Politics

Wojna w Ukrainie. Jak się żyje w schronie? Relacja z kijowskiego schronu – Społeczeństwo



W Mariupolu schronem stał się teatr. W Kijowie wykorzystuje się siłownie i studia, w których jeszcze niedawno nagrywało się muzykę, kręciło teledyski.


– Dużo jest bunkrów w nieoczywistych miejscach. Sporo jest schronów prywatnych – opowiada Sebastian Płocharski, filmowiec, dokumentalista, który jest w stolicy Ukrainy i odkąd wybuchła wojna, zdążył być w kilku „prywatnych” schronach.


– To miejsca w podziemiach, które ludzie – oddolnie – sobie zorganizowali, wyposażyli, wypełnili żywnością.


Bunkry prywatne są wygodne: z łazienką, kuchnią, telewizorem.


Choć nazywa się je prywatnymi, nie działają na zasadzie: skoro ja to zrobiłem, będą tu przebywać tylko moi bliscy i znajomi. Przyjmuje się tyle osób, ile się zmieści. Jedni przychodzą tylko na czas alarmu bombowego, inni tak się boją ostrzału, że od pierwszego dnia wojny siedzą w podziemiu, nie wychodzą.


Życiem w kijowskim bunkrze, który został urządzony w studiu filmowym kieruje Igor – reżyser. Bunkrem zrobionym ze studia muzycznego zawiaduje poeta, Pavel.


Obydwaj mają w bunkrach – poza miejscowymi – osoby ewakuowane z bombardowanych miast wokół Kijowa.


Ci z ewakuacji są w różnych stanach – jedni potrafią o tym, co widzieli, opowiadać. Inni milczą.



36 godzin bez przerwy


Gdy nasilił się ostrzał Kijowa, mer Witalij Kliczko wydał zarządzenie: nie wychodzić na ulice. Zakaz obowiązywał od wtorkowego wieczoru do czwartkowego rana: 36 godzin.


Siedzieli wszyscy pochowani, gdzie komu udało się schować.


Sebastianowi udało się w dawnym studiu muzycznym.


– Pierwszego dnia obudziłem się o 10 rano, ale byłem pewien, że jest piąta. Ciemność w bunkrze całkowicie uniemożliwia ocenę, czy jest dzień, czy noc – mówi Sebastian. Ściany tak tam izolują od dźwięków z zewnątrz, że nie wiadomo, co robią Rosjanie. Bombardują? Czy dali spokój?


Zasięg raz jest, za chwilę nie ma. Jak jest Wi–Fi, od razu wyskakują złe wiadomości: okupanci zbombardowali kolejne domy Od początku wojny okupant celuje w bloki, szkoły, trafił w 117 szpitali i kilkadziesiąt karetek.


– Już nie mówi się: „żołnierze”, „Rosjanie”. Tylko „okupanci”. W Ukraińcach nie ma już tej postawy, która była na początku wojny, żeby brać Rosjan do niewoli, pozwalać im dzwonić do mamy, nawet trochę współczuć, że zostali tu przysłani. Opowiadali, że nie wiedzieli, gdzie jadą i po co. Teraz już myśli się: ząb za ząb. Zabijających zabijać. Zniszczyć! Zmiażdżyć! Zetrzeć! Nie ma już mowy o tym, żeby ich pojmać i zostawić przy życiu – mówi Sebastian. – Już za dużo się stało, za wiele widzieli.


W dniu, w którym do Kijowa – specjalnym pociągiem – przyjeżdża premier Czech, Słowenii, a z Polski – poza premierem, wicepremier Kaczyński – Sebastian rozpytuje ludzi, co o tym sądzą. Taksówkarz twierdzi, że oczywiście, słyszał o przyjeździe. Reszta – a pyta ludzi w różnym wieku, różnych zawodów – nie za bardzo kojarzy, o co chodzi. Wiadomość o przyjeździe kilku polityków mignęła wśród innych wiadomości. – Symboliczne gesty miały wagę na początku wojny. Gdy w pierwszych dniach wojny był ostrzał i trafiłem do schronu, wszyscy komentowali to, że Robert Lewandowski na mecz ligowy Bayernu Monachium wyszedł z niebiesko–żółtą opaską. To, że zagrał mając na ramieniu flagę Ukrainy, „zrobiło” tu ludziom dzień – opowiada Sebastian.


Przyjazd premierów nie zrobił. – Ludzie już za dużo na tej wojnie zobaczyli, by się cieszyć z gestów. Zresztą wiadomość o geście żyje krótko, bo zaraz są wiadomości takie: w Czernihowie zastrzelono 10 osób stojących w kolejce po chleb. W Mariupolu zbombardowany został teatr, w którym skryła się ludność po tym, jak zbombardowane zostały ich domy. Rosjan nie powstrzymały nawet wielkie, dobrze widoczne napisy wokół teatru informujące, że w tym miejscu są dzieci.


Rosjanie od początku zachowują się tak, jakby chcieli unicestwić miasto wraz z mieszkańcami: bombardowanie, oblężenie, odcięcie od wody, jedzenia, prądu, ogrzewania.



Za brudna na gwałt


– Jak jesteś w schronie starasz się nie myśleć o tym, że zbombardują to miejsce i gruz zawali wejście. Mimo to czujesz się, jak zwierzę w pułapce – mówi Sebastian. – Nawet jeśli w bunkrze masz, tak, jak w naszym, wszystko, co potrzebne do życia, nawet jeśli wszyscy – tak jak u nas – są mili, życzliwi, jeden drugiemu pomaga, to przecież wiesz, z jakiego powodu znalazłeś się w bunkrze.


W tym, do którego Sebastian trafił ostatnio, była – obok młodych, dwudziestoparoletnich dziewczyn – 70-latka. Obok artystycznych dusz – urzędniczka miejska. Obok Eleny, która ledwie przeżyła atak Rosjan na Hostomel – Rosjanka. Początkowo ludzie w bunkrze byli przekonani, że to Ukrainka, bo tak samo, jak oni, wściekała się na okupanta. Później okazało się, że ona z Moskwy. Fotografka, laureatka World Press Photo, dziennikarka, aktywistka – Victoria Ivleva. Kiedyś jej macierzystą redakcją była niezależna „Nowaja Gazieta”, której szef Dmitrij Muratow dostał w ubiegłym roku Pokojową Nagrodę Nobla za działania na rzecz ochrony wolności słowa. Teraz „Nowaja Gazieta” nie wspomina o wojnie w Ukrainie. Na żądanie prokuratury generalnej usuwa zwroty: „wojna”, „agresja”, „inwazja”…


Victoria Ivleva siedzi w schronie prowadzonym przez kijowskiego poetę. Obserwowana na Facebooku przez niemal 37 tysięcy osób wrzuca zdjęcie: ona, w schronie, na jednym materacu z Eleną ze zbombardowanego Hostomela.


Prosi ludzi z Ukrainy, żeby odezwali się do niej, którzy też siedzą zamknięci z powodu ostrzału. Opisują jej, jak się próbują chronić. Tania w piwnica domu, z sześcioma kotami i dwoma psami. „Jesteśmy w pobliżu stosunkowo ważnych obiektów (lotnisko, jednostka wojskowa, pole śmigłowców, autostrada)… pod krzyżowym ogniem… Prawie zapomniałam spać”… Anzhela pisze, że wojna zmusiła ją do chodzenia na siłownię – właśnie tam zrobili sobie schron. Nataly pisze o mamie, która jako dziecko przeżyła oblężenie Leningradu, teraz śpi w korytarzu przy ścianie nośnej. Tatiana z dzielnicy Obolon, gdzie często są ataki, ma mieszkanie jednopokojowe, schować się można jedynie w korytarzu. „Nie chodzimy do schronu w metrze, bo daleko, z trzema kotami tam nie dotrzemy. Jeszcze straszniej zejść do piwnicy, jeśli 16-piętrowy budynek się zawali, to nas tam pochowają żywcem!” Rimma, młoda, piękna dziewczyna o długich włosach, opisuje, jak podczas najazdu Rosjan na Buczę, pierwsze sześć dni próbowała przetrwać chowając się w łazience, w końcu jednak zrobiło się tak groźnie, że zdecydowała się zejść do schronu. W schronie 120 osób, kran z wodą, brak toalety. W ciągu dnia można było spróbować dostać się do toalety na pierwszym piętrze, w nocy wszyscy używali wiader. Bombardowania były tak silne, że ściany drżały. Drugiego dnia zniknął zasięg i nie można było z nikim z zewnątrz się skontaktować. Wyłączone zostało ogrzewanie, zbombardowana wieża ciśnień, więc szybko wysechł kran z wodą. Tego samego dnia wyłączyli prąd.


Gdy po wielu dniach w końcu mogli się stamtąd ewakuować, to trzymała się nadziei, że skoro jest brudna i śmierdzi, rosyjscy żołnierze, których mija nie wyciągną po nią rąk i nie zgwałcą. Słyszała o przypadkach gwałtów tak brutalnych, że kobiety nie przeżywały.


Victoria Ivleva na Facebooku do Rosjan: „Jesteście bestiami i bezwzględnymi mordercami, moi rodacy!” „Wszyscy jesteście przestępcami”.


W kijowskim schronie u poety Pavla czasami ktoś proponuje, żeby na moment zapomnieć o wojnie i sobie coś zaśpiewać. Ale ktoś inny na to, że lepiej poćwiczyć posługiwanie się kałasznikowem. Składanie i rozkładanie broni, załadowanie magazynka.


Czytaj również: „Gdy wolontariusze widzą dziecko, dodają dwa cukierki. Ale ten gest dzieci nie rozwesela”. Codziennik wojenny z Kijowa


***


*Sebastian Płocharski – fotograf, filmowiec, autor projektu MakeCofeeNotWar, od 2014 roku dokumentował wojnę w Donbasie. Jesienią 2020 roku podróżował samotnie, na rowerze, wzdłuż strefy wojennej – tak zwanej linii rozgraniczenia pomiędzy Ukrainą, a Ługańską Republiką Ludową i Doniecką Republiką Ludową. Pokonał 800 km, robiąc zdjęcia napotkanym uczestnikom wojny. Wystawę, na której je pokazał, nazwał „The Pink Roder – Linia Rozgraniczenia. Przedśmiertne Portrety”. Gdy 24 lutego Rosja przypuściła atak na Ukrainę, chciał dostać się tam, gdzie są teraz bohaterowie jego dokumentów, sprawdzić, co się z nimi dzieje. Na razie jest w Kijowie.



Source link

Leave a Reply

Your email address will not be published.

close