Politics

Podwyżka stóp procentowych. Przemówienie szefa NBP Adama Glapińskiego – Biznes




Laudacja


Podczas wystąpienia prezes NBP podkreślał bezbłędną politykę monetarną RPP, której od sześciu lat przewodzi. Po raz kolejny przekonywał, że wysoka inflacja w Polsce nie ma związku z polityką monetarną, RPP nie mogła jej w żaden sposób zapobiec i nie może być obwiniana za wysokie tempo wzrostu cen, bo jego przyczyną są czynniki zagraniczne, takie jak szoki podażowe. Prezes NBP powtarzał, że NBP konsekwentnie broni wartości złotego i zrobi wszystko, co trzeba, żeby polska waluta rosła w siłę. Będący najwyraźniej w doskonałym humorze prezes NBP, osoby, które mają inną ocenę jego dotychczasowej pracy w banku centralnym, podzielił na dwie grupy. Pierwsza to politycy, których opinii prezes NBP nie traktuje poważnie. A druga to cała reszta niedouczonych ekspertów głoszących księżycowe teorie. Słowa Adama Glapińskiego wymagają komentarza.



Spóźniona RPP


Po pierwsze wysoka inflacja CPI, najważniejszy dla konsumentów wskaźnik cen, który w grudniu wyniósł 8,6 procent, nie jest – wbrew temu, co twierdzi szef NBP, efektem wyłącznie szoków podażowych i sytuacji na rynkach międzynarodowych. Dowód? Inflacja bazowa, wskaźnik pokazujący tempo wzrostu cen nieuwzględniający cen energii i paliw, w grudniu przekroczył 5 proc. To zasługa przede wszystkim drożejącej żywności, ale też pojawiających się tak zwanych efektów drugiej rundy. Czyli rosnącej presji na wzrost płac w związku z drożejącymi towarami i usługami.


Dla przypomnienia: cel inflacyjny NBP to 2,5 proc. z dopuszczalnymi odchyleniami o 1 punkt procentowy.


Po drugie, RPP — wbrew opinii Adama Glapińskiego — powinna wcześniej rozpocząć cykl podwyżek stóp procentowych. Tak, jak zrobił to węgierski, czeski czy angielski banki centralny. Nawet Łukasz Hardt, członek obecnej RPP, którego kadencja upływa 22 lutego, od wielu miesięcy nawoływał swoich kolegów z Rady do stanowczej reakcji na rosnącą inflację. Kiedy we wrześniu wskaźnik CPI wyniósł 5,8 proc. Hardt alarmował, że sytuacja może wymknąć się spod kontroli.


Glapiński przekonywał wtedy, że podnoszenie stóp byłoby szkolnym błędem.



Szum informacyjny


Prezes NBP zdanie zmienił w październiku, kiedy nieoczekiwanie Rada podniosła stopy o 50 punktów bazowych. Prezes NBP podkreślał wtedy, że nie jest to początek cyklu podwyżek. Potem znów zmienił zdanie. Teraz, kiedy inflacja zbliża się do 9 procent, mówi już o cyklu podwyżek. Ba, zapowiada, że będzie on dłuższy i zakończy się wyżej niż oczekuje tego rynek. Na dzisiejszej konferencji wspominał o poziomie 3,5 proc. dla stopy głównej i nie wykluczał dojścia do 4 proc.


Po trzecie, Glapiński podkreślał, że wysokiej inflacji nie mógł przewidzieć. Bo przecież nikt nie mógł przewidzieć pandemii, a bank centralny nie może ponosić winy za wzrost cen. Szkopuł w tym, że prezes NBP konsekwentnie bagatelizował ryzyko inflacyjne nie tylko w momencie wybuchu pandemii (wtedy akurat przepowiadał deflację, czyli spadek cen), ale przez cały 2020 i aż do jesieni 2021 roku nie widział powodów do rewizji polityki monetarnej i utrzymywania realnych stóp procentowych na poziomie ujemnym (wyraźnie niższym od wskaźnika wzrostu cen). Mało tego, NBP, podobnie zresztą jak inne banki centralne, wziął udział w największej w historii akcji drukowania wirtualnych pieniędzy, co walnie przyczyniło się do powstania globalnej inflacji.



Osłabianie złotego


Po czwarte, prezes Glapiński kilkukrotnie podkreślał, że NBP i RPP kierują się wyłącznie ustawowymi i konstytucyjnymi przesłankami. Czyli dbaniem o niską inflację, wartość pieniądza, a w sprzyjających okolicznościach także o wzrost gospodarczy. Faktem jest jednak, że wielkim beneficjentem wyjątkowo łagodnej polityki monetarnej NBP jest, a ściślej był, rząd PiS, który korzystał z niskich stóp i tanio pożyczał pieniądze.


Po piąte, prezes NBP po raz kolejny upierał się, że NBP broni wartości złotego. W czasie konferencji złoty umacniał się w stosunku do innych walut. Tyle że jak zgodnie twierdzą uczestnicy rynku walutowego rok temu z okładem, w grudniu 2020 roku, NBP interweniował na rynku celem osłabienia złotego. Słaby złoty miał wtedy wesprzeć eksporterów i gospodarkę.


Inny przykład: trzy miesiące temu, w listopadzie 2021 roku, kiedy euro przekraczało poziom 4,6 PLN i zmierzało w kierunku 4,7 zł Hungarian Business Daily opublikował wywiad z Glapińskim. Prezes NBP mówił w nim wyraźnie: „Jeśli chodzi o kurs złotego, to jego obecny poziom wspiera wzrost aktywności gospodarczej”. Co potwierdza, że szef banku centralnego szukał pozytywów w osłabianiu się polskiej waluty, co niestety wiąże się także z importem inflacji. Drożeją bowiem artykuły i surowce sprowadzane z zagranicy.



Szparagi i psy


W dalszej części konferencji prasowej prezes NBP ostrzegał przed skutkami wejścia do strefy euro.


– To byłby idiotyzm w sytuacji, kiedy polskie PKB rośnie dwa razy szybciej od PKB krajów strefy euro. Przyjęcie wspólnej waluty oznaczałoby, że wzrost gospodarczy w Polsce zostanie zredukowany o połowę, do poziomu krajów strefy euro a rola polskiej gospodarki zostanie zredukowana do produkcji szparagów, towarów o niskiej wartości dodanej – perorował Glapiński.


Przyjęcie euro oczywiście niesie ze sobą ryzyka, ale akurat nie ma wiele wspólnego z udziałem Polski w globalnym łańcuchu dostaw i nie oznacza zahamowania tempa wzrostu PKB. To, czy eksportujemy drewniane palety, czy nowoczesne urządzenia jest pochodną poziomu rozwoju gospodarczego, innowacyjności i inwestycji zagranicznych. Pozytywnym przykładem wykorzystania potencjału strefy euro jest Irlandia. Negatywnym – Grecja.


Z kolei zapytany o środki z Krajowego Programu Odbudowy, których wypłatę zablokowała Unia Europejska w związku z łamaniem przez ekipę PiS zasad praworządności, prezes NBP przyznał, że środki unijne przydałby się gospodarce. I samo ogłoszenie odblokowania tych pieniędzy przyczyniłoby się do umocnienia złotego (z czym trudno się nie zgodzić). Zdaniem szefa banku centralnego UE blokuje dostęp Polski do tych środków bezzasadnie. – Należą się nam jak psu zupa. Płacimy składki członkowskie i nie ma powodów, żebyśmy tych pieniędzy nie mogli dostać – mówił prezes NBP.


Kadencja Adama Glapińskiego na stanowisku szefa banku centralnego upływa w czerwcu. Prezydent Duda poinformował już, że Glapiński zostanie zarekomendowany Sejmowi na drugą kadencję.


Czytaj także: Adam Glapiński dostanie drugą kadencję szefa NBP



Source link

Leave a Reply

Your email address will not be published.

close