Politics

Wojna w Ukrainie. Papież Franciszek wobec ataku Putina na Ukrainę – Opinie




Watykan nie potępia inwazji Rosji


Papież Franciszek, który pełni swoją funkcję od 13 marca 2013 roku, w dużym stopniu te diagnozy potwierdzał. Dał zielone światło do zmian, których filarem miała być synodalność i ubóstwo. Jednak nawet Faggiolo załamuje ręce, widząc, w jaki sposób Franciszek reaguje na wojnę rozpętaną 24 lutego przez Władimira Putina. Nie potrafi znaleźć usprawiedliwienia, dlaczego Franciszek nie nazywa rzeczy po imieniu, dlaczego nie stać go na potępienie agresora i wzięcie w obronę ofiar. Mówi o wojnie Putina, jakby rozgrywała się na Marsie.


To wręcz niepojęte, że partnerem do dyskusji o pokoju jest dla Franciszka patriarcha moskiewski Cyryl. Kreujący się na przywódcę duchowego cynik z zegarkiem na ręce za 35 tysięcy euro, grzejący się w pałacu nad Morzem Czarnym, mający do dyspozycji jacht za 4 miliony euro z salą kinową i królewską sypialnią, który podarował mu Putin. Do rozmowy między głowami kościołów doszło trzy tygodnie po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji na Ukrainę, którą ten lizus Putina afirmował, upatrując w wojnie niemal realizacji bożego planu. Jako główny temat rozmowy wymieniono wojnę na Ukrainie i „rolę chrześcijan oraz ich pasterzy w uczynieniu wszystkiego, by przeważył pokój.”


Jaki sens miała ta dyskusja? Nie tylko nie potrafimy takiego dostrzec, ale wydaje nam się, że Franciszek wpisuje się swoim postępowaniem w zastęp użytecznych idiotów Putina, którzy wręcz usprawiedliwiają tę agresję. Musimy też postawić pytanie, jak w tej sytuacji czują się ukraińscy katolicy, dla których to właśnie partner „dialogu” Franciszka jest głównym ideologiem Putina usprawiedliwiającym tę wojnę.



Czy papież Franciszek potępi Putina?


Dla Faggiolo sprawa jest jasna. Jak zauważył w rozmowie z Bartoszem Chlebowiczem dla „Gazety Wyborczej”, w oświadczeniach Watykanu nie było dotąd żadnej oficjalnej wzmianki o prawach ukraińskiego narodu. Dlaczego? Przecież nawet w kompendium nauki społecznej Kościoła katolickiego naród ma „niezbywalne prawo do istnienia” oraz prawo do „własnego języka i kultury, poprzez które wyraża i wzmacnia swoją fundamentalną duchową »suwerenność«”.


Dodaje też, że: „Papież i Watykan nie wymieniają w swym potępieniu Rosji i Władimira Putina z nazwiska z wielu powodów: by uniknąć ujmowania wojny w perspektywie wyznaniowej, by nie dać Putinowi motywu do zjednoczenia wokół siebie rosyjskich nacjonalistów prawosławnych, a także by chronić wspólnotę katolicką w Federacji Rosyjskiej. Jest to frustrujące, ale zrozumiałe.”


Otóż dla nas nie jest to zrozumiałe. A nawet więcej. Ta wstrzemięźliwość Franciszka obraca się przeciwko niemu, a jego słowa stają się pustą retoryką, która tylko ośmiela rosyjskich agresorów do większej brutalności. Co więcej, sam Putin nie waha się używać Biblii dla uzasadnienia agresji na Ukrainę. Ostatnio, odnosząc się do ofiar ponoszonych przez rosyjskie wojsko, zacytował bowiem słowa z Ewangelii św. Jana: „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich”. Włoski teolog i biskup z diecezji Chieti-Vasto Bruno Forte uznał to za bluźnierstwo, dodając, że usprawiedliwianie agresji jest czystym szaleństwem. Ale przecież to właśnie szaleństwo było i jest od wieków spiritus movens zblatowania religii z tyranami.


Skoro nawet biskupi katoliccy to widzą, to dlaczego Franciszek nie dostrzega, że jego pseudodyplomacja wpisuje się w historię tragicznych kompromisów? Takich, które znamy już z historii, kiedy kierowana przez niego instytucja zawierała z faszystowskimi rządami Mussoliniego, Hitlera i wielu innymi. W Argentynie, rodzinnym kraju Franciszka, te flirty z wojskową juntą do dzisiaj odbijają się tamtejszemu Kościołowi czkawką. Co się stało, że Franciszek o tym zapomniał?


Jednak Franciszek nie przestaje zadziwiać.



Wojna w Ukrainie. Podejście Kościoła


W piątek 25 marca, w dniu katolickiego Święta Zwiastowania Pańskiego, Franciszek poświęcił Rosję i Ukrainę wraz z całym światem Niepokalanemu Sercu Maryi. Nie interesuje nas w tej chwili reakcja cerkwi moskiewskiej, nie pytamy też, czy był to gest fortunny czy nie. Już samo postawienie obok siebie agresora i ofiary budzi nasz niesmak. Takie modlitewne rozmywanie odpowiedzialności na pewno nie sprzyja rozumieniu tego, co się w Ukrainie dzieje. Choć oczywiście zdajemy sobie sprawę, że niedawny rozmówca papieża dostanie paliwo, a zarazem alibi, by jeszcze bardziej pomstować na Zachód i instytucje prawa międzynarodowego. Jesteśmy świadkami seppuku polityki międzynarodowej Watykanu.


9 marca patriarcha Moskwy i całej Rusi w kazaniu podczas nabożeństwa w moskiewskim soborze Chrystusa Zbawiciela grzmiał, że jednym z celów tej geopolityki jest osłabienie Rosji, która stała się silnym, naprawdę potężnym krajem: „To jest nikczemne i podłe, aby nastawiać naród przeciwko bratniemu narodowi dla realizacji geopolitycznych celów”.


Podobne akcenty znajdujemy w wielokrotnie komentowanym tekście samego Putina, który Kreml upublicznił w lipcu 2021 roku, a więc na kilka miesięcy przed agresją na Ukrainę. Nasuwa się wręcz podejrzenie, że władca Kremla jedynie szukał pretekstu by rozpętać kolejną wojnę, która wzmocniłaby jego pozycję w Rosji. Przecież nie od dziś kreuje się na następcę ni mniej, ni więcej, tylko świętego Włodzimierza, którego pomnik kazał przed kilku laty postawić na Kremlu. Swoją imperialną polityką i militarną agresją chce spełnić rojenia idelogów wielkomocarstwowej Rosji.


Nie tak dawno, bo 13 marca, w święto Triumfu Prawosławia, patriarcha Cyryl wręczył szefowi gwardii rosyjskiej Ikonę Matki Bożej, która ukazała się rosyjskim żołnierzom na samym początku I wojny światowej. Problem nadużywania symboli religijnych jest w kontekście naszych rozważań niezwykle istotny. To nie jest dobry moment, by do konfliktu militarnego dodawać rywalizację religijną o to, która Matka Boska jest bardziej święta.


Mówiąc krótko, papież Franciszek, który od początku pontyfikatu zadziwił świat swoim otwarciem na mniejszości religijne i seksualne, którego stać było na przyznanie się do popełnienia błędów, tym razem wyraźnie się zagubił. Nie jest żadnym usprawiedliwieniem, że zagubił się nie tylko on, ale i wielu politologów, którzy – jak chociażby John Mearsheimer – usprawiedliwiają agresję Putina racjami geopolitycznymi. Franciszek nie może przytoczyć dla swojego błędnego rozeznania żadnego sensownego argumentu.


Najwyższy czas, by i tym razem przyznał się do błędu.


Czytaj także: Kaczyński pojechał do Kijowa, żeby walczyć z Zachodem. Chodzi mu wyłącznie o władzę



Source link

Leave a Reply

Your email address will not be published.

close