Politics

Emmanuel Macron wygrał wybory prezydenckie. Co to oznacza dla Polski? – Świat



W naszym coraz mniejszym świecie coraz gęściej i ciaśniej zderzają się ze sobą formacje ustrojowe, kulturowe, różne systemy wartości, nawet estetyki. Idealny pluralizm i różnorodność w globalizacji nie istnieją. Są w niej silniejsi i słabsi, hierarchia i hegemonia budowane są w najlepszym razie za pomocą handlu czy technologicznego wyścigu, a w najgorszym razie za pomocą siły.



Emmanuel Macron pozostanie prezydentem Francji


W tej wojnie Polska stoi, a przynajmniej powinna stać po stronie liberalno-demokratycznego Zachodu, gdyż jego faktycznie przeciwnicy i konkurenci (przede wszystkim Putinowska Rosja, ale także Chiny czy Iran, które uważnie przyglądają się starciu Rosji z Zachodem, utrudniają wprowadzenie sankcji przeciwko Rosji, odmawiają izolowania jej nawet w obliczu rosyjskiego ludobójstwa na Ukrainie), reprezentują formacje ustrojowe, które niszczą prawa jednostki i odbierają wolność.


We Francji wygrał Zachód, a przegrali jego wrogowie, przede wszystkim Putin. Macron przez kilka lat realizował ostrożniejszą wobec Rosji tradycyjną politykę francuską, jednak w chwili próby nie zawiódł Zachodu. Dzięki jego politycznym decyzjom (nie przez wszystkich we Francji akceptowanym) na Ukrainę trafia francuska pomoc humanitarna, francuska broń i francuskie pieniądze. Francuscy żołnierze pojawili się na wschodniej flance NATO (w Rumunii i w krajach bałtyckich). Macron nie jest też hamulcowym sankcji wobec Rosji.


Wybrany na kolejną kadencję prezydent Francji na pewno robi dla Ukrainy – ale także dla Polski jako członka Zachodu, kraju, którego samo przetrwanie zależy od solidarności i siły Zachodu – więcej, niż Kaczyński i Morawieckim, którzy wybrali sobie na strategicznego sojusznika w swojej prywatnej i partyjnej walce o osłabienie Unii Europejskiej Marine Le Pen, która jest po prostu utrzymanką Putina i piątą kolumną Kremla w Europie (jedną w paru kremlowskich piątych kolumn, z których wszystkie okazują się „strategicznymi sojusznikami” Kaczyńskiego, Morawieckiego i PiS-u). Marine Le Pen zaatakowała w kampanii Macrona za przyjmowanie uchodźców z Ukrainy, zapowiedziała wycofanie się Francji z wojskowej współpracy w ramach NATO i z obronnej współpracy w ramach Unii Europejskiej.



Co zwycięstwo Macrona oznacza dla Polski


Przyjmowanie Marine Le Pen przez Mateusza Morawieckiego w Warszawie w grudniu ubiegłego roku, a więc jeszcze przed wybuchem wojny w Ukrainie, i podejmowanie jej z honorami należnymi głowie państwa jako „strategicznego sojusznika PiS-u w Europie”, kiedy ona mówiła, że „Ukraina jest rosyjską strefą wpływów”, było błędem. Jednak brutalne wejście przez Morawieckiego we francuską kampanię wyborczą po stronie Marine Le Pen, przeciwko Macronowi, w marcu tego roku, kiedy na Kijów spadały już bomby Putina używającego Le Pen do niszczenia Zachodu, było przejawem bezdennej politycznej i geopolitycznej głupoty, bardzo niebezpiecznej dla Polski. Nie była to głupota samego Morawieckiego, gdyż jest on najmniej podmiotowym polskim premierem od czasów Edwarda Babiucha. Była to geopolityczne głupota Jarosława Kaczyńskiego, jedynego podmiotowego polityka w obozie władzy, ściśle zresztą powiązana z jego złowieszczą „mądrością”, a w każdym razie skutecznością w polityce wewnętrznej. To on, nawet po wybuchu wojny w Ukrainie, wciąż uważa Brukselę za większe zagrożenie, niż Kreml. Wierzy, że przed Kremlem obronią go Amerykanie, podczas gdy Bruksela negatywnie recenzująca jego autorytarne rządy i nie chcąca mu dać miliardów na kampanię wyborczą, kiedy on nadal niszczy w Polsce resztki praworządności, taka Bruksela i taka Unia wydają mu się realnym politycznym zagrożeniem. Zagrożeniem, z którym on walczy ramię w ramię z agentami Putina, którzy Unię chcą zniszczyć z nieco innych powodów.



Source link

Leave a Reply

Your email address will not be published.