Politics

Tęczowa noc. Zatrzymana po proteście w obronie Margot i osób LGBT+ dostanie 15 tys. zadośćuczynienia – Polityka



– Jestem zaangażowana w antyrządowe protesty od dawna. Byłam przekonana, że muszę wziąć udział również w tym. Poprosiłam starszą córę, aby pojechała z młodym do domu i powiedziałam, że jak się skończy blokada, to wrócę.


Razem z kilkudziesięcioma innymi osobami Angelika próbowała blokować wyjazd policyjnego wozu z Margot w środku. Bezskutecznie. Policja co chwila wyrywała kogoś z tłumu. Niektóre osoby od razu pakowano do radiowozów i wywożono w nieznanym kierunku.


Gdy funkcjonariusze „udrożnili” w ten sposób drogę dla radiowozu z Margot, Angelika i inni demonstranci udali się w stronę najbliższego komisariatu, gdzie przebywali inni zatrzymani. Wkrótce sami mieli do nich dołączyć.


Czytaj też: Gdy rząd obiecuje, że z całych sił zadba o nasze bezpieczeństwo, to bójmy się tych „sił”


– Skręciliśmy w boczną uliczkę i nagle, nie wiadomo skąd, z każdej strony wybiegli na nas policjanci. Przypuszczam, że mieli taki plan, żeby nas zatrzymać jak już będzie po wszystkim. Od razu za policją przybiegli dziennikarze TVN-u. Dzięki ich nagraniom wiadomo, że te zatrzymania były nielegalne, bo nie widać na nich absolutnie żadnej agresji ze strony demonstrantów.


Angelika i trzech innych protestujących dobrowolnie weszli do radiowozu, licząc, że zostaną spisani i puszczeni wolno. Okazało się, że jadą na komendę.


– Do głowy by mi nie przyszło, że łapią nas po to, aby nas zamknąć – relacjonuje. – Już w radiowozie kazali nam powyłączać telefony i odmawiali jakiejkolwiek informacji. Gdy wjechaliśmy przed komendą na Zakroczymskiej, zobaczyłam przed budynkiem znajomego i krzyknęłam, że jestem w środku. Miałam nadzieję, że jak rozniesie się wieść, że nas zawinęli, to ktoś zaopiekuje się dziećmi.



„Jeśli nastąpi zgon, to nie z naszej winy”


Jednak po „łapance” na Krakowskim Przedmieściu w komisariacie na Zakroczymskiej nie było już wolnych miejsc. Angelikę zakuto więc w kajdanki – choć nie stawiała oporu – i przewieziono do innego komisariatu, na Żytnią.


– Okazało się, że policjanci tam nie potrafili wypełnić najprostszego kwitka. Tłumaczyli się, że są po trzymiesięcznej szkółce, to ich pierwsza akcja i oni się uczą. To było nawet zabawne gdzieś tak do 1 w nocy, gdy zaczęłam się źle czuć i zgłosiłam, że potrzebuję pomocy medycznej. Noc była upalna, ja jestem cukrzykiem, byłam wciąż skuta, bez dostępu do wody, jedzenia leków.


Czytaj też: „Wyrzucają go na klatkę w samych majtkach, dalej okładają”. Dlaczego w czasie interwencji policji giną ludzie?


Na pomoc musiała poczekać kolejne dwie godziny. Dopiero nad ranem przewieziono ją na Szpitalny Oddział Ratunkowy, gdzie po kolejnych kilku godzinach czekania lekarz wypisał dla niej leki i wydał zgodę na osadzenie.


Po powrocie na komendę Angelika była tak wykończona, że zaczęła tracić przytomność. Jedna z funkcjonariuszek, przerażona całą sytuacją, zaczęła nagrywać ją telefonem, „aby mieć dowód, że jeśli nastąpi zgon, to nie z jej winy”.


Ostatecznie po południu, kilkanaście godzin po zatrzymaniu przez policję, została osadzona. Na wolność wyszła po 21 godzinach od zatrzymania, z zarzutami „udziału w nielegalnym zbiegowisku”.



15 tys. zadośćuczynienia za trzy miesiące leczenia


Zatrzymanie Angeliki fatalnie wpłynęło na jej psychikę. Po wypuszczeniu przez trzy miesiące leczyła się psychiatrycznie, w tym czasie była niezdolna do pracy (traumę spowodowaną zatrzymaniem potwierdził sąd). Miała problemy z wychodzeniem z domu, sam widok policjantów wywoływał ataki panik, miała problemy z zasypianiem.


Ucierpiała także fizycznie.


– Ponieważ mój organizm nie produkuje insuliny, po „odebraniu mu” cukru i insuliny na 24 godziny wszystko się rozregulowało. Potrzebowałam dwóch miesięcy, by dojść z glikemią do ładu.


Już w styczniu 2021 r. sąd uznał, że zatrzymanie Angeliki było „nielegalne, bezzasadne i nieprawidłowe”. Była to podstawa do sprawy o zadośćuczynienie, którą złożyła pełnomocniczka kobiety, mec. Eliza Rutynowska.


Sąd Okręgowy w Warszawie przychylił się do wniosku o zadośćuczynienie 17 lutego 2022 roku. Stwierdził, że skarb państwa musi wypłacić Angelice 15 tys. zł. Co więcej, stwierdził nawet, że gdyby tylko nie był zobowiązany wnioskiem powódki, równie dobrze uznałby kwotę wyższą.



„Mam nazwisko tego człowieka na protokole”


Mecenas Rutynowska zwraca uwagę, że w poprzednich sprawach dotyczących nielegalnych zatrzymań jeden z funkcjonariuszy wprost przyznał, że policjanci „otrzymali polecenie zatrzymania wszystkich osób oznakowanych barwami LGBT+, niezależnie od tego, w jaki sposób się zachowywali” (zeznania policjanta opisał m.in. portal OKO.press).


– Osoba zaangażowana w pokojowy protest została zgarnięta na ulicy przez funkcjonariuszy policji, którzy mieli odgórne polecenie przeprowadzenia „łapanki” – mówi prawniczka. – To rażący przykład nadużycia instytucji zatrzymania wobec osoby, wobec której nie było podstaw do zastosowania tego najdalej idącego środka.


Czytaj też: Skąd brutalność policji? Kaczyński czuje, że jego władza słabnie


Rutynowska za skandaliczne uważa też zachowanie prokuratury, która – aby uzasadnić łapankę – postawiła zatrzymanym zarzuty udziału w nielegalnym zbiegowisku.


– Tylko że cechą tego rodzaju czynów jest to, że uczestnicy takiego zbiegowiska „wspólnymi siłami dopuszczają się zamachu na osobę lub mienie”. Tu żadnej agresji nie było. Ostatecznie prokuratura nie podjęła wobec mojej klientki żadnych działań, co wskazuje, że te zarzuty były po prostu wyssane z palca.


Angelika mówi, że dla niej walka o sprawiedliwość się nie skończyła. Teraz będzie domagać się, by przed sądem postawić policjanta, który doprowadził do jej zatrzymania.


– Mam nazwisko tego człowieka na protokole. Mógł odmówić wykonania rozkazu, nie zrobił tego. Teraz za to odpowie – zapowiada.



Source link

Leave a Reply

Your email address will not be published.

close