Politics

Wojna w Ukrainie. Rosjanie w Polsce o swojej sytuacji w związku z wojną – Społeczeństwo



Mężczyzna podpowiada: – Może uciekli z kraju, bo są opozycjonistami, co oznacza w Rosji więzienie? Albo szukali lepszego życia? Czują się związani z Polską, bo mieli tu przodków? Wielu z nich pewnie jest przeciwnych wojnie. Za co zresztą też można już trafić za kraty.


Za Dimą stoi taka historia: dzieciństwo spędził w Dagestanie, republice należącej do Federacji Rosyjskiej. Mieszkał w stolicy Machaczkałce. Gdy był dzieckiem w pobliskiej Czeczenii trwała wojna między Rosją a separatystami czeczeńskimi. W jego okolicach też odbywały się działania wojskowe, nie było bezpiecznie.


Jako 7-latek razem z rodziną emigrował do Ukrainy. Jednak w związku z tym, że dużo osób z jego rodziny mieszka w Krasnodarze, blisko granicy z Ukrainą, to często jeździł do Rosji. – Aż wyjechałem na zachód kraju na studia, poznałem swojego obecnego chłopaka i potem w 2013 roku przenieśliśmy się do Polski – opowiada.



Rosjanie w Polsce. Kryzys tożsamości


W każdym z tych krajów, spędził mniej więcej po 10 lat. Z każdym czuje się związany. To, że ma obywatelstwo rosyjskie i mówi „jestem Rosjaninem”, nie znaczy, że identyfikuje się tylko z Rosją. Wspiera Ukrainę, ma tam znajomych, jego partner jest Ukraińcem. Od czasu agresji rosyjskich wojsk mało spał, prawie nie jadł, ma trudności z zebraniem myśli. Czuje się, jakby przechodził kryzys tożsamości.


Nie chce, by ktokolwiek się nad nim z tego powodu użalał. Mówi, że jego przeżycia to nic, teraz piekło przechodzą Ukraińcy. Chce tylko pokazać, jak skomplikowane mogą być życiowe sytuacje Rosjan.


W tych historiach nie brakuje rodzin, które podzieliły się przez wojnę. Członkowie mają diametralnie różne poglądy na działalność Putina i agresję Rosji. Tak jest i u Dimy. Odciął się od swoich bliskich.


– Po 2014 roku i zajęciu Krymu, milczeliśmy nad tematem. Teraz nie da się tego ominąć. Dzwoniłem, próbowałem tłumaczyć. Ale słyszę tylko, że żyję w sprzedanej Amerykanom Polsce i teraz Ukraina też próbowała się sprzedać, więc Rosja broni się przed zagrożeniem. Takie, wiesz, odleciane rzeczy. Nie mogę się przez to przebić, więc powiedziałem po prostu, że więcej rozmawiać nie będziemy – podkreśla Dima.

Dima mieszka w Polsce prawie 10 lat


Dima mieszka w Polsce prawie 10 lat

Fot.: Filip Miller / Newsweek.pl



Ukłucie prosto w serce


Czuje, że jest stamtąd, a trochę już nie. Nie każdy rozumie jego emocje. A na pewno nie były szef. Tydzień przed naszym spotkaniem Dima pracował jeszcze w inkubatorze przedsiębiorczości, jako tłumacz. Dyrektor, który lubi, by wszyscy wykonywali obowiązki z biura, uznał, że zrobi wyjątek. W związku z sytuacją pozwolił osobom z Ukrainy przez cztery dni pracować w domu.


Dima też poprosił o taką możliwość. Był przeciążony zdarzeniami, praca z domu dobrze by mu zrobiła. Szef odparł, że przecież ma wpisaną narodowość rosyjską w dokumentach, więc jakim prawem o to prosi? To Dimę zakuło prosto w serce. Bo czemu jakiś człowiek mówi mu, kim on jest? W tej chwili najbliżej mu do jego ukraińskiej tożsamości. Powiedział głośno to, co myślał. Dostał wypowiedzenie.


Może dobrze się stało? Ma czas działać w Stowarzyszeniu „Za Wolną Rosję”. Tłumaczy dokumenty, żeby można było ściągnąć tu opozycjonistów uciekających z Rosji. Bo ludzie próbują się wydostać i stamtąd.


– Teraz są właściwie uwięzieni. Nie jest łatwo dostać wizę, a nawet jeśli się wyjedzie, to bez pieniędzy – karty zablokowane, wartość rubla jest żadna. I nie mówię, że nie powinno być sankcji. One są ogromnie potrzebne. Konieczne. Po prostu mają też takie konsekwencje – mówi Dima. I jeszcze raz podkreśla: nie oceniajmy innych zbyt lekko.



Mam być zła? To będę


Maria, albo Masza – obie wersje imienia są dla niej w porządku – do Polski przeprowadziła się 10 lat temu. Jest reżyserką. Rosjanką z pochodzenia, choć latami mieszkała w Izraelu. Mówi, że nie przywiązuje się do żadnej szerokości geograficznej. Dom jest tam, gdzie jej najbliżsi.


Niedawno spotkała się z negatywnymi reakcjami z powodu swojego pochodzenia. Gdy do Polski zaczęli przyjeżdżać ukraińscy uchodźcy, ruszyła na Dworzec Centralny w Warszawie, by pomóc. Spotkała się z dystansem – bo jest z Rosji. Podobnie, gdy koleżanka poprosiła ją o pomoc w znalezieniu pracy Ukraińce.


– Podczas rozmowy ta kobieta stwierdziła, że mój rosyjski brzmi, jakby była stamtąd, a nie z Ukrainy. Odpowiedziałam, że jestem z Rosji. To ją zbiło z tropu, nie wiedziała, co powiedzieć. Bo jak to, dla wroga będzie pracować? Nie chciałam dalej w to brnąć. Zakończyłam rozmowę – opowiada Masza.


Te dwie sytuacje wywołały w niej wściekłość i agresję. „Chcecie, żebym była tą złą to będę” – myślała. Zaczęła się zastanawiać, co by było gdyby naprawdę wybuchła III wojna światowa? Co by – poza ucieczką – zrobiła? Po której stronie stanęła?


– Zaraz jednak opanowałam swoje emocje. Zrozumiałam, że nie chcę czuć tej agresji. I że nie mogę tak jednoznacznie patrzeć na ludzi, którzy chwilę temu przeżyli bombardowanie. Skupiłam się na tym, że jestem przeciwna wojnie. Rozumiem ból Ukraińców – wyjaśnia Masza.


Zaznacza też, że nie chce się wpędzać w poczucie winy. – Samobiczowanie się i usprawiedliwianie może się stać częścią tożsamości. W pewnym sensie człowiek zmienia się w ofiarę. Ja ofiarą nie zamierzam być. Jestem Rosjanką, ale nie będę się winić za to, co robi Putin – mówi.



Przesiąknięci propagandą


Masza skupia się na tym, co może zrobić: przyjęła do siebie uchodźców, odwiedza gminę żydowską, gdzie też wspiera Ukraińców.


Ograniczyła media społecznościowe, żeby nie obciążać się psychicznie. Publikuje przede wszystkim informacje o protestujących Rosjanach. Bo ich na ulicach rosyjskich miast jest sporo. Mimo groźby więzienia. Tych, którzy nie protestują, Masza nie ocenia. Od lat żyją w reżimie, zastraszeni, przesiąknięci propagandą.


Wie, jak skutecznie propaganda może zmienić myślenie. Masza nie dziwi się, że tylu ludzi wierzy w to, że Rosja jest okrążona i tylko się broni. Kreml jest skuteczny w wojnie informacyjnej. Znów jest daleka od ocen. Ma tylko nadzieję, że to się zmieni i, że Rosja będzie kiedyś krajem demokratycznym.



Dobry Rosjanin


Boris z bólem patrzy, jak psują się relacje Rosja-Polska. Pochodzi z obwodu kaliningradzkiego. Do kraju nad Wisłą przyjeżdżał od dziecka. Od zawsze miał sporo polskich znajomych, od najmłodszych lat płynnie posługuje się językiem polskim.


– To trochę mi ułatwia sytuację, bo… może to zabrzmi głupio, ale ostatnio często ukrywam, że jestem Rosjaninem. Boję się i zwyczajnie wstydzę się za to, co teraz robi Putin – mówi.


O jego pochodzeniu wiedzą ludzie ze studiów. Słyszał od nich: „wspieramy cię, ty jesteś dobrym Rosjaninem”. Niby to miłe, ale z drugiej strony, czy to oznacza, że wszystkich innych Rosjan uważają za złych? Borisowi czuje się nieswojo z tą myślą.


Tak, jak z tym, że niedoszły pracodawca z organizacji pozarządowej, powiedział mu, że może i spełnia wymagania, ale jest Rosjaninem, więc nie zostanie przyjęty. Liczył na tę pracę. Pomogłaby mu się zatrzymać tu na dłużej. Obawia się, że gdy skończy mu się wiza i pojedzie do Rosji, to już z niej nie wróci.



To nie ma żadnego znaczenia


Varya nawet nie myśli o powrocie. Skupia się na tym, co jest do zrobienia. Działa ze Stowarzyszeniem „Za Wolną Rosję”. Koordynuje pomoc dla ukraińskich uchodźców, organizuje też paczki humanitarne. Wielu ukraińskich przyjaciół przysyła do niej swoich znajomych. Pomaga nie tylko im, ale też Rosjanom uciekającym z Ukrainy lub Rosji.


– Tych ostatnich jest najmniej, bo teraz Rosjanom niełatwo wydostać się z własnego kraju – mówi.


Dodaje, że w ostatnich dniach mocno czuje rusofobiczną atmosferę. – Żeby było jasne, wiem, że Ukraińcy wykorzystują to nastawienie, jako paliwo do walki. Ludzie walczący teraz o swoje życia i miasta mogą nas nienawidzić, nie mam prawa mówić inaczej – podkreśla.


Chodzi jej o nastawienie Polaków. Nie tylko o to, że ktoś wygłasza niepotrzebne opinie na temat narodowości w paszporcie. Problemem jest też to, że trudno jej znaleźć mieszkanie dla potrzebujących Rosjan. Ludzie odmawiają wynajmu. Czasem niechęć ma wymiar bardziej personalny.


Varya wyjaśnia: – Współpracowałam przy kilku projektach z taką dziewczyną. Ona wie, że nie tylko walczę o wolność Rosji, ale też, że wiele straciłam przez służby Putina. Zabrano mi wszystko, co odziedziczyłam po babci. Gdy zmarła, przyszła policja i zarekwirowała każdą rzecz. Bo działałam przeciw jego władzy. Teraz dla tej koleżanki to nie ma żadnego znaczenia. Mówi do mnie: to ty jesteś odpowiedzialna za rosyjską armię.


Dla aktywistki to bolesne. Martwi się też o swoje dzieci. Ma dwóch chłopców z niepełnosprawnościami.


– Młodszy nie do końca rozumie mowę, więc może nie jest tak zagrożony. Ale starszy chodzi do szkoły. Jest w spektrum autyzmu i nie dość, że może się nasłuchać, to będzie miał jeszcze trudność z przetworzeniem związanych z tym emocji. Może powinnam ich wysłać do Niemiec? – zastanawia się.



„Trzeba się uczyć języka wroga”


Ksenia uczy rosyjskiego prywatnie, ale od koleżanek słyszy, co się teraz mówi w szkołach. – Jak nauczyciele przekonują dzieci do nauki tego języka? Mówią im, że trzeba się uczyć języka wroga. Przecież nawet, jak rzucają to z ironią, to uczniowie niekoniecznie muszą ją wyłapać. To jakby im mówić wprost, że „ruski to wróg” – denerwuje się kobieta.


Wie, że jest też profesor uczelni wyższej, który wpadł na pomysł, by w ramach „sankcji” usunąć z wydziału rosyjskich studentów. – Jak takie podsycanie nienawiści do Rosjan ma pomóc Ukraińcom? – zastanawia się Ksenia.


Sama jeszcze nie spotkała się z dyskryminacją, ale też się tego bardzo nie obawia: prowadzi własną firmę, ma swoje mieszkanie. Nikt jej z pracy nie zwolni, nikt z czterech kątów nie wyrzuci. Nie każdy ma jednak ten komfort.


Ksenia: – Mam dość słuchania „weźcie się Rosjanie w garść i coś zmieńcie”. Wiele osób stara się to zrobić. A niektórzy, bo są i tacy, próbują jakoś przeżyć w reżimie. Nie każdy będzie bohaterem, ale też nie każdy Rosjanin to „proputinowska gnida”.


Czytaj też: Lawrence Freedman: Czas jest po stronie Ukrainy, Putinowi kończą się opcje. Nie widzę, jak on mógłby to wygrać



Source link

Leave a Reply

Your email address will not be published.