Politics

Tak wygląda sprawiedliwość w Polsce. Ma prawie sto zarzutów, dalej pracuje jako prawnik – Wprost



Pożyczka – początek kłopotów


Problemy pani Jolanty zaczęły się od pożyczki, którą zaciągnęła na remont domu. – Pożyczkę, jak się potem okazało, zaciągnęłam od lichwiarzy. Mieli nam pomóc, wzięliśmy od nich 25 tysięcy, aby spłacić długi i wyremontować dach i wykonać inne drobne prace – opowiada Jolanta Misztal w rozmowie z Uwagą! TVN.


Transakcja pożyczkowa odbyła się w kancelarii notarialnej. – Nie wiedzieliśmy, co podpisujemy. Cała wizyta u notariusza trwała 15 minut. Dokumenty były przygotowane już wcześniej, notariusz poprosił tylko o podpis. Wiedzieliśmy, że to umowa o pożyczkę, ale o tym, że jest w niej pełnomocnictwo do sprzedaży mojej nieruchomości, nie wiedzieliśmy – przekonuje pani Jolanta.


Pożyczki, takie jak ta pani Jolanty zawierane były zazwyczaj na trzy bądź sześć miesięcy, a oprocentowanie wynosiło zazwyczaj 1 procent w skali dnia, czyli 365 procent w skali roku. W ten sposób pożyczający wpadali w spiralę długów, a gdy tylko spóźnili się, choć o dzień z terminem spłaty, lichwiarze sprzedawali ich nieruchomość. Często podstawionym osobom.

Uwaga! TVN: Zaufałam mu i to był mój błąd


– Notariusz nie odczytał nam aktu notarialnego, nie poinformował nas o zapisach. Zaufałam mu i to był mój błąd – przyznaje Misztal. Umowa pożyczki, jak się szybko okazało, była początkiem dramatu rodziny pani Jolanty. – Po pół roku dokonano przeniesienia własności, sprzedano mój dom. Straszono mnie, musiałam uciekać z dziećmi z domu w tydzień. Mąż nie wytrzymał psychicznie, popełnił samobójstwo – wyznaje kobieta.


Przez 14 lat pani Jolanta tułała się po Śląsku, wynajmując kolejne mieszkania. Po wielu latach, sąd w końcu uznał, że dom jest jej własnością, a umowy podpisane u notariusza nieważne. Nie oznacza to jednak, że kobieta może wrócić do domu. Od 14 lat mieszka w nim, bowiem mężczyzna, który dom odkupił od lichwiarzy i nie zamierza się wyprowadzić.


– Jestem prawowitym właścicielem tego domu, ale nie mogę do niego wejść. Takie mamy prawo w Polsce. On jest posiadaczem i ma prawo mnie nie wpuścić. Mówiłam mu, że straciłam ten dom za 25 tysięcy złotych, ale on mnie nie wpuszcza do środka – mówi pani Jolanta.


Mężczyzna za wyprowadzenie się z domu pani Jolanty żąda 400 tysięcy złotych. Na tyle bowiem biegli wycenili nakłady, jakie miał ponieść na remont. Biegli zdecydowali też, że musi zapłacić około 170 tysięcy za bezumowne użytkowanie domu, określając koszt użytkowania na tysiąc złotych za każdy miesiąc przez ponad 14 lat. Pani Jolanta się z tą wyceną nie zgadza. Będzie wnioskowała do sądu o sporządzenie nowych ekspertyz.


– Jedna strona twierdzi, że poniosła koszty w wysokości 400 tysięcy złotych, czyli zapewne liczone były po cenach rynkowych, więc sprawiedliwie by było kierować się także stawkami rynkowymi w przypadku tej pani. Czyli zacząć od stawki 1000 złotych za wynajem tego domu miesięcznie w 2008, do 3500 złotych miesięcznie obecnie – podkreśla dr Adam Polko z Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach.

Prawie sto zarzutów dla notariusza


Dziesiątki oszukanych ludzi, takich jak pani Jolanta zawiadomiły prokuraturę, o oszustwach, do jakich dochodzić miało, według nich w kancelarii notarialnej Ryszarda R. Prokuratura postawiła notariuszowi prawie sto zarzutów karnych. Jednocześnie prokurator Jacek Pańczyk z gliwickiej prokuratury zainicjował dziesiątki spraw cywilnych, kwestionując czynności prawne, do jakich dochodziło w kancelarii notariusza.


– Sprawą tego notariusza zajmuje się od 10 lat, przez ten czas przewinęły się już dziesiątki poszkodowanych. Prokuratura Okręgowa w Gliwicach sporządziła już dziesiątki pozwów, które doprowadziły do unieważnienia 51 aktów prawnych, sporządzonych przez tego notariusza – wylicza Jacek Pańczyk z Prokuratury Okręgowej w Gliwicach.


Mimo prawie stu zarzutów karnych oraz tego, że ponad pięćdziesiąt czynności prawnych sąd uznał za niezgodne z przepisami, notariusz cały czas prowadzi kancelarię. – Te czynności prawne były nieuczciwe. Ludzie tracili dorobek życia. Za pożyczone 25 tysięcy tracili nieruchomość wartą 200 000 w kilka miesięcy. Notariusz powinien być gwarantem uczciwości umowy – podkreśla prokurator Pańczyk.

„Mogę jedynie współczuć’


Kiedy kilka lat temu prokuratura skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko notariuszowi, Izba Notarialna w Katowicach wszczęła postępowanie dyscyplinarne. Jednak z uwagi na fakt przedawnienia zarzutów, postępowanie zostało zawieszone do czasu zakończenia sprawy w sądzie, a ta nadal się toczy. – Mogę jedynie współczuć tym osobom, natomiast z punktu widzenia samorządu, rady izby notarialnej nie jesteśmy podjąć dalszych kroków, ponad te, które zostały już podjęte – komentuje w rozmowie z Uwagą! TVN Wojciech Małachowski, prezes Izby Notarialnej w Katowicach.


Dzięki działaniom prokuratury, udało się odzyskać kilkanaście nieruchomości, a w jednym przypadku uzyskać odszkodowanie od notariusza. Niestety, nie wszyscy mieli tyle szczęścia. W przypadku jednej z rodzin – państwa Klytów, wszystkie czynności dokonane u notariusza, sąd uznał za bezprawne, ale jednocześnie uznał, że osoba kupująca ich dom, działała w dobrej wierze. Dom stracili bezpowrotnie. Pozostała im jedynie walka o odszkodowanie od notariusza.


– Trzeba podkreślić, że wszyscy pokrzywdzeni działali nierozsądnie, zawierając tego typu umowy pożyczki, ale z drugiej strony, te osoby przyszły do notariusza, który powszechnie uznawany jest za osobę zaufania publicznego, a czynność u niego podejmowana jest bezpieczna. Okazuje się, że jednak nie jest – mówi prokurator Jacek Pańczyk. – Muszę wierzyć w sprawiedliwość. Moim największym błędem było pójście do tego notariusza, bo jeśli on byłby uczciwy to do tego by nie doszło – uważa Jolanta Misztal.


Czytaj też:
Uwaga! TVN: Przeżył siedem miesięcy piekła, teraz przerwał milczenie. Urzędnicy są bezradni





Source link

Leave a Reply

Your email address will not be published.

close