Politics

Walczą z plagą pluskiew. „Mąż ma nawrót choroby nowotworowej” – Wprost




– Ugryzły mnie w kolano, twarz i plecy. Wszystko mnie swędziało – opowiada córka pani Małgorzaty. – Na ciele wyskakują wtedy bąbelki, swędzące. Jeżeli to drapiemy, robią się rany i bolące strupy – mówi pani Małgorzata. – Codziennie dezynfekujemy łóżka, psikamy się i zmieniamy pościel – dodaje córka kobiety.


Jolanta Gołąb mieszka z mężem w tej samej kamienicy od ponad 30 lat. – Nigdy nie było tutaj żadnego robactwa. Ale jak zaczęli wprowadzać się nowi lokatorzy pod nami, zaczęli robić remont na pierwszym piętrze i na parterze… zaczęło przychodzić jakieś robactwo – wskazuje kobieta. – Mężowi pogorszyło się zdrowie, nastąpił nawrót choroby i od nowa musi dostawać chemię. To nawrót raka, bo mąż miał raka krtani i dwa lata temu miał usuniętą krtań. Wszystko było dobrze, aż do tego czasu – ubolewa pani Jolanta.

Konieczna jest pełna dezynsekcja


Pluskwy to insekty, które żywią się krwią zwierząt i ludzi. Na żer wychodzą w nocy. Specjalista od dezynsekcji potwierdził, że w mieszkaniu pani Małgorzaty występuje problem z pluskwami, wykluczył jednak, by to u niej znajdowało się gniazdo tych owadów.


– Rozwiązaniem tej sytuacji jest zrobić dwa albo trzy cykle. Muszą to zrobić wszyscy lokatorzy, dotyczy to też części wspólnej. I wtedy da to efekty – wskazuje Eugeniusz Napieraj z Be-Insekt.


O sprawę dziennikarze Uwagi! TVN zapytali Jolantę Baranowską z Urzędu Miasta Łodzi, który zarządza częścią lokali. – Dwukrotnie zrobiliśmy dezynfekcje w tych lokalach. Ale niestety ten problem nie kończy się na drzwiach tych mieszkań, pozostają prywatne lokale, w których być może też jest problem. Jeżeli pojawia się on w dziewięciu lokalach, które należą do miasta, to dlaczego miałoby go nie być w innych mieszkaniach – prywatnych, szczególnie, że problem po dwóch dezynfekcjach wrócił – mówi urzędniczka. I zaznacza: – Nie mamy wpływu i możliwości prowadzenia dezynfekcji, czy wejścia do prywatnych mieszkań.

Uwaga! TVN: Co na to wspólnota?


Zdecydowana większość mieszkań w kamienicy należy do prywatnych właścicieli, tworzących wspólnotę mieszkaniową. Wspólnota administruje również częściami wspólnymi budynku. Po zapoznaniu się ze sprawą, sanepid zalecił wspólnocie dezynsekcję wszystkich lokali i części wspólnych.


– Tylko pojedynczy mieszkańcy zgodzili się na nią – wskazuje pani Małgorzata. I dodaje: – Monitorowałam firmę, która przyjechała. Nie było robionych części wspólnych – suszarnie, piwnice, bramy, czy klatki – żadne z tych miejsc nie było dezynfekowane.


– U mnie nie było dezynsekcji, bo nie było takiej potrzeby. Nie zgodziłam się, bo mąż ma białaczkę, mam też dwa psy – usłyszeli reporterzy od jednej z mieszkanek. – Nie wpuściłem ich, bo nie mam żadnych pluskiew w domu. W tej klatce też nie. Tylko u tej pani w domu są pluskwy. Nie mam nic więcej do powiedzenia – oświadczył inny mieszkaniec.


Jedna z mieszkanek, która zgodziła się na dezynsekcję, ma przypuszczenia, dlaczego część sąsiadów odmawia jej przeprowadzenia. – Ludzie się wstydzą, nie chcą nic powiedzieć, że mają problem, bo to jest wstyd. Myślą, że wiąże się to z brudem – sugeruje Żaneta Sobolewska. – To jest takie myślenie, a w rzeczywistości jest całkowicie odwrotnie. One idą tam, gdzie jest czysto, gdzie są lepsze warunki do bytowania – podkreśla pani Małgorzata. Kobieta zgromadziła mnóstwo środków, by pozbyć się problemu.

Jak dużo pieniędzy pochłonęła już walka z pluskwami?


– Mam na przykład kredę owadobójczą, którą robi się kręgi wokół materacy czy łóżek – rysuje się dwie, trzy linie i jest to blokada. Niestety, pluskwy są cwańsze, bo wchodzą na sufit i spadają z góry – opowiada Jankowska. – Około 35-40 tys. zł – przyznaje kobieta.


W trakcie realizacji reportażu w kamienicy pojawili się przedstawiciele firmy zarządzającej nią. – Nie mamy sobie nic do zarzucenia. Wszystko, co mogliśmy, zrobiliśmy. Wszystko zostało wykonane – stwierdził przedstawiciel firmy.


Jednak część mieszkańców ma zastrzeżenia do dotychczasowych dezynsekcji.

– Byłam na miejscu, jak było to robione. Pan był pięć minut u jednej sąsiadki, a wydaje mi się, że pięć minut to jest zbyt mało. I u mnie w mieszkaniu również był pięć minut – mówi Żaneta Sobolewska. – Klatka schodowa, czy strych albo piwnice nie były psikane. Wiem, bo schodziłam zaraz za tym panem. A nie pierwszy raz mam do czynienia z pluskwami, bo były w mieszkaniu, które wcześniej wynajmowałam. Wiem, jak powinien wyglądać oprysk, preparat zostawia ślady na podłodze. A tu nic, kompletnie nie było na klatce schodowej – dodaje.


Dziennikarze Uwagi! TVN zapytali czy sanepid może wyegzekwować wykonanie dezynsekcji we wszystkich lokalach? – Nie mogę zmusić lokatora, który twierdzi, że nie ma problemu z pluskwami, żeby otworzył mieszkanie i udostępnił je do dezynsekcji – mówi Urszula Jędrzejczyk, powiatowy inspektor sanitarny w Łodzi.

Jakie będą dalsze kroki sanepidu?


– Wczoraj przeprowadziliśmy kolejną kontrolę. Zrobiliśmy ją pod państwa wpływem, ponieważ chcieliśmy dowiedzieć się, na jakim etapie jest sprawa. Wtedy usłyszeliśmy od lokatorki, że ma duże zastrzeżenia do robionej ostatnio dezynsekcji. W związku z tym doszliśmy do wniosku, że będzie przeprowadzona jeszcze jedna dezynsekcja. Zażyczyliśmy sobie, żeby pracownicy inspekcji sanitarnej mogli w tym uczestniczyć, żeby nie było zarzutów, że pracownik firmy nie wszedł na przykład na strych czy do piwnicy. Będzie robione to pod naszym okiem i zobaczymy, jakie będą efekty – kwituje Jędrzejczyk.


Czytaj też:
Uwaga! TVN: Kupili wymarzone mieszkania. Rzeczywistość okazała się brutalna





Source link

Leave a Reply

Your email address will not be published.