Politics

Świat przyszłości to świat rozdrobniony. A z tego wynikną kolejne kłopoty – Psychologia



Polki i Polacy odkładają tę decyzję na później, bo cenią swoją rodzinę pochodzenia. Następują także wysokie transfery generacyjne, czyli przekaz pieniędzy, opieki i wsparcia. W klasie średniej obserwujemy brak buntu międzypokoleniowego. Dlatego z jednej strony młodzi traktują grupy przyjaciół jak rodzinę, a z drugiej towarzyszy temu twarde zakorzenienie w rodzinach pochodzenia, bo świat jest nieprzyjazny.



Czyli zostają w domu rodzinnym z powodów bardziej pragmatycznych niż sentymentalnych.


– Z perspektywy socjologicznej, czyli patrząc na uwarunkowania makrostrukturalne, oczywiście tak. Młodzi są w sytuacji, w której trudno się usamodzielnić, przez co od lat dziewięćdziesiątych droga do dorosłości wydłużyła się o kilkanaście lat. Ludzie przebywają na rynku edukacyjnym już nie czternaście, lecz łącznie nawet dwadzieścia dwa lata i są cały czas ekonomicznie, finansowo i infrastrukturalnie niesamodzielni. Wynajęcie mieszkania w dużym mieście jest trudne, a pierwsze pensje nie są wystarczające, żeby pozwolić na pełną samodzielność. W Polsce brakuje co najmniej dwóch milionów tanich mieszkań, które mogłyby posłużyć młodym ludziom. Wszystkie te powody pragmatycznie nakłaniają do pozostania w domu rodzinnym. Co ciekawe, jeśli popyta się w badaniach socjologicznych o uczucia towarzyszące tej komitywie, zauważy się nienotowane wcześniej zżycie nastolatków ze swoimi dziadkami. Rodzice i dzieci zaczynają traktować się jak przyjaciele. Wszelkie doświadczenia kulturowe dzisiejszych nastolatków czy młodych dorosłych są współdzielone z rodzicami. Na Netfliksie oglądamy rzeczy razem. Ja ze swoim ojcem nie mam takich doświadczeń. Z jednej strony ograniczenia strukturalne decydują o tym, że młodzi mieszkają z rodzicami i korzystają z transferów międzygeneracyjnych, a z drugiej to rodzi komitywę i przyjaźń pomiędzy rodzicami a dorastającymi dziećmi.



Dla osób z pokolenia Z [osoby urodzone między 1995 a 2010 r. – red.] ważna jest wolność, wspólnota wartości i zainteresowań. Skłaniają się ku tworzeniu komun czy domów studenckich, bo czują się bardziej zrozumiani i akceptowani przez przyjaciół niż rodzinę.


– Wszystko rozbija się o definicję. Rodzina z perspektywy socjologiczno-ekonomicznej to struktura reprodukcyjno-finansowa. Pytanie, czy przyjaźnie pełnią wszystkie funkcje, które są do rodziny w skali świata przypisane? Wydaje mi się, że nie. Ludzie w przyjaźniach rzeczywiście opiekują się sobą i nawzajem wspierają. Ale czy funkcja reprodukcyjna ma tu miejsce? Czy kobiety zachodzą w tych układach w ciążę i mają dzieci? W niektórych tak, w niektórych nie. Może pojawiać się wtedy opieka rotacyjna, ale to nadal jest statystyczna mniejszość. Według definicji antropologicznej czy psychoewolucyjnej rodzina to coś, co zawsze buduje się wokół rdzenia: matka i jej dzieci. Mężczyźni to w naszej kulturze partnerzy seksualni matki, ale w innych funkcję ojca dla dzieci mogą pełnić bracia czy kuzyni, którzy dostarczają zasobów. Czy w tym sensie układy przyjacielskie są więc rodzinami?



W takim rozumieniu nie. Ale nie zmienia to faktu, że współcześnie odchodzimy od tradycyjnego, wielopokoleniowego modelu rodziny, a przyjaźń zyskuje na znaczeniu.


– Funkcjonuje ona również w małżeństwie, gdzie ludzie zaczynają cenić sobie przyjaźń małżeńską bardziej niż romantyczną, żywiołową i nieokiełznaną relację. Coraz więcej doniesień socjologicznych ze świata rodziny pokazuje wzrost zainteresowania wspólnym życiem o wysokiej jakości, homogenicznością w zakresie stylu życia, a nie celami ekonomiczno-reprodukcyjnymi. Romantyczne gesty zaczynają przegrywać z przyjaźnią. Ta dekada między dwudziestym a trzydziestym rokiem życia jest dla wszystkich momentem stałych poszukiwań. Musimy więc znaleźć źródło wsparcia, bezpieczną przystań. Z jednej strony są nią rodzice, a z drugiej grono przyjacielskie. Im dłuższy jest nasz rozbieg w dorosłość, tym więcej potrzebujemy tego rodzaju wspierających układów. Młodzi ludzie czują się w przyjaźniach jak w rodzinie, dlatego oczekują również wsparcia, pomocy i współprzebywania.



Współcześni młodzi dorośli nie mają często gotowości ani ekonomicznej, ani emocjonalnej, aby zakładać własne rodziny, rodzić dzieci.


– Kobiety w dużych miastach w Polsce będą miały pierwsze i często jedyne dziecko w wieku trzydziestu dwóch lat. Oczywiście średnia rodzenia pierwszych dzieci jest w Polsce niższa, około dwudziestego siódmego roku życia. Na obecnym rynku edukacyjnym jest więcej kobiet niż mężczyzn. Takie kobiety będą odkładały reprodukcję na później, a skupią się na budowaniu przyjacielskich systemów wsparcia. Od czasu do czasu będą wpadać w rozmaite próby nawiązania relacji, dlatego rotacja związków będzie bardzo duża. Świat, w którym po czterech miesiącach „chodzenia ze sobą” brało się ślub, odchodzi do lamusa. Pojawia się destabilizacja, bo ludzie nie są w takich niestałych układach do końca szczęśliwi.



Czy wiąże się również z potrzebą wolności i podejmowania decyzji w zgodzie ze sobą?


– Rzeczywiście młodzi ludzie żyją w kulturze nasilonego indywidualizmu i zwracania uwagi na swoją tożsamość. Są silnie nakierowani na Ja, co jest widoczne chociażby w czasie protestów, kiedy wszyscy noszą własne hasła, a nie ma jednego wspólnotowego. Prowadzi to także do silniejszych poszukiwań stylu życia, w którym chcemy być, co zakłada dużą rotację związków, bo coraz bardziej wykształconym kobietom coraz więcej nie odpowiada w mężczyznach. Powiem brutalnie – im wyższe wykształcenie i młodsza kobieta nakierowana na Ja, tym więcej rozmaitych cech, które zaczynają jej w partnerze nie pasować, co skraca okres próbny związku i częściej powoduje odrzucenie. Oczywiście, to również powoduje, że poszukujemy modelu życia, który jest zgodny z naszymi aktualnymi potrzebami. Z drugiej strony takie życie jest niestabilne. Jeśli starsze pokolenia są ze sobą z uwagi na rytuały, konwencje czy normy, to dlatego, że bardzo sobie cenią ich stabilizujący charakter. Młodsze pokolenia wiedzą, że stabilnego świata w tym zakresie już nie będzie. Ale to nie znaczy, że nie tęsknią za miłością. W dużych nakładach sprzedają się te poradniki psychologiczne, które traktują o tym, jak sobie poradzić w życiu albo jak znaleźć miłość.



Nie wiem, czy jako młoda kobieta mogę się zgodzić. Przecież obecnie w milionowych nakładach sprzedają się poradniki o odnajdywaniu połączenia ze swoją intuicją, które są bardziej nastawione na sprawczość niż wspólnotowość. Czy możemy przewidywać, że w przyszłości rodzina jako wspólnota straci na wartości i zacznie wystarczać nam miłość partnerska lub przyjacielska?


– Czeka nas duże zróżnicowanie w zakresie stylów życia. Powstaną bąble całkowicie odrębnego funkcjonowania, bo cały czas będzie pewien odsetek kobiet pragnących stabilnego związku i trójki dzieci. Pojawi się też coraz więcej osób, które nie odnajdą się w tym modelu. Część z nich z przyczyn strukturalnych nie znajdzie stałego partnera i będzie singlować, mieszkać z przyjaciółmi i tworzyć własną formułę rodziny. Świat przyszłości to świat rozdrobniony, pełen różnych modeli, które będą ze sobą konkurować. A z tego wynikną kolejne kłopoty.



Jakie?


– Jeśli mamy system polityki społecznej, który jest szyty dla wszystkich, czyli dla nikogo, albo z jakiegoś powodu siła polityczna wspiera tylko jeden model życia, to konflikty gotowe, co już się w Polsce dzieje. W przyszłości problem będzie tylko rósł. Na pewno spadnie dzietność. Posiadanie dzieci bez wsparcia partnera jest niezwykle trudne. Co więcej, od 2013 roku rodzi nam się o dwadzieścia procent więcej dzieci ze związków niebędących małżeństwami. Polska nie jest Szwecją, gdzie państwo zastępuje partnera w sensie ekonomicznym.



W Skandynawii funkcjonują także wspólnoty intencjonalne, jak chociażby Christiania, gdzie niemal dziewięćset osób żyje w komunie, zapewnia sobie wzajemną opiekę i wspiera się finansowo. A kiedy rodzi się dziecko, cała wspólnota bierze za nie odpowiedzialność.


– Christiania jest starym, hipisowskim projektem kulturowym. Coś w rodzaju subkulturowego eksperymentu, który trudno przemnożyć przez powszechnie uprawiane style życia. Takich squatowych układów będzie coraz więcej. Natomiast pojawia się pytanie, do jakiego momentu w rozwoju życiowym jednostki będą one spełniać pojawiające się potrzeby? A kiedy te potrzeby będą już eliminować możliwość życia w takich grupach? Jeśli są to ludzie młodzi, pewne rzeczy są jeszcze przed nimi. Ale w jakimś momencie życia procesy się komplikują, dlatego takie modele są zazwyczaj czasowe.



Wydaje się, że dla osób żyjących w komunach, z przyjaciółmi, może to być rozwiązanie na życie. Bo nie są w stanie zaspokoić na przykład potrzeby wspólnotowości w funkcjonującym obecnie systemie.


– Myślę, że porównując układy przyjacielskie, wspólnotowe z małżeństwem, łatwo zauważyć, że zakres indywidualnej wolności jest w tych pierwszych wyższy. W małżeństwie mniej jest rzeczy negocjowalnych, a pewne role są z góry ustalone. Dlatego przyjaźnie będą nadal mniej stabilnymi systemami niż tradycyjne małżeństwa czy rodziny. I choć oferują one więcej płynności, nie wiem, czy będą trwałymi systemami wsparcia. Bo nie ma w nich zobowiązań prawnych czy ekonomicznych. Przyjaciele nie wezmą przecież wspólnego kredytu.



Minęło już prawie siedem lat od wydania pańskiej książki „Socjologia rodziny”. Czy coś pana zaskoczyło w ewolucji układów rodzinnych i czy zawarte w książce prognozy się sprawdziły?


– Nic mnie nie zaskoczyło. Obecnie następuje tylko przyspieszenie procesów, które opisałem. A są to: większy udział mężczyzn z klasy średniej w opiece nad dziećmi, kłopoty kobiet ze znalezieniem partnera związane z ich lepszą pozycją na rynku pracy i wykształceniem, pojawianie się dzieci w coraz większej liczbie układów niebędących małżeństwami. Wszystkie te procesy obserwowano w różnych państwach, w tym w Polsce. Współcześnie ulegają one przyspieszeniu. Pojawia się również, wzmacnianie się transferów międzypokoleniowych z uwagi na trudny moment wejścia w dorosłość. Nie nastąpiły więc żadne przewartościowania, które by te procesy zdezaktualizowały.



Czy w takim razie przewiduje pan, że procesy ewolucji rodziny, redefiniowania jej znaczenia w życiu jednostki będą dalej szły w tym samym kierunku?


– Patrząc na parametry dzisiejszego młodego pokolenia i na socjologiczne badania nad młodymi ludźmi prowadzone od 2016 roku, widzimy coraz silniejsze nakierowanie na Ja i pewną okołolewicową progresywność kobiet. Myślę, że będziemy coraz silniej szli w procesy rozdrobnienia w zakresie stylów życia i sposobów realizacji potrzeb seksualnych czy emocjonalnych. Pojawi się też w młodych ludziach poczucie frustracji. Mężczyźni, zwłaszcza ci z klasy ludowej, którzy i tak mają mały udział w procesie budowania związków, będą coraz łatwiej wypadać z rynku z uwagi na brak zasobów czy parametrów, które kobietom odpowiadają. W następnych latach przewiduję więc świat jeszcze bardziej rozdrobniony. Ale zachowa się również pewna pula ludzi, dla których wspólnota rodzinna będzie jedyną trwałą wartością w tym pokawałkowanym, nieprzewidywalnym i pełnym katastrof świecie.



Wzmocnieniu może ulec także lęk przed zakładaniem rodziny w obliczu postępującej katastrofy klimatycznej.


– Kiedy dziesięć lat temu zmuszałem swoich studentów do eksperymentu myślowego i pytałem, dlaczego tak intensywnie się rozmnażamy i czy tylu ludzi na świecie jest rzeczywiście potrzebnych, spotykałem się ze zdziwieniem. Dziś takie pytanie i myślenie, że może jest nas za dużo, jest już normą. Ludzie zaczynają dostrzegać, że stanowimy problem, a nie rozwiązanie.


Czytaj także: Jedni rozpaczają z błahych powodów, drugich nie złamie nawet tragedia. Dlaczego tak się różnimy?


Tomasz Szlendak – socjolog, profesor i dyrektor Szkoły Doktorskiej Nauk Społecznych na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. Zajmuje się badaniem przemian relacji między płciami, przemian obyczajów i praktyk kulturalnych. Ostatnio opublikował „Nowe praktyki kulturowe Polaków. Megaceremoniały i subświaty” (z Krzysztofem Olechnickim)


Kama Wojtkiewicz – dziennikarka, redaktorka i autorka podcastu „Sznurowadła myśli”. Z wykształcenia prawniczka i skrzypaczka. Absolwentka prawa na King’s College London i studentka psychologii na Uniwersytecie SWPS w Warszawie, www.kamawojtkiewicz.com



Source link

Leave a Reply

Your email address will not be published.