Politics

PiS się kruszy. Coraz więcej posłów szuka sobie miejsca poza PiS – Polityka



– Chyba od kiedy zdał sobie sprawę, że tego bałaganu w podatkach nie da się naprawić — zastanawiają się nasi rozmówcy z PiS. – A może jeszcze wcześniej? Mówiło się, że nie był zachwycony tymi zmianami od początku.


Jak twierdzą politycy PiS Kościński to „szczególarz” i gdyby od niego zależało cokolwiek, to Polski Ład nie miałby tylu dziur i usterek. Ale, że nie zależało od niego kompletnie nic, to spokojnie umył ręce.


– On ma do czego wracać — wzdychają politycy PiS, z którymi rozmawiamy. — Zawsze ma Londyn.


Mówią tak, bo Tadeusz Kościński ma podwójne obywatelstwo: polskie i brytyjskie. Do polskiej polityki trafił prosto z Londynu, gdzie teraz zapewne wróci.



Ucieczka z ministerstwa zdrowia


Podobnie wygląda sytuacja w ministerstwie zdrowia. Od paru tygodni, a nawet miesięcy, mówi się, że Adam Niedzielski zderzył się z polityczną ścianą tak mocno, że ma dość. Kroplą, która przelała czarę goryczy, była ustawa Hoca wyrzucona na śmietnik w imię spokoju klubowych antyszczepionkowców. Minister miał już mieć gotową dymisję, ale nagle uznał, że nie może odejść w środku pandemii — powinien poczekać, aż kolejna fala przejdzie. W dodatku nie ma nikogo na jego miejsce, bo nikt specjalnie nie rwie się do walki z pandemią.


– No trzeba by być ciężko chorym — śmieje się polityk PiS, którego pytamy o nowego ministra zdrowia. Trudno się dziwić takim komentarzom, skoro w środku pandemii minister zdrowia nie ma nic do powiedzenia w rządzie.


Zresztą na miejsce ministra finansów także trwa „łapanka”. Naprawianie Polskiego Ładu jakoś nikogo specjalnie nie kusi. Jest kilku kandydatów i kandydatek, ale nikt nie biegnie po nominację. Henryk Kowalczyk mówi, że temat był, ale już nie ma, bo on wybiera rolnictwo. Gertruda Uścińska, prezes ZUS, nie potwierdza i nie zaprzecza, ale nieoficjalnie wiemy, że propozycję dostała (choć wolałaby na przykład zająć się polityką społeczną, bo w tym jest specjalistką). Wśród kandydatów na stanowisko szefa resortu wymieniany był też nowy wiceminister finansów Artur Soboń, ale (jak usłyszeliśmy w PiS) „odkąd wszedł do resortu, jakoś stracił chęć do wzięcia tego wszystkiego na siebie”. „Gazeta Wyborcza” podaje także nazwiska Beaty Daszyńskiej-Muzyczki oraz Elżbiety Chojny-Duch jako tych, z którymi PiS ma rozmawiać. Wyraźnie widać, że teraz Prawo i Sprawiedliwość chce postawić na kobietę, czyli pokazać łagodniejszą twarz systemu podatkowego. I chodzi zapewne tylko o wizerunek, bo nowy minister finansów nadal nie będzie miał nic do powiedzenia.



Nerwowi posłowie


Ale nie tylko ministrowie zaczynają zadawać sobie pytania „co dalej” i „czy warto czekać”. W klubie PiS wyczuwalna staje się atmosfera fin de siècle. Nie można jednak jeszcze mówić o tym, że jest jakiś bunt, masowa ewakuacja czy ucieczka. Na razie jest zaskoczenie.


– Nikt nie zrozumiał tej historii z ustawą — mówi nasz rozmówca. Chodzi mu o ustawę nazywaną przez opozycję Lex Kaczyński albo Lex Konfident, która miała wprowadzić przepisy o odszkodowaniach za zarażenie się COVID-19 w miejscu pracy. – Nagle okazało się, że prezes przestał mieć moc kreowania rzeczywistości zgodnie ze swoją wolą — słyszymy.


Z dalszych rozmów z politykami PiS wynika, że głosowanie spadło na nich jak grom z jasnego nieba. W pewnej chwili prezes po prostu osobiście zapowiedział ustawę, powiedział o niej opozycji, wyszedł na mównicę w Sejmie, by ją rekomendować, a tu ponad 70 posłów okazało się mieć inne zdanie.



Brak jedności w partii


Niektórzy sprzeciwiają się prezesowi wprost, inni udają, że ich nie ma, ale braku jedności nie da się w żaden sposób ukryć. Pisowcy — do tej pory przekonani o geniuszu prezesa i jego zdolności do planowania na parę ruchów naprzód — zaczynają zadawać sobie pytanie „po co to było?” i nie znajdują na nie odpowiedzi.


Jakby tego było mało, Polski Ład coraz bardziej się sypie i nie widać końca chaosu. Do niedawna wielu uważało, iż wystarczy, że prezes uderzy pięścią w stół, a elementy politycznej układanki same wskoczą na właściwe miejsce. Nagle zdano sobie sprawę, że wola prezesa nie wystarczy nawet do przeprowadzenia ustawy przez Sejm, a co dopiero do naprawienia systemu podatkowego jednym skinieniem.


– Gdyby działało jedno z dwojga: Polski Ład albo większość w Sejmie, to nie byłoby aż takiego problemu — martwią się politycy PiS.



Szukanie rozwiązania (albo bezpiecznej przystani)


Rzeczywiście. Gdyby Polski Ład okazał się sukcesem, to minimalna sejmowa większość nie byłaby aż takim problemem. Ale nie jest, co dotarło już nawet do władz partii. Głosowanie nad Lex Kaczyński tylko pogłębiło minorowe nastroje. W dodatku przeciwko prezesowi byli nie tylko klubowi antyszczepionkowcy, ale też kilku posłów, którzy uznali, że jest to po prostu wyjątkowo szkodliwa i głupia ustawa. To osoby raczej mało znane, z tylnych rzędów, ale przy 232 głosach w Sejmie nie ma znaczenia czy poseł siedzi z przodu, czy z tyłu.


Mało tego, to właśnie ci posłowie zaczęli już rozglądać się po scenie politycznej i zadawać sobie pytanie, czy warto w ogóle siedzieć w ławach PiS. Kilka osób próbowało już wybadać Porozumienie Jarosława Gowina i dopytać czy układ z Polską 2050 Szymona Hołowni jest realny. Do samego Hołowni też płyną sygnały, że kilka osób chętnie porozmawiałoby o przyszłości.


Dlaczego to takie ważne? Bo to zazwyczaj nikomu nieznani posłowie z ostatnich miejsc są tymi pierwszymi, którzy rozglądają się za szalupą ratunkową. Mechanizm jest bowiem prosty. Jeśli weszło się do Sejmu siłą rozpędu partii, to łatwo wyliczyć, że gdy w następnej kadencji do parlamentu dostanie się o 50 posłów mniej, to właśnie dla takich osób może zabraknąć miejsca. A wszystko wskazuje na to, że PiS nie tylko nie poprawi wyników z 2015 i 2019, ale może mieć za mało posłów — nawet z Solidarną Polską — żeby zbudować rząd.



Pokazowa egzekucja


Żeby uspokoić nastroje, PiS postanowiło zastosować znaną polityczną metodę pokazowej egzekucji. Ścięty ma zostać kontestujący decyzje rządu i partii senator Jan Maria Jackowski. Trzeba tylko zaznaczyć, że senator — chociaż należy do klubu PiS w Izbie Wyższej — nie jest członkiem partii, a władze PiS dość regularnie straszą go usunięciem z klubu.


Dlaczego nie ukarać zbuntowanych posłów? Sejmowa większość jest zbyt krucha. Natomiast w Senacie PiS i tak nie ma większości — i nie ma już żadnych nadziei, że uda się ją jakoś uskładać groźbą, prośbą czy przekupstwem. Utrata Jackowskiego niczego nie zmieni. Wiadomo, że Koalicja Obywatelska senatora z PiS nie przyjmie, a zatem zostanie on wolnym elektronem.


Na te wszystkie ruchy nakłada się tradycyjny już i wcale nie gasnący spór wewnątrz koalicji. Zbigniew Ziobro nie ustaje w próbach pozbycia się Mateusza Morawieckiego, który wszedł w nowy rok wyjątkowo osłabiony. W PiS nawet podnoszą się głosy, że Jarosław Kaczyński sam powinien objąć stery, ale tego prezes po prostu zrobić nie chce. Jeszcze w grudniu politycy PiS byli przekonani — dawali temu wyraz w nieoficjalnych rozmowach — że może z kłopotami, ale trzecia kadencja jest w zasięgu ręki. Teraz coraz częściej słychać, że ten statek już odpłynął i trzeba znaleźć sobie jakiś inny środek transportu.



Source link

Leave a Reply

Your email address will not be published.

close