Politics

Kaczyński znowu grozi Ziobrze. Rozpad koalicji i wybory? Oto możliwe scenariusze. – Polityka



To wszystko bez znaczenia, bo szef klubu PiS i tak mówi to, co partii akurat potrzebne. Czy to realne groźby czy tylko przekaz do wewnątrz Zjednoczonej Prawicy? Zazwyczaj to drugie. Jarosław Kaczyński nie rozmawia z Solidarną Polską, nie ma żadnych spotkań koalicyjnych, a ktoś musi przekazać koalicjantowi to, co mówi się na Nowogrodzkiej.


A co się mówi? Od tygodni to samo: Solidarna Polska przeciąga strunę. Na razie nie oznacza to ani zerwania koalicja, ani wcześniejszych wyborów. Oznacza jedynie, że konflikt w Zjednoczonej Prawicy rozpala się na nowo. Ale do finału tego serialu jeszcze daleko.


— Patrzymy na to z pewnym zniecierpliwieniem, ale z drugiej strony czekamy na pozytywny namysł — mówił ostatnio Ryszard Terlecki na sejmowym korytarzu. Dodawał, że ten namysł powinien nastąpić już niebawem. Na pytania o wcześniejsze wybory nie odpowiedział, ale ten scenariusz wciąż jest w grze.


W Solidarnej Polsce na razie wszyscy są pewni dwóch rzeczy: prędzej czy później PiS „wykona ruch” i pozbędzie się koalicjanta oraz wszyscy „staną razem” przy Zbigniewie Ziobro, czyli nikt nie zdradzi i nie odejdzie. Rzecz w tym, że politycy od Gowina także byli pewni swego, a skończyło praktyczną anihilacją Porozumienia.


Oto możliwe scenariusze.



Trwanie


Ta wojna w koalicji będzie trwała jeszcze przez ponad rok, mniej więcej do wakacji 2023 r. Wtedy PiS zerwie z Solidarną Polską i zostawi byłych partnerów bez pieniędzy budżetowych. Akurat na początku kampanii wyborczej. We wszystkich spółkach Skarbu Państwa dawno już leżą listy „ludzi Ziobry” przeznaczonych do zwolnienia. Kiedy nadejdzie czas, zostaną wyciągnięte. Ziobro zostanie ze swoimi ludźmi sam – bez struktur, wpływów, stanowisk i funduszy.


Wejście do Sejmu będzie wówczas bardzo trudne, o ile nie niemożliwe. Ziobro wie, że to może go zabić politycznie, bo czterech lat poza Sejmem nie przetrwa. To dlatego zaostrza antyunijną retorykę. To obecnie jego jedyny polityczny atut.


Zwłaszcza w obliczu błędów popełnianych przez konkurenta po prawej stronie sceny politycznej – Konfederacji. Prorosyjskie wypowiedzi jej polityków i niejednoznaczna postawa wobec wojny w Ukrainie nie przyciągają wyborców, których może ich przejąć tylko Solidarna Polska. Ziobro zamierza to zrobić.


PiS kalkuluje poparcie dla Zbigniewa Ziobro na poziomie do trzech proc. Każdy ułamek więcej jest już dla Kaczyńskiego ryzykowny.


– Wszystko, co Zbyszek zbierze, zabierze nam. Oczywiście, trochę też Konfederacji, ale głównie nam. Będzie pokazywał, że nie jest miękiszonem. Część wyborców mu uwierzy – słyszymy w PiS.


Ale politycy PiS mówią też, że rozwód nie oznacza, że nie można żyć razem i że koalicje zawiera się po wyborach, a nie przed. To wyraźna sugestia, że rozpad Zjednoczonej Prawicy nie musi oznaczać, że jeśli będzie trzeba zewrzeć ponownie szyki, to Ziobro z Kaczyńskim tego nie zrobią.



Wcześniejsze wybory


Ta opcja wciąż jest na stole. Na Nowogrodzkiej są dziś rozważane dwa warianty.


Pierwszy jest bardzo ryzykowny, a Jarosław Kaczyński widzi wszystkie związane z nim zagrożenia. Solidarna wylatuje z rządu, a Jarosław Kaczyński składa wniosek o skrócenie kadencji Sejmu. Mimo dzisiejszych zapowiedzi, że trzeba taki wniosek rozpatrywać bardzo wnikliwie, opozycja nie ma wyjścia i głosuje za.


Opozycja – i to jest zagrożenie, które przewiduje prezes PiS – skutecznie może jednak wykorzystać narrację o tym, że PiS urządza kampanijne igrzyska zamiast skupić się na zewnętrznym zagrożeniach. Zdaniem Kaczyńskiego, to trafiłoby do części wyborców.


Ale w PiS pojawił się też drugi pomysł na to, jak przeprowadzić akcję wyborczą. Wystarczy wmanewrować opozycję w głosowanie nad wotum zaufania dla rządu. Ten wariant jest dla PiS wygodniejszy.


Solidarna Polska wylatuje z koalicji. Premier Morawiecki prosi wówczas Sejm o wotum zaufania. Nie dostaje go. Solidarna Polska nie musi nawet głosować przeciw – wystarczy, że ludzie Ziobry nie przyjdą. Opozycja zostaje przyciśnięta do ściany i musi zagłosować przeciwko wotum zaufania dla rządu, bo nie da się wyborcom wytłumaczyć, dlaczego posłowie Platformy, Lewicy czy PSL uważają, że rząd Morawieckiego zasługuje na poparcie.


W tym momencie wchodzimy w przewidzianą przez Konstytucję procedurę nazywaną „trzema krokami”.


Krok pierwszy. Premier, nie uzyskawszy wotum zaufania, składa dymisję.


Krok drugi. Inicjatywa znalezienia nowego premiera spoczywa na Sejmie. Izba ma na to dwa tygodnie. PiS doskonale wie, że opozycja jest tutaj bez szans. Wszystkie środowiska związane z KO, Lewicą, PSL czy Porozumieniem Gowina się ze sobą oczywiście porozumieją – kandydatem na premiera zostanie prawdopodobnie lider ludowców Władysław Kosiniak-Kamysz. Ręki do tego nie przyłoży jednak Konfederacja. To 11 posłów, których głosów zabraknie. Kandydat opozycji przepadnie.


Tu krok trzeci. Inicjatywa wraca do prezydenta, który ponownie powierzy misję stworzenia nowego rządu komuś z PiS – być może ponownie Morawieckiemu. Ta osoba znowu nie uzyska jednak wotum zaufania. Kolejny raz opozycja znajdzie się pod ścianą i nie będzie mogła poprzeć kandydata PiS – bo jak to wytłumaczyć wyborcom.


W tym momencie Konstytucja przewiduje rozpisanie wyborów. I tak, po trzech miesiącach przepychanek, rozpoczniemy kampanię wyborczą.


Dlaczego to rozwiązanie jest dla PiS korzystniejsze? Bo można wszystko zrzucić na opozycję.


Z rozmów z politykami PiS wynika, że narracja jest już przygotowana. Brzmiałaby mniej więcej tak: „Czasy są trudne i w tych trudnych czasach potrzebny jest silny rząd, albo propaństwowa opozycja. Opozycja jest nieodpowiedzialna i niezdolna do wsparcia rządu nawet teraz”. Czyli Tusk destabilizuje scenę polityczną, nie zważając na zagrożenie ze strony Putina. To ma przekonać wyborców, że powinni dać PiS stabilną większość, a może nawet większość konstytucyjną.


– Przyzna pani, że to zdecydowanie bardziej eleganckie rozwiązanie? – uśmiechają się nasi rozmówcy z PiS.


W opowieściach o tym planie pojawia się jeden wątek, którego nie ma w innych płynących z Nowogrodzkiej informacjach o partyjnej strategii – rozstanie z Solidarną Polską ma być fikcyjne. Chodzi o to, żeby Ziobro nie poszedł na jakieś – trudne do przewidzenia – układy z opozycją. Ludzie Ziobry mieliby wylecieć z rządu, ale zatrzymać stanowiska w spółkach. W dodatku Solidarna Polska miałaby otrzymać miejsca na listach PiS.


Na razie Kaczyński nie reaguje na wybryki Solidarnej Polski – a przecież prezes mógłby uspokoić koalicjanta jedną poważną rozmową z ministrem sprawiedliwości. A to oznacza, że chce mieć w zanadrzu pretekst do zerwania koalicji. Apele o niepłacenie składki do Unii, awantura wokół nowelizacji ustawy o Sądzie Najwyższym, próby grożenia PiS brakiem poparcia dla Adama Glapińskiego – to wszystko zbiera się na rachunku Ziobry.



Source link

Leave a Reply

Your email address will not be published.

close