Politics

Kuryle Południowe to ognisko kolejnej wojny? Japończycy nie mają złudzeń co do Rosji – Świat



W Nemuro są liczne obeliski i billboardy z hasłem „Oddajcie Terytoria Północne!”. W Japonii żyje jeszcze ok. 5 tys. spośród ponad 17 tys. dawnych mieszkańców Terytoriów Północnych, jak nazywają w Japonii Kuryle Południowe. Kiedy w połowie sierpnia 1945 roku cesarz Hirohito ogłaszał kapitulację, dzisiejsi staruszkowie byli w piątej czy szóstej klasie i nie wiedzieli, że czeka ich los wiecznych wygnańców. Rosyjska agresja na Ukrainę obudziła jednak bolesne wspomnienia. Rosyjscy sołdaci znów deportują ludzi i rabują cudze domy.


Czytaj też: „Wyszła na jaw mizeria Rosjan. Straszyli na defiladach, a okazało się, że g… mają”


Liczący 50 wysp archipelag spenetrowali jako pierwsi rosyjscy odkrywcy wysyłani na Daleki Wschód przez Piotra I i carycę Katarzynę II. Pod koniec XVIII wieku carski gubernator proklamował Kuryle terytorium rosyjskim, ale cesarzowa tego faktu oficjalnie nie potwierdziła. Japończycy to wykorzystali i w 1799 roku osadzili kontyngenty wojskowe na południowych wyspach Iturup i Kunszyr. W 1811 r. porwali rosyjskiego podróżnika Wasilija Gołowina, na co Rosja odpowiedziała zatrzymaniem japońskiego statku.


Pierwszy traktat podpisano w 1855 roku, a na jego mocy Japonia otrzymała cztery wyspy archipelagu leżące na południe od Urup. Sachalin pozostawał pod protekcją obu krajów, osiedlać mogli się tam zarówno Rosjanie, jak i Japończycy. W 1875 roku w zamian za pełne zwierzchnictwo nad Sachalinem Rosja oddała Japonii całe Kuryle.

Władimir Putin ze swoim psem Yume wita premiera Japonii Shinzō Abe w letniej rezydencji Bocharov Ruchey w Soczi, luty 2014 r.


Władimir Putin ze swoim psem Yume wita premiera Japonii Shinzō Abe w letniej rezydencji Bocharov Ruchey w Soczi, luty 2014 r.

Fot.: Getty Images


To jednak odpowiadało dworowi w Sankt Petersburgu. Na początku XX wieku Rosja sprowokowała wojnę z Japonią. Tak jak inwazja Putina na Ukrainę, wojna cara Mikołaja II ze słabszym cesarstwem Japonii miała być krótka i zwycięska, ale skończyła się poniżającą klęską rosyjskiej floty pod Cuszimą. Na mocy pokoju z Portsmouth Rosjanie zrezygnowali z planów dominacji w Mandżurii, a Japończykom oddali nie tylko południowy Sachalin, ale całe Kuryle.


Czterdzieści lat później Japonia została pobita przez Amerykanów na Pacyfiku, rzucona na kolana w Hiroszimie i Nagasaki, a następnie upokorzona – już po poddaniu się – przez Stalina na Kurylach. Wojska sowieckie wylądowały na Iturup (jap. Etorofu), Kunyszyr (Kunashiri), Szykotan (Shikotan) i Habomai na początku września 1945 roku.


Nadzieje Abe


Japończycy uznali to za pogwałcenie prawa międzynarodowego, ale nikt ich wówczas nie słuchał. Dla Stalina aneksja była uzgodnionym w Jałcie i Poczdamie z USA i Wielką Brytanią łupem wojennym, ale Japończycy do dziś uznają Terytoria Północne za część Japonii, powołując się na pierwsze porozumienie graniczne z Rosją z 1855 roku. O „rosyjskiej okupacji” Kuryli nie mówili jednak od 19 lat. Japończykom wydawało się bowiem, że dzięki kombinacji politycznych gestów i inwestycji uda się wynegocjować z Rosją zwrot przynajmniej części spornych wysp.


Agresja na Ukrainę zmieniła postrzeganie Rosji na całym świecie, także w Japonii. W opublikowanej pod koniec kwietnia tegorocznej edycji „Niebieskiej Księgi Dyplomacji”, cyklicznego raportu o stanie polityki zagranicznej, znalazło się więc znów sformułowanie, że Terytoria Północne są częścią Japonii „nielegalnie okupowaną przez Rosję”. W ten sposób usankcjonowano na piśmie to, co politycy mówili na różnych forach od ponad dwóch miesięcy. Już 29 lutego, a więc pięć dni po rosyjskiej inwazji, Hideki Uyama, wysoki rangą urzędnik MSZ, oświadczył, że Rosjanie okupują Kuryle Południowe, łamiąc prawo międzynarodowe. Później na posiedzeniu parlamentarnej komisji spraw zagranicznych porównał on rosyjską agresję na Ukrainę (zajęcie Krymu i Donbasu) do aneksji Terytoriów Północnych.


Prof. James Brown z tokijskiego Temple University, który od lat zajmuje się relacjami rosyjsko-japońskimi, przypomina, że z powodu sporu o Kuryle Japonia nie zawarła dotąd układu pokojowego z Rosją. Wzajemne stosunki reguluje wciąż deklaracja o zakończeniu wojny i nawiązaniu stosunków dyplomatycznych podpisana w 1956 roku.


Czytaj też: „W Putinie nie ma cienia człowieka. To postać ulepiona z KGB-istowskich wzorów niczym z plasteliny”


Podobnie sprawy widzi Witold Rodkiewicz, analityk Ośrodka Studiów Wschodnich: – Formalnie stanowisko Japonii w sprawie Kuryli nigdy się nie zmieniło, ale premier Abe spuścił z tonu, bo liczył, że na mocy porozumienia pokojowego Rosjanie oddadzą przynajmniej dwie wyspy i był gotowy na taki kompromis. Dlatego przez wiele lat czynił różne gesty pod adresem Moskwy, unikał konfliktów itd.


Co więcej, wśród japońskich elit panowało przekonanie, że istnieje konieczność załatwienia spornych spraw z Rosją z powodu narastającego zagrożenie ze strony Chin. – Chodziło o to, by dać Putinowi alternatywę wobec Chin – mówi analityk OSW. To m.in. dlatego Abe spotykał się z Putinem aż 27 razy. Dla niego sprawa miała również wymiar osobisty – jego ojciec Shintaro, niedoszły pilot kamikadze – był pod koniec lat 80. szefem japońskiego MSZ i uparcie dążył do porozumienia w sprawie Kuryli.


Zdaniem Rodkiewicza japoński premier nie miał jednak takich złudzeń wobec Rosji jak Angela Merkel, która uważała, że kraj ten da się związać z Zachodem za pomocą wspólnych projektów gospodarczych, handlu czy inwestycji. Dlatego japoński biznes nie zaangażował się tak bardzo w Rosji jak np. biznes niemiecki. Do końca swych rządów Abe stał jednak na stanowisku, że nie należy pchać Rosji w ramiona Chin, dlatego japońskie sankcje po aneksji Krymu były symboliczne.


Następca Abe, premier Yoshihide Suga, próbował kontynuować politykę zbliżenia z Rosją, ale Putin podbijał wciąż stawkę. – Japończykom nie podobało się to, że Rosjanie stawiają coraz twardziej warunki polityczne. Chodziło im o rozluźnienie sojuszu japońsko-amerykańskiego, co dla Tokio było nie do przyjęcia ze względu na zagrożenie ze strony Chin i amerykański parasol nuklearny – mówi Rodkiewicz. – Zaostrzenie tonu przez Kashidę to znak, że na razie Japonia odpuściła sobie wysiłki na rzecz odzyskania spornych wysp – przekonuje mnie z kolei prof. James Brown. Jego zdaniem rząd w Tokio doszedł do wniosku, iż przyłączając się do zachodnich sankcji, niewiele ryzykuje. Stało się bowiem jasne, iż Putin, który najechał na Ukrainę również dlatego, aby kraj ten nie zbliżył się do NATO i USA, nigdy nie odda części terytorium Rosji sojusznikowi Stanów Zjednoczonych.


– Dla Putina była to zabawa w kotka i myszkę prowadzona w nadziei, że Japonię uda się odciągnąć od USA, a japoński biznes skłonić do większych inwestycji w Rosji. Japończycy nie dali się na to złapać. Teraz wreszcie zrozumieli, że Rosja została wprzęgnięta do strategicznego rydwanu Chin, w związku z tym jeszcze bardziej zacieśniają sojusz z USA – mówi Rodkiewicz. Tokio nie tylko przyłączyło się do ostrych sankcji grupy G7 wymierzonych w rosyjski biznes, ale zerwało z obowiązującą od końca II wojny tradycją pacyfistyczną. Pod koniec marca do Kijowa pojechał japońska pomoc wojskową – kamizelki kuloodporne i hełmy. Przyjęcie 20 uchodźców z Ukrainy, po których pojechał do Warszawy szef japońskiej dyplomacji, miało wymiar symboliczny. Liczba wydaje się śmiesznie mała, biorąc pod uwagę fakt, że przez Polskę przewinęły już ponad dwa miliony Ukraińców, ale Japończycy są bardzo homogenicznym społeczeństwem i dotąd niemal w ogóle nie otwierali się na uciekinierów wojennych. 23 marca prezydent Wołodymyr Zełenski wygłosił za pośrednictwem łącza wideo przemówienie przed obiema izbami japońskiego parlamentu.



Inwazja na Hokkaido?


Na odpowiedź Rosji nie trzeba było czekać długo. Na początku marca Japończycy musieli poderwać myśliwce, bo rosyjski śmigłowiec naruszył ich przestrzeń powietrzną. Rosja zorganizowała manewry wojskowe w okolicy Kuryli, by zademonstrować, że jest w stanie prowadzić dwie wojny naraz. 21 marca ogłosiła, że z powodu wrogiej polityki Japonii wycofuje się z negocjacji traktatu pokojowego. Ambasador w Tokio oświadczył, że zajęcie Kuryli Południowych było „częścią kary za japońską agresję i jej sojusz z nazistowskimi Niemcami”. Najdalej posunął się przewodniczący nacjonalistycznego ugrupowania Sprawiedliwa Rosja Siergiej Mironow. Według rosyjskich mediów miał on zagrozić, iż Rosja ma prawo nie tylko do Kuryli, ale i wyspy Hokkaido.


– Inwazji na Hokkaido nie będzie, choćby dlatego, że Rosjanie nie mają w regionie odpowiedniej ilości wojska i sprzętu. Co więcej, Moskwa zdaje sobie sprawę z tego, że amerykańskie gwarancje bezpieczeństwa wobec Japonii są śmiertelnie poważne – uspokaja prof. Brown. Jego zdaniem Rosja nie pozostawi jednak tego bez odpowiedzi. – Już wstrzymała ruch bezwizowy na Kuryle. Nie wykluczałbym, że dojdzie od wzajemnego wydalenia części dyplomatów. Można się też spodziewać różnych prowokacji – nasilenia manewrów marynarki wojennej czy testów rakietowych niedaleko Japonii. Rosyjskie samoloty zapewne znów naruszą japońską przestrzeń powietrzną, zaś straż przybrzeżna będzie pod byle pretekstem zatrzymywała japońskie jednostki rybackie – dodaje ekspert. Ten ostatni środek odwetowy będzie bardzo bolesny dla gospodarki Hokkaido, gdyż łowiska wokół Kuryli są bardzo bogate w ryby i owoce morza, a z odławiania i przetwórstwa żyją dziesiątki tysięcy japońskich rodzin.


W wojnę rosyjsko-japońską nie wierzy też Rodkiewicz z OSW: – Straszenie Japonii to puste gadanie, bo Rosja nie ma w basenie Pacyfiku celów strategicznych, jest na to zbyt słaba, dopasowuje tam swoją politykę do chińskiej. Oczywiście Rosjanie zbroją Kuryle Południowe, instalują tam nowoczesne systemy antyrakietowe, ale to nie znaczy, że sprowokują jakieś zbrojne incydenty czy rozpoczną działania wojenne.To byłoby korzystne dla Ukrainy i dla nas, ale możemy o tym zapomnieć. Rosjanie myślą racjonalnie i mają dobrze poukładaną hierarchię celów strategicznych – absolutnym priorytetem jest Ukraina.


A sporne wyspy? – Rosjanie i tak nie oddaliby Kuryli Południowych. Zwodzili Japończyków przez całe dekady, próbowali ich wystrychnąć na dudka – mówi Rodkiewicz. Robert Dujarric, szef tokijskiego Institute of Conteporary Asian Studies, przekonuje mnie, że Japonia powinna porzucić jakiekolwiek nadzieje: – Bez względu na to, kto będzie rządził na Kremlu, Rosjanie niemal na pewno nie oddadzą Kuryli, chyba że Japończycy zapłacą za nie mnóstwo pieniędzy! Oddanie ziemi zdobytej w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej byłoby szalenie trudne dla każdego prezydenta.


Czytaj też: „To jest jedyny wybór: albo Rosja dozna wielkiej klęski, albo czeka nas kolejna wojna”



Source link

Leave a Reply

Your email address will not be published.

close