza Morawieckiego. Na zewnątrz natomiast dymisja ministra finansów zawsze sporo waży. Chociaż akurat rząd PiS sprowadził tę funkcję do roli głównego księgowego, bo wszystkie decyzje zapadają albo w Kancelarii Premiera, albo na Nowogrodzkiej. Ale „dymisja ministra” brzmi bardzo poważnie. Teraz będzie można mówić, że winny odszedł i wszystko zostanie naprawione.


Do stanowiska szefa resortu finansów przymierza się dwóch polityków PiS. Henryk Kowalczyk – obecny minister rolnictwa i Artur Soboń – od dwóch tygodni wiceminister finansów odpowiedzialny właśnie za Polski Ład i jego naprawianie. Henryk Kowalczyk sam mówi, że nigdzie się nie wybiera, ale przecież to nie on będzie decydował, gdzie sprawdzi się najlepiej. Kowalczyk był szefem komisji finansów w Sejmie, był szefem Komitetu Stałego Rady Ministrów, był też ministrem środowiska, aż wylądował w rolnictwie. To po prostu człowiek ze starej gwardii prezesa. Jeden z naprawdę zaufanych.


– My, stara gwardia, byliśmy z prezesem w niejednej bitwie i wiadomo, że go nie zawiedziemy. Biliśmy się w kampaniach, a nie tylko w Sejmie jak już wszystko było wygrane – tłumaczył jeden z ministrów, kiedy pytaliśmy go o zaufanie prezesa do Kowalczyka.


Artur Soboń to polityk młody, co budzi pewne wątpliwości u wielu polityków PiS. Słyszymy od nich, że sytuacja jest tak poważna, że nie ma co znowu eksperymentować i trzeba postawić na sprawdzonych towarzyszy. Na razie to premier będzie sprawował funkcję ministra finansów.


– Muszą polecieć głowy, ale prezes nie zdecydował jeszcze czyje – mówili nam przed spotkaniem na Nowogrodzkiej politycy PiS – niektórzy chcieliby zmiany premiera, ale to się nie wydarzy – usłyszeliśmy zapewnienia.


To samo na sejmowym korytarzu mówił Ryszard Terlecki – premier jest bezpieczny przynajmniej do wyborów. Otwarte pozostaje oczywiście pytanie, kiedy będą wybory. Ale to zupełnie inna kwestia. Wielu suflerów szepcze prezesowi do ucha, że to Morawiecki powinien odpowiedzieć za Polski Ład, bo to był jego plan i jego program. A zwolnienie premiera na pewno by do wyborców przemówiło. Ale prezes Kaczyński nie wie na razie czy mógłby liczyć na 231 głosów w Sejmie przy wyborze nowego premiera. W PiS słychać, że prezes Kaczyński nie zdecyduje się na ten krok, bo lepiej próbować naprawiać Polski Ład niż znowu negocjować ze wszystkimi frakcjami i koalicjantami.



Dymisja ministra nie rozwiązuje problemu. A rezygnacja z Polskiego Ładu?


Pomysł numer dwa to rezygnacja z Polskiego Ładu. Odsunięcie go w czasie i naprawienie wszystkich błędów. Choć brzmi to absurdalnie, takie sygnały też płynęły z Nowogrodzkiej. Jednak przeważyło przekonanie, że wycofanie się teraz ze zmian podatkowych wprowadziłoby jeszcze większy chaos. A po drugie – i dla władz partii najważniejsze – to byłoby przyznanie się do kompletnej porażki.


Jest jednak poważny kłopot. Wielu elementów Polskiego Ładu nie da się naprawić „w biegu”. Jak pisze Onet, niektórych obietnic premiera też nie da się zrealizować. Na przykład tej, że osoby zarabiające do 12 tys. 800 złotych będą mogły rozliczać się na starych zasadach (jeśli taką opcję wybiorą).


Jednocześnie wokół Ładu codziennie wychodzą nowe kwiatki – na przykład ten o „podwójnym opodatkowaniu składki zdrowotnej”. Ponieważ rząd zapomniał znowelizować odpowiednią ustawę o PIT, to najpierw zapłacimy podatek, a dopiero potem składkę, która też jest podatkiem. Na PiS mści się tempo prac w Sejmie i przepychanie Polskiego Ładu kolanem bez konsultacji z ekspertami. Jednak z rozmów z politykami PiS wynika, że wciąż mają nadzieję, że to, co w tej chwili wygląda na kompletny bałagan, za rok przyniesie korzyści polityczne.


– Za rok ludzie zobaczą, że nie stracili na polskim ładzie, a zyskali może 100, może 50 złotych, ale to zawsze jakaś korzyść – mówią. Jednocześnie nasi rozmówcy mówią, że cały ten program kosztuje ponad 60 miliardów rocznie i głupio byłoby tyle zainwestować, a politycznie nic na tym nie zarobić.


Dlatego wycofanie się z Polskiego Ładu to na razie raczej tylko balon próbny wypuszczany z Nowogrodzkiej niż realny plan na przyszłość.



Covid nie odpuszcza


Ale Polski Ład to nie jedyny problem, który wymaga przedyskutowania i decyzji na najwyższych partyjnych szczeblach. Głosowanie nad Lex Kaczyński, nazywanym też Lex Konfident, to była osobista porażka prezesa. W dodatku ujawniła jak wiele frakcji i frakcyjek w PiS może wywrócić stolik. Niestety żadne zaklęcia nie przerzucą tego głosowania na opozycję mimo usilnych prób rzeczniczki PiS.


Sprawa Lex Kaczyński ujawniła jeszcze jedno – minister zdrowia, w trzecim roku pandemii, nie ma kompletnie nic do powiedzenia w rządzie. Nie może przekonać nikogo do niczego. Jego ustawa padła i nawet nie została przedyskutowana na rządzie. Ustawa, którą popierał, czyli Lex Hoc, przepadła gdzieś w Sejmie. W końcu naprawdę dziwaczny pomysł prezesa Kaczyńskiego nie uzyskał poparcia w klubie. Jedyne co ministrowi się udało, to zmusić do szczepień pracowników służby zdrowia, bo ministrowie odpowiedzialni za służby mundurowe i edukację też jego pomysłu nie poparli. Adam Niedzielski, jak słychać w kuluarach, ma tego po prostu dość i chciałby odejść. Na razie jednak PiS nie wie kim go zastąpić. Nie ma zbyt wielu chętnych do bycia kolejną, polityczną, ofiarą pandemii.



Banaś i spółka


Do problemów z rządem i ministerialnych roszad dochodzi jeszcze kłopoty PiS do załatwienia w Sejmie. Przede wszystkim immunitet szefa NIK Mariana Banasia. Tę sprawę PiS chciałoby załatwić jak najszybciej, na najbliższym posiedzeniu. Tu też potrzebna jest większość, a po ostatniej spektakularnej porażce w głosowaniach PiS-owi potrzebny jest sejmowy sukces. Immunitet szefa NIK to doskonała okazja, żeby po raz kolejny pokazać, „kto tu rządzi”. Oczywiście wszystko zależy od Pawła Kukiza, ale z nim akurat na pewno uda się dogadać.


To wszystko są tematy, którymi kierownictwo Prawa i Sprawiedliwości musi się zająć, bo każda z nich z osobna zaczyna być problemem, który może wywalić, jeśli nie rząd to sejmową większość. A PiS-owi coraz bardziej zależy na tym, żeby wybory odbyły się w konstytucyjnym terminie.



Source link

Leave a Reply

Your email address will not be published.

close