Politics

Młodzi odchodzą od religii. Czy Kościół w Polsce się kończy? – Społeczeństwo




Z badań wynika jednak, że polskie społeczeństwo jest jednym z najszybciej laicyzujących się na świecie. Dlaczego?


– Przyczyn jest wiele i często mylnie lokuje się je w obecnej kondycji Kościoła. Mówi się, że sekularyzacja przyspieszyła po śmierci Jana Pawła II albo po protestach przeciw zaostrzeniu prawa antyaborcyjnego. Tymczasem sekularyzacja trwa w Polsce od dawna i nie zaczęła się ani wczoraj, ani nawet trzydzieści lat temu. Takie procesy trzeba badać w znacznie dłuższej skali historycznej.


Czytaj więcej: Maja Komorowska: Kościół utracił wiarygodność



Kościół chce jednak młodych zatrzymać, na przykład z pomocą rządu, przymuszając uczniów do chodzenia na religię.


– To nie zmieni tempa zmian. Z racji natury procesu, z jakim mamy do czynienia.



Czy oferta kulturowa Kościoła ma szansę w konkurencji z przysłowiowym Netfliksem?


– Krótka odpowiedź: nie ma żadnej. I to nie jest kwestia zaangażowania politycznego Kościoła czy tego, co dziś Kościół robi, próbując zatrzymać młodych. Tak samo jak działalność grup sekularnych nie przyspieszy spadku religijności. Komuniści próbowali przez wiele lat i nie przyspieszyli. W PRL Kościół oficjalnie nie grał żadnej roli w państwie, a w społeczeństwie miał ogromne poparcie. Teraz sytuacja się odwróciła. Poparcie społeczne dla Kościoła maleje, ale za to ma on silne poparcie władzy. Taka sytuacja może się przez jakiś czas utrzymać, ale na dłuższą metę jedynie zaostrzy konflikty społeczne. Tak samo jak w komunie, ale w drugą stronę. W Polsce może dojść do powtórzenia scenariusza z Irlandii, w której społeczeństwo masowo odwraca się od Kościoła. Tam, gdzie ten proces jest mniej konfliktowy, na przykład w Anglii, Kościół, choć ma mniejszą rolę, jest powszechnie akceptowany.



Czyli Kościół w Polsce, walcząc o swoją pozycję dziś, odbiera sobie szansę bycia powszechnie akceptowanym w przyszłości?


– Tak mi się wydaje.



Przykład Stanów Zjednoczonych, wciąż jednego z najbardziej religijnych krajów Zachodu, pokazuje, że sekularyzacja ma konsekwencje polityczne. Amerykanie się radykalizują. Jak zmieni się Polska, w której będzie coraz mniej Kościoła?


– Już widzimy przemianę Kościoła z instytucji powszechnej, uniwersalnej, w pewien dodatek do polskiego nacjonalizmu. Jest jeszcze druga rzecz: spadek religijności wcale nie oznacza, że ludzie przestają wierzyć w zjawiska nadprzyrodzone. W mocno zsekularyzowanych Czechach ta wiara ma się dobrze. Jeżeli ktoś myśli, że sekularyzacja oznacza, iż wchodzimy w nowy wspaniały świat, w którym wszyscy będą racjonalni i tak dalej, jest w błędzie.



Zwłaszcza że coraz więcej ludzi wierzy w teorie spiskowe.


– No właśnie. Jest bardzo ciekawe – badane głównie w krajach anglosaskich – zjawisko, które badacze nazywają conspirituality. To połączenie słów: duchowość i spiskowość. W USA wciąż funkcjonuje wiele ruchów New Age, które istnieją od lat 60. Jednocześnie bardzo popularne są teorie spiskowe. Co ciekawe, te odległe – zdawałoby się – grupy łączą się dziś w jeden światopogląd.



I powstaje Qanon, w którym Q jest kimś w rodzaju proroka. Teorie spiskowe są w stanie opisać ludziom świat na takim samym poziomie jak religie?


– Na przykład. W odpowiednich warunkach różnego rodzaju teorie spiskowe łączą się w całość, która tworzy bardziej złożony światopogląd. Mogę sobie wyobrazić, że ludzie będą mieli światopoglądy złożone z elementów teorii spiskowych, ideologii politycznych i elementów myślenia religijnego.



Skąd właściwie bierze się w ludziach potrzeba wiary w nadprzyrodzone?


– Często zakłada się, że wiara w nadprzyrodzone jest odpowiedzią na jakąś potrzebę.



A nie jest?


– Nie. Jest wynikiem czegoś zupełnie innego. Wie pan, dlaczego ludzie mają wysunięte podbródki? Inne naczelne ich przecież nie mają. To po prostu efekt tego, że zmieniliśmy dietę, a wraz ze zmianą diety zmienił się kształt ludzkiej żuchwy. Efektem ubocznym tego procesu jest wysunięty podbródek. To, że ludzie tak często wierzą w zjawiska nadprzyrodzone, nie wynika z tego, że ta wiara jest nam do czegoś potrzebna.



A z czego?


– Całkiem nieźle wyjaśnia to teoria zarządzania błędami. Wyobraźmy sobie, że jesteśmy w dżungli, idziemy ścieżką i nagle słyszymy jakiś dźwięk w krzakach. W dużym uproszczeniu możemy dojść do jednego z dwóch wniosków: albo wiatr poruszył krzakami, albo ktoś lub coś w tych krzakach jest. W efekcie możemy popełnić dwa błędy. Różnica w potencjalnych kosztach tych błędów jest gigantyczna. Jeśli uznaliśmy, że to dzikie zwierzę, a w rzeczywistości to był tylko wiatr, niepotrzebnie się przestraszyliśmy, ale w gruncie rzeczy niewiele straciliśmy. Ale jeśli było odwrotnie, jeśli byliśmy przekonani, że to wiatr i zignorowaliśmy dźwięk, a tak naprawdę w krzakach czaił się jaguar, możemy stracić życie. Z ewolucyjnego punktu widzenia ważne jest, żeby ludzie popełniali jak najmniej błędów jednego rodzaju nawet kosztem tego, że będą popełniali jak najwięcej błędów drugiego rodzaju. W bardziej niebezpiecznych środowiskach ludzie mają większą tendencję do popełniania mało kosztownych błędów.


Zobacz więcej: Wierni odchodzą, kościoły pustoszeją. Biskupi dalej swoje: „antykościelna nagonka”



Ale co to ma wspólnego z religią?


– Wróćmy do przykładu. Idziesz przez dżunglę, słyszysz dźwięk, sprawdzasz, niczego tam nie ma. Idziesz dalej. Ale za chwilę znów słyszysz dźwięk. Cofasz się, sprawdzasz. Nic. Wracasz do wioski i mówisz: słuchajcie, tam przy drzewie słychać jakieś dźwięki. Inni idą i też słuchają. Może pojawić się przekonanie, że w tym drzewie mieszka jakaś nadprzyrodzona istota. Od tego miejsca do wiary w Boga wszechmogącego jest jeszcze daleka droga, ale to jest jeden z procesów, od których zaczynają się takie wierzenia.



To skąd wiara w Boga w XXI wieku?


– To, co jest kluczowe w tym przykładzie, to poczucie niepokoju. W społeczeństwach, w których poziom niepokoju jest wysoki, religijność jest większa. W wysoko rozwiniętych państwach opiekuńczych, które starają się zapewnić byt swoim obywatelom, niepokój jest mniejszy. A społeczeństwo bardziej zsekularyzowane.



To dlatego Amerykanie są bardziej religijni od Szwedów, Norwegów czy Anglików? Bo są tradycyjnie nieufni wobec modelu państwa opiekuńczego?


– To niejedyny powód, ale ważny. W tym momencie Stany też się sekularyzują. Ten proces rozpoczął się u nich nawet później niż w Polsce.



Zachód się sekularyzuje, a tymczasem przychodzi kryzys finansowy, po nim pandemia, a do tego za chwilę zaczniemy na serio czuć skutki kryzysu klimatycznego. Poziom niepokoju wzrośnie. Gdzie będziemy szukać ukojenia, jakiegoś uproszczenia świata? W teoriach spiskowych i politycznych radykalizmach?


– To możliwe.



Jaki jest związek między polityczną radykalizacją i sekularyzacją?


– To jedna z tych kwestii, które są bardzo słabo zrozumiane. Radykalne ideologie, takie jak nacjonalizm, rozwijają się bardzo szybko. To dlatego, gdyby sytuacja społeczna się bardzo szybko pogarszała, gdyby przychodziły lub pogłębiały się kolejne kryzysy, poziom religijności nie zacznie nagle szybko wzrastać. Raczej w jej miejsce mogą pojawiać się inne rzeczy. Na przykład radykalizmy polityczne.



A może młodzi, którzy dziś odchodzą od Kościoła, jeszcze do niego wrócą?


– Nie to pokolenie. Nasze analizy pokazują, że poziom religijności obywateli krajów rozwiniętych raczej się nie zmienia po dwudziestym piątym roku życia. Zwykle nastolatkowie czują przywiązanie do religii wyniesione z domu. Wchodząc w dorosłość, zaczynają je tracić. Jak będzie w następnych pokoleniach, jeżeli warunki się drastycznie pogorszą, to trudno powiedzieć.



Co można w tym kontekście powiedzieć o protestach z listopada 2020 r.?


– Że raczej ujawniły skalę sekularyzacji wśród młodych ludzi, niż ją wywołały. Nie było tak, że ludzie stali się mniej religijni w wyniku protestów. Raczej protestowali przeciw instytucji, która chce mieć wpływ na ich życie, choć jest dla nich w gruncie rzeczy obca.



Jest wiele miejscowości w Polsce, w których tracący na znaczeniu Kościół jest jedynym spoiwem społecznym. Ludzie nie mają niczego innego. Co się z nimi stanie? Gdyby państwo nie było sklejone z Kościołem, tworzyłoby jakieś alternatywy. Ale nie tworzy.


– To jest rzeczywiście potencjalnie martwiące. Tych alternatyw brakuje. Ale ludzkość jest hiperspołeczna. Ludzie sami zaczną tworzyć alternatywy. W społeczeństwach bardziej zsekularyzowane od polskiego tego rodzaju problemy są przynajmniej częściowo rozwiązywane.



Już chciałem powiedzieć, że kiedy Polska się zsekularyzuje, dzieciaki będą wolne od indoktrynacji, ale zdaje się, że jestem naiwny, bo ustaliliśmy, że w miejsce religii wejdą radykalne ruchy polityczne i spiski.


– Potencjalnie. Chyba że na serio zaczniemy budować państwo, które zapewnia poczucie bezpieczeństwa swoim obywatelom. Wtedy jest szansa. Tak długo, jak ludzie będą niepewni przyszłości swojej i swoich dzieci, tak długo wszelkiego rodzaju ideologie będą atrakcyjne.



Lepiej by było, żeby Kościół się naprawił, niż upadł?


– Złożona kwestia. W dużej mierze się z tym zgadzam, że najlepiej byłoby, gdyby Kościół odnalazł się w zmieniających się realiach, zamiast z nimi walczyć. Ale Kościół lubi stawiać się w roli jedynego nosiciela dobra w społeczeństwie. Już samo to jest nie do połączenia z pluralistycznym społeczeństwem. No i nawet jeśli Kościół stanie się nagle lepszy, to nie zatrzyma sekularyzacji. Może tylko spowodować, że będzie bardziej akceptowany.



Powinniśmy się jakoś przygotowywać na stopniową marginalizację Kościoła?


– Myślę, że należałoby budować państwo opiekuńcze, bo ono będzie odgrywać kluczową rolę nie tylko w utrzymaniu spokoju między ludźmi, ale w ogóle w utrzymaniu polskiej państwowości. Poziom niepokoju społecznego będzie rósł wraz z pojawianiem się kolejnych – coraz poważniejszych – skutków kryzysu klimatycznego. Na Kościół jest już raczej za późno, ludzie nie zaczną nagle szukać ukojenia w Bogu. Raczej będą szukali schronienia w małych, rywalizujących ze sobą grupach. Wtedy słaba państwowość może się zwyczajnie rozpaść.



Gdyby polscy biskupi chcieli posłuchać, dałby im pan jakąś radę? Mogą coś zrobić, żeby Kościół miał szansę odnaleźć się w świeckiej Polsce?


– Wydaje mi się bardzo mało prawdopodobne, żeby Kościół odgrywał w przyszłości rolę przewodnią w społeczeństwie. Ale jak najbardziej może grać rolę pozytywną. Sekularyzacja nie spowoduje, że ludzie przestaną zadawać egzystencjalne pytania, na które religia mogłaby dostarczać przynajmniej części odpowiedzi. Nie dla każdego satysfakcjonujących, ale dla części społeczeństwa – być może tak. Nie spowoduje, że ludzie przestaną mieć potrzeby społeczne, które także mogłyby jakoś być zaspokajane przez organizacje kościelne. W Kościele jest wielu ludzi dobrej woli, tylko że często nie daje im się dochodzić do głosu. Episkopat nie chce słuchać nawet ludzi, którzy mogliby być jego sojusznikami.

Prof. Konrad Talmont-Kamiński


Prof. Konrad Talmont-Kamiński

Fot.: Wikimedia commons


Prof. Konrad Talmont-Kamiński jest socjologiem, filozofem i kognitywistą, kierownikiem Zakładu Socjologii Poznawczej w Instytucie socjologii Uniwersytetu w Białymstoku


Czytaj więcej: Zmuszał młodych księży do seksu, odmawiającym groził. Wstrząsające kulisy działalności polskiego księdza w USA



Source link

Leave a Reply

Your email address will not be published.

close