Politics

Rosyjska Prawosławna Cerkiew. Sojusz patriarchy Cyryla I i Władimira Putina – Polityka




Putin i „wola Boska”


Ciężko w kontekście RCP pisać w ogóle o Bogu. Poprzedni patriarcha (Aleksy II) był tajnym współpracownikiem służb specjalnych. Po upadku ZSRR trzymał się blisko elit władzy, miał bardzo dobre relacje z prezydentem Władimirem Putinem. Obecnie sprawujący ten urząd Cyryl nie tylko chodzi na pasku Putina, ale podobnie jak rosyjskie elity polityczne, przejawia umiłowanie do luksusu.


Kilka lat temu, rosyjskie niezależne media opublikowały zdjęcie duchownego z niezwykle drogim zegarkiem na ręce. W oficjalnym runecie (runet to rosyjski segment internetu) fotografia pojawiła się w „nowej wersji”. Za pomocą Photoshopa duchownemu „zdjęto” zegarek. Nie zadbano przy tym o drobny szczegół – wciąż odbijał się on w błyszczącym blacie stołu.

Patriarcha Cyryl I i znikający zegarek


Patriarcha Cyryl I i znikający zegarek

Fot.: Materiały prasowe


Putin – były funkcjonariusz służb specjalnych, który m.in. dzięki ich wysiłkom został w 2000 r. namaszczony prezydentem zawarł z cerkwią trwały sojusz. Na każdej znaczącej uroczystości państwowej pojawiają się duchowni. Podczas świąt Bożego Narodzenia czy Wielkiej Nocy, prezydent uczestniczy w nabożeństwie.


Putin lubi też odwoływać się do samego Boga. Niedawno, przemawiając w Dumie, starał się uzasadnić, że Ukraińcy nie są narodem, a Ukraina nie ma prawa do państwowości. Stwierdził wtenczas: „To Bóg chce, żeby Rosja zjednoczyła się z Ukrainą”. Z ust Putina padło jeszcze, że „woli boskiej politycy nie mogą się przeciwstawiać”.


Odwoływanie się do Boga i religii w krytycznych bądź przełomowych momentach historii także stanowi rosyjską tradycję. Józef Stalin nie tylko uważał (za Marksem), że „religia jest opium dla ludu”. Totalitarny dyktator religię zwalczał. Wierzył, że prawosławie zastąpi komunizm. W Moskwie i innych historycznych centrach radzieckich miast wysadzano w powietrze zabytkowe cerkwie. Josif Wissarionowicz na chwilę jednak pojednał się z kościołem. Po napaści hitlerowskich Niemiec na ZSRR (czerwiec 1941 r.) zezwolił nie tylko na modlitwy, ale i pochody wiernych z ikonami.



Piąta kolumna


Także w kontekście obecnej wojny, rola RCP jest niezwykle ważna. Po upadku Związku Radzieckiego, w byłych republikach radzieckich powstawały niezależne patriarchaty. W kraju nad Dnieprem już w 1990 r. powołano Ukraińską Cerkiew Prawosławną Kijowskiego Patriarchatu. Moskwa wciąż jednak uważała Ukrainę za swoją strefę wpływów i to nie tylko w sensie politycznym, ale także religijnym. Od przeszło trzydziestu lat przeznacza duże środki finansowe na wspieranie Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej Moskiewskiego Patriarchatu. I de facto uczyniła z niej swoją piątą kolumnę. A duża część jego duchownych to po prostu agenci Moskwy.


Podczas wszystkich demokratycznych przewrotów na Ukrainie (pomarańczowa rewolucja w 2005 r., Euromajdan w 2013 r.) „rosyjski patriarchat” wykazywał niezwykłą aktywność. Podczas procesji wzywał do „wspólnych modlitw za jedność Ukrainy”. Bowiem już wtenczas Rosja straszyła rozłamem Ukrainy. Umiejętnie podsycała separatyzm na wschodzie kraju. Zakładano różnego rodzaju fundacje, których celem było „zbliżenie” z Rosją. Dotowano cerkiew moskiewskiego patriarchatu, która przypominała, że jest depozytariuszką „prawdziwej wiary”. Centrum „prawdziwej” religii jest tylko w Moskwie. Ukraiński patriarchat to nie kościół. To odszczepieńcy.


W przemówieniach i „modlitwach” duchownych słyszało się takie oto przesłanie: „Każdy prodemokratyczny zryw, każda próba marszu na Zachód zostanie ukarana”.


W 2018 r. duchowni: Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego Patriarchatu Kijowskiego, Ukraińskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego i część duchownych Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego Patriarchatu Moskiewskiego powołali Kościół Prawosławny Ukrainy i poddali się pod jurysdykcję Patriarchatu Konstantynopolitańskiego. Krok ten nie spodobał się Moskwie. Patriarcha moskiewski, Cyryl stwierdził, że uznanie przez patriarchę Konstantynopola autokefalii Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego, czyli de facto jego niezależności od Moskwy, to „popadnięcie w schizmę”. Krok ten był w Rosji szeroko komentowany. Został uznany nie tyle za wydarzenie religijne, co polityczne. Był kolejnym dowodem na „zdradę” Ukrainy.



Święta Ławra


Niezwykle ważny fakt: siedzibą RCP Moskiewskiego Patriarchatu jest Ławra Kijowsko-Peczerska. Ten piękny, położony na wzgórzu, kompleks klasztorny jest po dziś dzień miejscem świętym dla ruskiego prawosławia. Modlą się w nim wierni różnych prawosławnych kościołów. Każdy jest świadom i każdy podkreśla, że to tu w połowie XI wieku przybyli mnisi Antoni i Teodozjusz i zapoczątkowali ruch monastyczny. Tu rodziła się tak ważna dla prawosławia modlitwa kontemplacyjna. I to tu powstał zabytek staroruskiej literatury, a zarazem święta księga prawosławia – czyli Pateryk Kijowsko-Pieczerski (zawiera opowieści o życiu i religijnym doświadczeniu kijowskich mnichów).


Rosyjscy politycy (ale też społeczeństwo) jednoznacznie uważają to dziedzictwo za swoje. Mówiąc, że „Kijów jest ich ziemią” zawłaszczają nie tylko dzieje prawosławia, ale również historię Rusi Kijowskiej. Nie mogą pogodzić się z faktem, że dziedzictwo Rusi nie należy do jednego – rosyjskiego, ale wielu narodów.



Patriarchat to patriarchat, a Bóg to Bóg


UPC Moskiewskiego Patriarchatu jest potężnym orężem w ręku Moskwy. Za patriarchatem stoi bowiem tradycja. Istniał od zawsze. Natomiast kościół ukraiński (choć odwołuje się – podobnie jak moskiewski – do dziedzictwa konstantynopolitańskiego) traktowany jest wciąż dość podejrzliwie. Wielu Ukraińców – o poglądach demokratycznych, popierających niepodległość Ukrainy, a dziś nawet za nią walczących – zostało w tym cerkwi będącej pod jurysdykcją Moskwy ochrzczonych. Są świadomi politycznego zaangażowania tego kościoła. Więcej, zdają sobie nawet sprawę, że część jego duchownych ma takie same poglądy jak prezydent Putin, ale pozostają mu wierni.


Moja ukraińska przyjaciółka, patriotka swojego kraju, działaczka kulturalna, która na Ukrainie nie używa języka rosyjskiego, została ochrzczona właśnie w cerkwi „moskiewskiej”. Nie dość, że sama do tego kościoła uczęszcza, to jej córki (z jej wyboru) także w nim przyjęły sakrament chrztu. Dlaczego? – pytam. Słyszę opowieść o tradycji. I że patriarchat to patriarchat, a Bóg to Bóg. Ona jest w kościele dla Boga. Zresztą przyjaciółka zawsze jest mi w stanie zamknąć usta kilkoma krótkimi pytaniami. A patologia w Polskim kościele? A ksiądz Rydzyk i radio Maryja?



Błogosławieństwo


O tym, jak na Ukrainie działa cerkiew moskiewskiego patriarchatu, miałam okazję przekonać się trochę od wewnątrz. Kiedy w 2014 r. Rosja zaanektowała Krym, a na wschodzie kraju pojawiły się rosyjskie „zielone ludziki”, kilkakrotnie odwiedzałam kraj nad Dnieprem. Na południu (w okrążonym dziś i okupowanym przez rosyjską armię Chersoniu) poznałam Siergieja, duchownego. Formalnie należał on jeszcze do moskiewskiego patriarchatu, ale już nosił się z myślą przejścia do patriarchatu ukraińskiego. Jako młody chłopak przyjął święcenia w kościele pozostającym pod jurysdykcją Moskwy, ponieważ uważał, że to jedyna słuszna droga. Zgodna z tradycją. Kościół „kijowski” wydawał mu się podejrzany. Podczas wielu lat służby zdał sobie jednak sprawę z patologii panujących w instytucji której służył. Korupcja, przemoc, mobbing i molestowanie seksualne.


Ale dopiero kiedy Rosja w 2014 r. sprowokowała na wschodzie Ukrainy wojnę, całkowicie przejrzał na oczy. Zrozumiał, że misją kościoła, który reprezentuje, jest zaprowadzenie w jego kraju „russkiego miru”. Od swoich przełożonych słyszał to, co teraz głośno mówią rosyjscy politycy. Że Ukraina nie jest państwem, tylko „naszą strefą wpływów”. Powinna wrócić do macierzy. Sergiej zobaczył także, że jego koledzy-duchowni służą realnym wsparciem separatystom, np. błogosławią ich przed wyruszeniem na front. Zdał sobie sprawę, że Boga w tym kościele nie ma. Jest czysta polityka.


Do tego dochodziła rosyjska manipulacja i kłamstwo. Oficjalnie Moskwa mówiła przecież, że nie prowadzi na Ukrainie żadnych działań zbrojnych. Walki na wschodzie kraju nazywała oddolnym zrywem „prześladowanej przez nacjonalistów ludności”. To fakt, ten oddolny zryw także miał miejsce (nie na próżno Kreml przez lata podgrzewał separatyzm). Sergiej porzucił kościół „moskiewski”. Zaczął jeździć na front. Spotykać się z ukraińskimi żołnierzami. Przywoził im konserwy i papierosy. Wtedy (i dziś) modli się z nimi o pokój. I sam stara się wybaczyć sobie. Gnębi go, że przez tyle lat pozostawał po złej stronie. Robił to dość nieświadomie. Tylko to przynosi ukojenie.


Czytaj więcej: „Z” jak swastyka. Tajemniczy symbol rosyjskiej agresji i narzędzie do prania mózgów



Source link

Leave a Reply

Your email address will not be published.

close