Politics

Rosja chce wycofania gwarancji bezpieczeństwa dla całej Europy Wschodniej – Świat




Nie wierzy pan w inwazję lądową?


– Inwazja lądowa jest bardzo nieprawdopodobna. Jest przecież tyle innych sposobów, aby Putin osiągnął to, czego chce. Groźby pod adresem Kijowa są dla Moskwy po prostu najlepszym sposobem na eskalowanie swoich żądań. Wciąż opisujemy ten konflikt jako coś, co dotyczy jedynie Ukrainy. Tymczasem żądania Rosji są wymierzone w NATO i Stany Zjednoczone, a nie tylko w samą Ukrainę. Co ma ogromny wpływ na kraje zachodnie, które są członkami NATO, jak Polska. I takie, które nie są członkami NATO, czyli Szwecję czy Finlandię.



Czego chce Rosja?


Zachodnie media i wielu polityków mówią o tym, że w tym całym sporze chodzi o gwarancję bezpieczeństwa dla Rosji. Tymczasem Rosja chce czegoś zupełnie innego: wycofania gwarancji bezpieczeństwa krajom, które stały się członkami NATO w latach dziewięćdziesiątych. To jest prawdziwa stawka: powrót do stanu sprzed rozszerzenia Sojuszu. Rosja zachowuje się jak bandyci, który domagają się od mieszkańców przedmieść usunięcia zamków i alarmów i ogłoszenia, że policja nie ma odtąd wstępu. Poprzez ciągłe powtarzanie gróźb wojny, Rosja próbuje wywołać panikę na Zachodzie. Przekonać, że anulowanie gwarancji bezpieczeństwa jest czymś lepszym niż otwarte działania wojenne.



Co to wszystko oznacza dla Polski?


– Rosja chce mieć wolną rękę. Dąży do powrotu do sytuacji sprzed 1989, gdy Europa Wschodnia była na jej łasce, w strefie wpływów Kremla. Fakt, że Rosja opisując Polskę używa dziś słowa „bezchaziajny” – co jest często tłumaczone jako „sierocony”, ale znaczy również „bezpański” – mówi wszystko. Rosja uważa, iż jest rzeczą naturalną dla takiego kraju mieć pana. A tym panem jest ona sama.


To jest to, czego pragnie Rosja. Wycofania Zachodu i odtworzenia swego dominium na Wschodzie. Zawsze przedstawia maksymalistyczne żądania. A rezultat jest taki, że Zachód zazwyczaj uważa, że odniósł sukces, jeśli część z tych żądań została odrzucona. Nie dostrzega, że uznanie jakiegokolwiek z tych żądań oznacza erozję europejskiego systemu bezpieczeństwa i bezpośrednie zagrożenie dla Europy Wschodniej. Wszelkie pokusy ustępstw wobec Rosji w imię chwilowego pokoju należy odrzucić. Pamiętając o tym, czego nauczyły nas błędy Chamberlaina w Monachium. Otóż im dłużej zwleka się z odrzuceniem żądań agresora, tym późniejsza konfrontacja jest bardziej krwawa, kosztowna i niebezpieczna.



A jeśli jednak dojdzie do wojny na lądzie, który wariant wybierze Moskwa? Mówi się o ataku z rejonu Donbasu, otwarciu korytarza lądowego na Krym czy jednoczesnym ataku na wielu frontach…


– Żaden. To prawda, że istnieje wiele prawdopodobnych scenariuszy operacji wojskowych przeciwko Ukrainie na lądzie. Trudno jednak zrozumieć, w jaki sposób przerzucenie czołgów przez granicę miałoby służyć celom Rosji. Skoro istnieją rozwiązania o wiele tańsze, mniej ryzykowne, łatwiejsze w wykonaniu. Nawet ograniczone zdobycze terytorialne nie mają większego sensu. Przecież Rosja już teraz może wywierać wpływ polityczny poprzez kontrolę części wschodnich rejonów wokół Doniecka i Ługańska. Operacja na ograniczoną skalę nie przynosi żadnych korzyści, poza tymi, które Rosja już ma. To nie wszystko: w ostatnich dniach USA grozi Rosji zdecydowaną reakcją, czyli surowymi sankcjami gospodarczymi i wzmocnieniem militarnym Europy Wschodniej – ale jedynie wtedy, gdy Rosja dokona inwazji lądowej na Ukrainę. To kolejna zachęta dla Rosji, aby rozwiązać to inaczej.



Co w takim razie zrobi Rosja?


– Rosja ma możliwość przeprowadzenia ataków transgranicznych, z wykorzystaniem sił powietrznych, ataków rakietowych lub czy cyberataków. Po ich przeprowadzeniu może zainstalować marionetkowy rząd, przed czym ostrzegają Brytyjczycy. To jasno pokazuje, że konwencjonalne siły wojskowe to nie wszystko.


W odróżnieniu od inwazji lądowej, uderzenia rakietowe, z powietrza czy cyberataki mogą być do woli uruchamiane, przerywane, a potem ponawiane. A w międzyczasie Kreml będzie eskalować swe żądania. Rosja opiera się na doświadczeniach z zawieszeniem broni w Gruzji, na Ukrainie i w Syrii. I jest przekonana, że partnerzy Ukrainy będą wywierać presję na Kijów, by ten jak najszybciej zakończył konflikt. Nawet jeśli oznaczałoby to zgodę na bardzo ostre warunki rosyjskie.



Dlaczego w takim razie, skoro nie planuje inwazji lądowej, Rosja gromadzi coraz większe oddziały?


– Przygotowania do konfliktu są prawdziwe. Te wojska wyglądają tak, jakby walka miała się rozpocząć. Ale tak musi być. Jeśli rosyjskie siły nie przybyłyby z niezbędnymi materiałami, takimi jak środki medyczne, amunicja, elementami wsparcia niezbędnymi do przeprowadzenia operacji bojowych, zachodni analitycy szybko doszliby do wniosku, że to tylko pusta groźba. Dlatego Rosja upewniła się, że wszystko jest na miejscu. I jest dobrze widoczne. Bo to pozwala podtrzymywać presję. Zachód mówi: „To nie może być tylko na pokaz, ponieważ oddziały są zbyt duże, by ich nie użyć”. I nie zauważa się, w co gra Kreml. To właśnie koncentracja wojsk wcześniej skłoniła USA do rozmów o żądaniach Rosji.


Czytaj też: Wojna z Ukrainą rozprzestrzeni się na inne kraje Europy. Niczego podobnego nie widziano od zakończenia II wojny



Source link

Leave a Reply

Your email address will not be published.