Politics

Katastrofa smoleńska. Konferencja Antoniego Macierewicza – Polityka




Katastrofa smoleńska i piętrowe teorie spiskowe


Być może Antoni Macierewicz nie zauważył, że nawet pierwszy stenogram zapisu rozmów z kokpitu, wykonany pod koniec maja 2010 roku i nazywany stenogramem MAK, był sporządzony przez stronę polską. Następnie wykonano, przez różne ekipy, kilka kopii nagrań z czarnej skrzynki. Za każdym razem taśmy kopiowali polscy eksperci. Natomiast dane dotyczące parametrów lotu z tzw. rejestratora szybkiego dostępu były odkodowane w Polsce przez producenta urządzenia. Po prostu nikt inny nie był w stanie tego zrobić. Dane zgadzały się z odczytem wykonanym w Rosji z czarnej skrzynki rejestrującej prace urządzeń.


Samolot był przebadany pod kątem możliwości dojścia do eksplozji. W załączniku nr 5 do raportu tzw. Komisji Millera można przeczytać: „Podczas oględzin wraku samolotu nie stwierdzono śladów detonacji materiałów wybuchowych ani paliwa lotniczego”. Próbki materiałów z samolotu oraz z ciał osób, które zginęły w czasie katastrofy pobrała prokuratura wojskowa. W 2014 roku Naczelna Prokuratura Wojskowa oświadczyła, że w trakcie analizy fizykochemicznej nie wykazano „obecności materiałów wybuchowych oraz substancji będących produktami ich degradacji.”


Czytaj także: Kaczyński wytrącił Macierewiczowi z ręki broń. Teraz dochodzenie do prawdy osiągnie nowy poziom


To nie przeszkadzało Macierewiczowi w tworzeniu piętrowych teorii spiskowych. Jak usłyszeliśmy podczas konferencji podkomisji nie było żadnego zderzenia z brzozą, a samolot został zniszczony dwoma wybuchami. Najpierw zdetonowano ładunek w skrzydle, a jakby utrata siły nośnej dla zamachowców była zbyt mały efektem, zdetonowano kolejną bombę w centropłacie.


„(…) był wybuch w lewym skrzydle na 100 metrów przed minięciem brzozy na działce dr Bodina, nad terenem gdzie nie było ani wysokich drzew ani innych przeszkód mogących zagrozić samolotowi”.


Podkomisja precyzyjnie zidentyfikowała miejsce, czas i dźwięk eksplozji, która zniszczyła skrzydło i zapoczątkowało katastrofę, jej kontynuacją byłą następna eksplozja w centropłacie kilkanaście metrów nad ziemia, która zniszczyła cały samolot i zabiła cała delegacje” – przekonywał szef podkomisji.


To oznacza, że Macierewicz usłyszał na nagraniach, których nigdy nie przekazano w całości stronie polskiej, wybuch. Eksplozje, której nie słyszeli nawet piloci sterujący tupolewem. Bo trudno byłoby, żeby nie skomentowali tego faktu. Zwłaszcza, że utrata 5 metrów skrzydła zdecydowanie utrudniłaby im sterowanie maszyną. Fakt eksplozji musiałyby wykazać również odczyty przyrządów zapisane w czarnej skrzynce. To również nie miało miejsca.


Do rzekomego pierwszego wybuchu – zdaniem Macierewicza – miało dojść mniej więcej w połowie drogi między bliższą radiolatarnią prowadzącą, a brzozą, na której, według oficjalnych i rzetelnych badań, samolot stracił część skrzydła.


W najdokładniejszej transkrypcji nagrań odgłosów z kabiny pilotów – wykonanej przez zespół dr Artymowicza na potrzeby prokuratury – mniej więcej w tym właśnie miejscu słychać dźwięki zidentyfikowane jako „seria trzech lekkich uderzeń o kadłub samolotu”. Co się znajdowało tam na łące? Otóż w tym miejscu rosła kępa niedużych drzew, którą opisano m.in. w raporcie Komisji Millera. Samolot leciał tak nisko, że dosłownie ocierał kołami o ziemie. Każdy, kto przeszedł się między bliższą radiolatarnią prowadzącą, a brzozą Bodina – zobaczyłby kilka drzewek z obciętymi czubkami.


Jak trzy lekkie puknięcia zmieniły się w eksplozje – wie tylko Antoni Macierewicz. Tak samo jak to, dlaczego w efekcie eksplozji – nie zostały na miejscu liczne odłamki skrzydła. Bo te znajdują się dopiero w pniu i za „brzozą Bodina”.



O czym zapomniał Macierewicz?


Macierewicz opisując wybuch w centropłacie samolotu nie wspomniał o szczegółach dotyczących wraku. Były dla niego niewygodne. Eksplozja w pierwszej kolejności doprowadziłaby do zniszczenia okien. Te jednak przetrwały. Również znalezione ciała ofiar tej katastrofy lotniczej nie wyglądały na uszkodzone w efekcie wybuchu.


Do końca nie wiadomo również jakie materiały miały być użyte do wysadzenia samolotu, bo te rzekomo znalezione mają się nijak do bomby termobarycznej – która została zastosowana według Macierewicza.


Rosjanie musieli mieć jakiś wyjątkowo makiaweliczny plan wobec tupolewa i pasażerów, bo wysadzenie samolotu – zdaniem Macierewicza – mieli poprzedzić „dwoma operacjami dezinformacyjnymi, wprowadzającymi chaos wśród kontrolerów lotu z Federacji Rosyjskiej i utrudniającymi polskiej załodze odejście na lotnisko zapasowe w Witebsku”.


Notabene Macierewicz nie zauważył, że piloci tak niestarannie przygotowywali się do lotu, że zaznaczyli w planie jako zapasowe lotnisko port lotniczy, który był tego dnia nieczynny.


Zespół Macierewicza nie zauważył również, że piloci ani nawigator nie mieli prawa tego dnia lecieć samolotem z prezydentem – ponieważ nie posiadali stosownych uprawnień. Nie chciał również zarejestrować obecności generała Andrzeja Błasika w kabinie pilotów. Ani licznych błędów popełnionych feralnego dnia przez niedoszkoloną załogę.


Czytaj także: Wysadzanie blaszanego garażu, demolka samolotu. Ile i na co wydała komisja Macierewicza



Source link

Leave a Reply

Your email address will not be published.

close