Politics

Maja Heban: Chciałam umrzeć. Wyobrażałam sobie, że się wieszam, że podcinam sobie żyły – Społeczeństwo


„Nie mam penisa, nie mam jąder, mam piersi, mówię i zachowuję się jak kobieta. Nie pozwalam ludziom wmawiać mi, że jestem kimś innym” – mówi Maja Heban, transpłciowa aktywistka LGBT+.


– Od wczesnych lat wiedziałam, że jestem kobietą, ale nie umiałam tego nazwać. Nie wyobrażałam sobie, że dożyję 30-tki. Kiedy miałam 12 lat, był moment, że postanowiłam, że zabiję się po maturze. Bez tranzycji to byłaby męczarnia.



Kim byłam?


W mojej pierwszej pracy często padały transfobiczne i homofobiczne żarty. Odchodząc stamtąd miałam wyrzuty sumienia, że zabrakło mi odwagi, by powiedzieć, że jestem osobą transpłciową. W drugiej pracy dołączyłam do pracowniczej sieci LGBT +. Tam była okazja, by dokonać coming outu. Najpierw zrobiłam go wewnątrz sieci, a potem wszystko poszło jak lawina. Mój coming out był rozłożony na etapy i dzięki temu nie musiałam wskakiwać na głęboką wodę. Wybadałam teren i stopniowo wyszłam z szafy.


Teraz wiem, kim jestem. Wiem, że jestem kobietą i zawsze nią byłam, ale miałam pecha, że urodziłam się w ciele, które nazwane zostało męskim. Nie pozwalam ludziom wmawiać mi, że jestem kimś innym. Nie mam penisa, nie mam jąder, mam piersi, mówię i zachowuję się jak kobieta.



Od urodzenia


Już w wieku kilku lat wiedziałam już, że coś jest nie tak. Od dzieciństwa czułam, że jestem jedną z dziewczyn. Zadawałam się z nimi i z nimi się bawiłam. Nie rozumiałam tylko tego, że coś mnie od nich różni.


Kiedy w szkole zaczął się WF, który był dzielony na chłopców i dziewczynki, i kiedy zaczęły się przygotowania do Pierwszej Komunii, zrozumiałam, że się od nich różnię. W Kościele próbowałam siadać z dziewczynami, ale mówiono mi, że muszę z chłopakami. To był dla mnie szok. Czułam się abstrakcyjnie oderwana od rzeczywistości. Przez lata kąpałam się w bieliźnie, bo nie chciałam patrzeć na siebie nago i owijałam się ręcznikiem na wysokości piersi, choć wcale ich nie miałam. Miałam instynktowne zachowania, które pokazywały, że mój mózg i psychika są niedopasowane do mojego ciała. Kiedy zaczęło się segregowanie dziewczynek i chłopców, wycofałam się. Zaczęła się depresja i myśli samobójcze. To był mroczny okres.


Chciałam umrzeć. Każdego dnia, wracając ze szkoły, wyobrażałam sobie, że samochody, które mnie mijają, zaraz we mnie wjadą. Wyobrażałam sobie, że się wieszam, że podcinam sobie żyły. Czułam, że nie jestem taka, jak inni. Że inni mają swoje miejsce na świecie, a ja nie. Byłam prześladowana przez rówieśników, którzy dawali mi odczuć, że coś jest ze mną nie tak. Czułam brak akceptacji.


By przetrwać, używałam mechanizmów obronnych. Byłam małym aniołkiem, nigdy się nie przepychałam, nie upominałam o swoje, ale potem zaczęłam zmuszać się do agresji. Odgryzałam się, używałam wulgarnych i obraźliwych tekstów, które wyparły moją pierwotną osobowość.



Muszę dowiedzieć się, kim jestem


Pod koniec gimnazjum bardzo próbowałam wcisnąć się w rolę chłopca. Chciałam przekonać świat, że jestem wielka, masywna i agresywna. To działało bardzo krótko. Na początku liceum próbowałam wmówić sobie, że zakochuję się w koleżance. Czyimś kosztem chciałam poczuć się lepiej. Z tą koleżanką przyjaźnię się do dziś, a wtedy dotarło do mnie, że nie potrafię być chłopakiem, a tym bardziej heteroseksualnym.


W drugiej klasie liceum nauczycielka przysposobienia obronnego puściła nam film o osobach transpłciowych. Sama konfrontacja z tym terminem sprawiła, że nie byłam w stanie dłużej udawać. To był kubeł zimnej wody. Kompletnie się załamałam, bo dotarło do mnie, że to jestem ja i coś trzeba z tym zrobić, bo to nie zniknie.


Przez lata oszukiwałam się, że jeśli będę się starać i kontrolować, to wszystko się ułoży. Potem dotarło do mnie, że przecież nigdy nie dowiem się, jak to jest nie brzydzić się sobą, jak to jest mieć ciało gotowe na wszystko, jak to jest poznać kogoś i uprawiać z nim seks bez przygotowania, ostrzegania i rozmowy wprowadzającej.


Dzisiaj o transpłciowości staram się mówić w sposób, który kontruje negatywność, ale promowanie samoakceptacji musi wychodzić od osoby, która wie, jakie to trudne. Ja jako osoba transpłciowa, musiałam przejść całą beznadzieję, by dzisiaj móc mówić, że bycie trans to nie jest wyrok.



Czy było warto?


W 2009 roku poszłam na studia do Krakowa i pod koniec pierwszego roku zaczęłam tranzycję. Trochę się to przeciągnęło, bo nie miałam środków finansowych, a miałam taką depresję, że nie byłam w stanie pójść do pracy. Cała moja energia szła w to, by się nie poddać. Udało się w końcu znaleźć środki. Coming out jako osoba transpłciowa zrobiłam na początku trzeciego roku studiów. Mimo tego, że moje ciało się zmieniało, potwornie trudno było mi wybrać moment, w którym stwierdziłam: wymieniam garderobę, idę na uczelnię i oświadczam, że jestem innej płci niż wszyscy myśleli. To były bardzo trudne chwile.


Przez jakiś czas funkcjonowałam jako osoba bez płci. Nie chciałam mówić o sobie w formie męskiej, ale nie czułam też prawa, by mówić w formie żeńskiej. Korzystałam z różnych form językowych. W końcu zmieniłam fryzurę, ubranie i to wystarczyło. Przedstawiłam się wszystkim jako Maja. Byli w szoku, nie spodziewali się. Myśleli, że jestem po prostu kontrowersyjną osobą, a nie wpadło im do głowy, że to zaszło tak daleko i dokonałam korekty płci. Wszyscy przyjęli to dobrze. Jeden wykładowca robił problemy i nie chciał stosować mojego nowego imienia, ale po interwencji koleżanek zaczął mówić do mnie Maja.



Pretensje


Do lekarzy mam pretensje o wiele rzeczy. Chociażby o to, że przez jednego z nich byłam molestowana. Na pierwszej wizycie kazał nam rozbierać się do naga i robił nam zdjęcia do niesprecyzowanych, tajemniczych badań. To był jego warunek do rozpoczęcia tranzycji.


Nie rozumiałam tego, ale czułam, że to jedna z rzeczy, na które muszę się zgodzić. Dopiero po latach dotarło do mnie, że nie miał prawa tego wymagać. To była po prostu zgoda na obnażenie się przed lekarzem, który ma władzę nad tym, czy będę miała dostęp do opieki medycznej czy nie. Uważam to za molestowanie.



Czy wszystkie problemy znikają?


Po operacji miałam próbę samobójczą. W teorii zrobiłam wszystko, co chciałam, a i tak próbowałam się zabić. Moja terapeutka nazwała to depresją szczytu. Zrobiłam wszystko, co w teorii było moim marzeniem, a okazało się, że depresja nie znika. Te lata gardzenia sobą odcisnęły piętno. Moja psychika nie została oczyszczona z 20 lat bolesnych wspomnień. Korekta płci nie oznacza, że wszystko, czego doświadczyłam, nagle wyparuje.


Sama tranzycja to proces. Proces bez końca. Do końca życia muszę brać leki. To nie jest choroba, ale stan fizyczno-medyczny, która już zawsze będzie istniał. Skutki tranzycji mają datę ważności, a jest ona tak długa, jak moje życie.


Bardzo często domyślnym celem tranzycji jest to, by przeszła w sposób niezauważony. Żyłam tak przez lata, ale to doprowadziło do wyrzutów sumienia. Z czasem dotarło do mnie, że więcej kosztuje mnie myślenie o tym, co mogę powiedzieć i zrobić, niż po prostu zrobienie tego. Zrobiłam coming out i teraz mam wszystko z głowy.


<iframe title=”Libsyn Player” style=”border: none” src=”https://html5-player.libsyn.com/embed/destination/id/3194954/height/360/theme/custom/thumbnail/yes/direction/backward/no-cache/true/render-playlist/yes/custom-color/ed0f0f/” height=”360″ width=”100%” scrolling=”no” allowfullscreen webkitallowfullscreen mozallowfullscreen oallowfullscreen msallowfullscreen></iframe>



Source link

Leave a Reply

Your email address will not be published.