Politics

Polska-Węgry. Awantura o zdjęcie Tuska. Tusk z politykiem Jobbiku – Świat



Całe zamieszanie można podsumować parafrazując Kalego z „W pustyni i w puszczy”: „Jeśli Tusk wystąpić z Peterem Jakabem, to jest zły uczynek. Dobry, jeśli Morawiecki wystąpić z Marine Le Pen”.


Jobbik, podobnie jak Zjednoczenie Narodowe Le Pen, to partia nacjonalistyczna po liftingu. Oba ugrupowania kierując się instynktem samozachowawczym przeszły kilka lat temu przemianę. Pozbyły się radykalnych, skrajnie-prawicowych, antysemickich a w przypadku Jobbiku także antyromskich elementów programu. Na tym właściwie podobieństwa się kończą. Jobbik, po programowych i personalnych czystkach stał się częścią węgierskiego mainstreamu i w koalicji z pięcioma innymi partiami centro-lewicowymi próbuje odebrać władzę Viktorowi Orbanowi. Marine Le Pen pozostała na marginesie francuskiej polityki, zaś jej przeciwnikiem w wyborach prezydenckich jest Emmanuel Macron.


Jest jeszcze jedna istotna różnica. Jobbik po transformacji przestał być partią proputinowską, a Marine Le Pen pozostaje wciąż jednym z najbardziej prorosyjskich polityków we Francji. W przeszłości kampanię wyborczą finansowała za pieniądze pożyczone od pewnego rosyjskiego banku, teraz preferencyjnych kredytem poratował ją bank węgierski, zapewne nie bez interwencji Viktora Orbana, jedynego putinisty pośród urzędujących przywódców krajów Unii Europejskiej. Mimo to polskiej prawicy nie przeszkadza jak Mateusz Morawiecki przyjmuje (i fotografuje) się z Le Pen. Tusk u boku Jakaba to natomiast „hiporyzja” i „skandal”.



Jobbik przeszedł ewolucję


„Nie od dziś wiadomo, do czego w swoich działaniach politycznych potrafi posunąć się Donald Tusk. Jednak otwarte wspieranie kampanii wyborczej słynącej z radykalizmu i prorosyjskości partii Jobbik to coś nowego” – napisała na Twitterze Beata Szydło, zamieszczając zdjęcie Tuska z Jakabem. Byłej premier wtórował również na Twitterze Samuel Pereira: „Polityka węgierska i jej stosunek do Putina to kwestia skomplikowana, ale Donald Tusk, który gardłuje przeciwko Orbanowi, a jednocześnie milczy ws. Niemiec i wspiera prorosyjską partię Jobbik, to himalaje naiwności, złej woli albo hipokryzji”.


Owszem, stosunek Węgrów do Putina to kwestia skomplikowana, ale nazywanie Jobbiku partią prorosyjką to co najmniej nadużycie. Ugrupowanie to przeszło bowiem sporą ewolucję i nie opowiada się już ani za ściślejszymi związkami z Rosją, ani za tzw. neutralnością, czyli stopniowym odwracaniem się od Zachodu, o czym część członków partii mówiła całkiem otwarcie jeszcze w 2015 roku. Wiem o tym, bo siedem lat temu robiłem wywiad z Mártonem Gyöngyösim, posłem Jobbiku. Ów wykształcony na Zachodzie i bywały w świecie polityk mówił mi wówczas o planach przywrócenia kary śmierci, wyjściu Węgier z NATO, a potem z Unii. „Pakt Północnoatlantycki stracił zasadność istnienia po upadku Układu Warszawskiego” – tłumaczył.


Gyöngyösi przeszedł ogromną ewolucję, podobnie jak partia, której pozostał wierny. Był jednym z architektów jej zwrotu ku mainstreamowi, jest wiceszefem Jobbiku, słynie z antyrosyjskich tyrad. W polityce zmiany poglądów nie są czymś nadzwyczajnym. Jak pisał Winston Churchill: „Udoskonalanie oznacza zmianę; być doskonałym to często się zmieniać”. W starym Jobbiku byli też politycy, którzy pozostali wierni skrajnie prawicowym ideałom. Jednym z nich jest Előd Novák, który na jednej z demonstracji w 2012 roku spalił flagę Unii Europejskiej. Co ciekawe Pereira zilustrował swój twitterowy wpis o Tusku właśnie archiwalnym zdjęciem przedstawiający moment, w którym Novák podkłada ogień pod unijną flagę.


Wyciąganie z lamusa starego zdjęcia miało wzmocnić przekaz o „strasznym Jobbiku”. Nie wybielam tej partii, bo na Węgry jeżdżę regularnie od 2006 roku i pamiętam, kiedy paradujący w mundurach z symbolami strzałokrzyżowców (węgierski faszyści z czasów II wojny światowej) aktywiści Jobbiku siali strach wśród węgierskich Romów. Novák był wiceszefem właśnie tego „strasznego” Jobbiku, ale po nieudanej próbie partyjnego puczu najpierw stracił stanowisko kierownicze, a potem członkostwo w partii i co się tym wiąże mandat poselski. W 2018 wraz z innym rozłamowcami, którzy odeszli z Jobbiku założył Mi Hazank Mozgalom – Ruch Nasza Ojczyzna.



Scheda po starym Jobbiku


To skrajnie prawicowe, antyimigranckie i faszyzując ugrupowanie zrodziło się z protestu przeciw złagodzeniu kursu Jobbiku. Dziś Mi Hazank Mozgalom idzie do wyborów z hasłem „Węgry należą do Węgrów”, planuje deportować Romów do „obozów” poza granicami Węgier i liczy na to, że jak Ukraina przegra wojnę, to Węgry będą mogli odzyskać Zakarpacie.


Co ciekawe schedą po „starym” Jobbiku Ruch Nasza Ojczyzna podzielił się z rządzącym Fideszem. Partia Orbana przejęła program otwarcia się na Wschód, zakładający pogłębianie więzów politycznych i gospodarczych z Rosją i Chinami. W 2015 roku Gyöngyösi skarżył się w rozmowie ze mną, że Fidesz kradnie Jobbikowi najlepsze pomysłu polityczne:


„Fidesz naśladuje nas dzień po dniu. Orbán wie, że Rosja jest ważnym rynkiem zbytu dla Węgier, że unijne sankcje wymierzone w Rosję mocno uderzyły w naszą gospodarkę. Wie też, że na Ukrainie mieszka 200 tys. Węgrów i że są oni zagrożeni nie ze strony Rosji, tylko Kijowa. Dlatego uważamy, że Węgry powinny trzymać się z dala od tej wojny”.


Szydło i Pereira nie piszą, że Orban mówi dziś to, co Gyöngyösi w 2015 roku. Cała jego kampania wyborcza opiera się na kłamstwie, że opozycja, której częścią jest „nowy” Jobbik wciąga Węgry w wojnę. Na wiecu wyborczym 15 marca, w dniu narodowego święta Węgier krzyczał: „Pokojowa prawica czy prowojenna lewica? Budowanie czy niszczenie? Naprzód czy do tyłu? My mówimy, że trzeba zachować pokój i bezpieczeństwo na Węgrzech. Ten, kto głosuje za pokojem i bezpieczeństwem, głosuje na nas”.


W szczycie przyjaźni między Kaczyńskim a Orbanem, na Forum Ekonomicznym w Krynicy w 2016 roku węgierski premier zażartował: „Mówiłem prezesowi, że jak się komuś ufa, to na Węgrzech jest przysłowie, że można razem konie kraść”. Chciał w ten sposób podkreślić wyjątkowość polsko-węgierskiej relacji. Kaczyńskiemu bardzo się to spodobało.


– Z Węgrami możemy konie kraść. (…) Jest parę stajni, a na pewno, jedna z wielkim napisem Unia Europejska – odpowiedział. Dziś Prezes PiS milczy na temat sojuszu z Orbanem i zamiast kraść z nim konie w Unii Europejskiej, woli ratować Ukrainę.


Czytaj też: Orban wspiera Putina i walczy o władzę



Source link

Leave a Reply

Your email address will not be published.