Politics

„Nigdy nie wiadomo, czy strzelamy my, czy oni”. Rosyjski Biełgorod drży przed Ukraińcami – Polityka



– W niedzielę znowu obudziły nas wybuchy. Nigdy nie wiadomo, czy strzelamy my, czy oni – mówi w rozmowie z „Guardianem” sklepikarz Władimir. – Kiedy wybuchł konflikt, słyszeliśmy, jak rakiety lecą na Ukrainę. Ale teraz to my obrywamy. To inny dźwięk – dodaje.


Na początku roku mieszkańcy Biełgorodu obserwowali, jak pod granicę ściąga coraz więcej rosyjskich żołnierzy. Tysiące z nich gromadziło się w pobliżu miasta.


Jednak rosyjski blitzkrieg się nie udał. Rosyjskie wojska, które przez tygodnie mozolnie zdobywały kolejne kilometry, w wielu miejscach zostały z powrotem wyparte pod granicę. Teraz to Ukraińcy atakują.


Oficjalnie Ukraina nie przyznaje się do ataków na terytorium Rosji. Ale zasugerowała, że wybuchy w mieście „karma”, która wróciła do Rosji prawie trzy miesiące po inwazji.


W mieście zaczęło być gorąco, gdy 1 kwietnia dwa helikoptery uderzyły w magazyn ropy naftowej. Na mieszkańców padł blady strach, że pożoga, która trawiła ukraińskie miasta, może teraz objąć Rosję.


– Oczywiście dużo rozmawiamy o tym, co się dzieje. Atmosfera w mieście jest dość napięta – mówi Anna, nauczycielka. – Życie toczy się dalej, ale czasami nie da się przymykać dłużej oczu. Tak jak wtedy, gdy miasto spowijał gęsty dym – stwierdza, odnosząc się do ataku na magazyn paliw.



Pożary w Biełgorodzie. „Postępy Ukraińców niepokoją”


Tylko w tym tygodniu władze Biełgorodu odnotowały co najmniej trzy ataki. W zeszłym tygodniu gubernator obwodu biełgorodzkiego Wiaczesław Gładkow poinformował, że w ataku na małe miasteczko w okolicy zginął jeden rosyjski cywil.


W ciągu ostatniego tygodnia siły ukraińskie odbiły znajdujące się pod rosyjską okupacją wioski na północ i północny wschód od Charkowa, wypychając Rosjan z powrotem w kierunku granicy, w pobliżu Biełgorodu. Dało to chwilę oddechu mieszkańcom Charkowa, drugiego co do wielkości miasta w Ukrainie, które znajduje się zaledwie godzinę jazdy od Biełgorodu i od początku wojny było intensywnie bombardowane.


„Chociaż eksperci wojskowi wciąż są przekonani, że Ukraina nie będzie dążyć do wkroczenia na terytorium Rosji, postępy jej wojsk zaniepokoiły Biełgorod i całą Rosję” – tłumaczy „Guardian”.


Podczas niedawnego spotkania z mieszkańcami, Gładkow musiał odpowiadać na niewygodne pytania o to, co najnowsze postępy Ukrainy mogą oznaczać dla Biełgorodu. Próbował uspokajać nastroje, ale musiał przyznać, że niektóre części obwodu są pod „nieustannym ostrzałem”.


Podniósł również poziom zagrożenia w mieście do „żółtego”, drugiego w trzystopniowym systemie.


Pojawiły się również doniesienia o dwóch pożarach obiektów wojskowych w obwodzie oraz o uszkodzeniu kluczowego mostu kolejowego. Doprowadziło to do spekulacji, że na terytorium Rosji działają ukraińscy dywersanci.



„Lepiej rozumiemy, co się dzieje, niż w głębi Rosji”


Nikita Parmenow, dziennikarz niezależnej lokalnej telewizji Fonar, mówi, że brak informacji o niedawnych pożarach doprowadził do „obaw i plotek, że Ukraińcy przeniknęli do miast i wsi w regionie”. Jednak pomimo bezpośredniego zagrożenia ze strony Ukrainy Parmenow uważa, że w mieście nie dochodzi do wzmożenia nastrojów nacjonalistycznych.


– Wielu ma bezpośrednie powiązania z Ukrainą, rozmawiają z krewnymi za granicą. Chyba lepiej rozumiemy, co się dzieje, niż mieszkańcy z głębi Rosji – tłumaczy w rozmowie z „Guardianem” dziennikarz, który ma ciotkę w Odessie.


– Nie widać entuzjazmu dla „specjalnej operacji wojskowej”. Rozdzieliła ona niektóre rodziny, inne wolą nie rozmawiać o konflikcie z przyjaciółmi i rodzeństwem pozostałym w Ukrainie.



Na Krymie „zapowiada się ciężkie lato”


Ale nie tylko ukraińskie ataki wprowadzają niepokój na rosyjskim pograniczu – wojna ma też szersze skutki. Od początku inwazji Moskwa zawiesiła pracę 11 lotnisk w centralnej i południowej Rosji, powołując się na „trudną sytuację w pobliżu Ukrainy”. Utrudniło to przemieszanie się milionom Rosjan.


Z wielu z tych zamkniętych lotnisk Rosjanie wylatywali na wakacje: na anektowany Półwysep Krymski, czy do kurortów Gelendżyk i Krasnodar nad Morzem Czarnym.


Czytaj też: Sasza z Kaliningradu: Napięcie jest nie do zniesienia. Boimy się głodu, blokady i bomb


– Spodziewam się katastrofalnego sezonu wakacyjnego – mówi jeden z właścicieli hotelu w Sewastopolu. W pierwszy weekend maja, kiedy Rosjanie zazwyczaj wyjeżdżają na południe kraju, obłożenie hoteli na Krymie wynosiło 10–15 proc. – wynika z badań rosyjskiego portalu Kommersant.


Krymska branża turystyczna spodziewa się, że z powodu trudności w podróżowaniu i obaw wywołanych wojną aż 70 proc. pokoi hotelowych pozostanie pustych.


– Zapowiada się ciężkie lato – mówi właściciel krymskiego hotelu. – Ale na wojnie trzeba się poświęcić.



Source link

Leave a Reply

Your email address will not be published.

close