Politics

Zbigniew Ziobro wygrywa z Jarosławem Kaczyńskim w 2021 r., Polska przegrywa – Opinie




Wojny polskiego rządu z TSUE


Tymczasem polski rząd jest skłócony ze swoimi wszystkimi sojusznikami, a przede wszystkim z Unią Europejską i Stanami Zjednoczonymi. Polska nie była jeszcze tak osamotniona po 1989 r. – to zdanie brzmi jak truizm. Jednak gdy zastanawiam się, co było najważniejszym wydarzeniem politycznym czy procesem tego roku, to był to właśnie proces odchodzenia rządu PiS od sojuszy, które budowały pozycję naszego kraju na arenie międzynarodowej w ostatnich dziesięcioleciach. Dzięki tym sojuszom – w ramach Unii Europejskiej i NATO – Polska się modernizowała, a jej obywatele mogli czuć się bezpiecznie.


Dziś jesteśmy w Unii troublemakerem, przekraczającym kolejne granice. Komisja Europejska wszczyna właśnie kolejne – piąte już – postępowanie o naruszenie prawa UE przeciwko polskiemu rządowi. Poprzednie postępowania, związane ze zmianami w sądownictwie, zakończyły się zaskarżeniem naszego rządu do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. W trzech wydanych już wyrokach TSUE przyznał rację Komisji, uznając, że Polska łamie podstawowe wartości unijne, zapisane m.in. w art. 2 w Traktatu o UE, gwarantującym przestrzeganie praworządności, czyli m.in. niezależność sądów i niezawisłość sędziów.


Tym razem postępowanie dotyczy nieprawidłowości obsadzenia Trybunału Konstytucyjnego, w którym zasiadają m.in. tzw. sędziowie dublerzy, wybrani na obsadzone już miejsca. Trybunał pod przewodnictwem byłego PRL-owskiego prokuratora Stanisława Piotrowicza orzekł m.in., że w Polsce nie obowiązują postanowienia TSUE.


Z kolei w październiku skład orzekający pod przewodnictwem prezes Julii Przyłębskiej, którą Jarosław Kaczyński nazwał swoim towarzyskim odkryciem, uznał, że… niektóre wyroki TSUE są sprzeczne z konstytucją i rząd nie musi ich respektować. To był prawny polexit. Komisja Europejska uznała, że to orzeczenie jest naruszeniem prawa Unii. Polska ma dwa miesiące, żeby odpowiedzieć na zarzuty, a później Komisja może złożyć skargę do TSUE.


Ostre słowa ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry, który w reakcji na oświadczenie Komisji powiedział: „Nie spodobał się urzędasom w Brukseli wyrok niezależnego polskiego Trybunału (…). Nie zaakceptujemy próby sprowadzenia naszego kraju do roli protektoratu w UE” nie wskazują na to, by polski rząd zamierzał konflikt z Unią łagodzić. Mimo że jeszcze półtora roku temu wcale nie było jasne, czy Kaczyński zdecyduje się na frontalne starcie z Unią.



Ziobro ograł Morawieckiego


Gdy w lipcu 2020 roku na szczycie Rady Europejskiej zapadła decyzja o powiązaniu unijnych funduszy z przestrzeganiem praworządności, premier Mateusz Morawiecki głosował za tym rozwiązaniem. Morawiecki liczył na to, że ta reguła pozwoli nałożyć kaganiec na niesfornego Ziobrę, który na walce z Unią buduje swoją pozycję na prawicy. Reguła „pieniądze za praworządność” miała posłużyć Kaczyńskiemu za argument w rozmowie z Ziobrą, że jeśli nadal będzie rozwalał wymiar sprawiedliwości, to Polska straci miliardy euro z unijnych funduszy.


Wtedy na szczytach PiS zapadła decyzja, że „deformę” Ziobry, która nie przyniosła oczekiwanych efektów, związanych ze skróceniem czasu rozpatrywania spraw w sądach, należy zakończyć. Kaczyński ogłosił nawet na zjeździe PiS, że zmiany w sądownictwie były największą porażką PiS obok programu „Mieszkanie plus”, a korporacja sędziowska okazała się zbyt silnym przeciwnikiem dla rządzącej ekipy. To była kapitulacja. Latem tego roku prezes oświadczył, że – zgodnie z wyrokiem TSUE – Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego zostanie zlikwidowana, a słowa te powtórzył Morawiecki.


Jednak Ziobro okazał się zbyt silny, by go spacyfikować. Nie zgodził się na prostą likwidację Izby Dyscyplinarnej. Chce przy tej okazji dokończyć operację pacyfikacji polskiego sądownictwa – ograniczyć liczbę sędziów Sądu Najwyższego, odsyłając niepokornych w stan spoczynku. Namawia Kaczyńskiego także na tzw. spłaszczenie struktury sądów, czyli likwidację jednego szczebla w orzekaniu – Sądów Apelacyjnych. Po zmianach mielibyśmy Sądy Regionalne, a sądy rejonowe stałyby się ich oddziałami. Spłaszczenie struktury sądów byłoby okazją do ponownej weryfikacji zawodowej sędziów przez upolitycznioną Krajową Radę Sądownictwa i czystek w wymiarze sprawiedliwości. Kaczyński skłania się ku takiemu rozwiązaniu, jednak przeciwni są mu premier oraz prezydent Andrzej Duda.


Przy okazji prezes PiS uznał, że to Ziobro miał rację w sporze z Unią, a nie Morawiecki, czyli nawet jeśli Izba Dyscyplinarna zostanie zlikwidowana, to Polska i tak nie dostanie pieniędzy z Krajowego Planu Odbudowy. Pojawią się bowiem kolejne żądania ze strony Komisji, która dąży do całkowitego odkręcenia „deformy” Ziobry, czyli do likwidacji upolitycznionej neo-KRS.


Poza tym za chwilę TSUE orzeknie, że reguła „pieniądze za praworządność” zaskarżona do Trybunału przez Polskę i Węgry, jest zgodna z prawem Unii i Komisja będzie mogła zawiesić Polsce już nie tylko pieniądze z KPO, ale także inne fundusze.



Unijny straszak prezesa


Dlatego Kaczyński uznał, że skoro Polska i tak straci miliardy z Unii, trzeba iść na wojnę totalną z Brukselą. To jedyny sposób na mobilizowanie elektoratu przed wyborami w 2023 roku.


Kaczyński mógłby oczywiście wyrzucić z rządu Ziobrę i wrócić na drogę dialogu z UE. Jednak to by oznaczało przyspieszone wybory, bo rząd PiS wisi na 19 głosach Solidarnej Polski.


W obozie rządzącym mało kto wierzy dziś w wygraną w najbliższych wyborach, partia Kaczyńskiego ma zaledwie 30 procent w sondażach. 72-letni Kaczyński wie, że jeśli teraz odda władzę, to prawdopodobnie już nigdy nie będzie rządzić. Dlatego uznał, że najlepszym rozwiązaniem jest jazda po bandzie w relacjach z Unią i USA oraz trwanie do końca kadencji. Dlatego kolejny rok włazy PiS lepszy dla naszych relacji międzynarodowych nie będzie. Ziobro już odgraża się, że Polska zawiesi wpłacanie składek do Unii i będzie blokować wszystkie decyzje wymagające jednomyślności, mi.n. „Zielony Ład”. W kraju 2022 rok będzie kolejnym rokiem wprowadzania autorytarnego eksperymentu, nawet jeśli ceną za to ma być totalna izolacja na arenie międzynarodowej.


Tyle, że koszty tej izolacji już ponoszą wszyscy Polacy. Polska straciła właśnie ponad 20 miliardów złotych bezzwrotnych zaliczek z KPO na odbudowę po koronawirusie. Oprócz tego nasz kraj płaci 1,5 miliona euro dziennie (!) kary za niewykonanie wyroku TSUE w sprawie Izby Dyscyplinarnej i konflikt z Czechami o Turów. Jeśli Polska nie będzie realizować wyroków TSUE, to KE może nam zawiesić także wypłatę pieniędzy z funduszy strukturalnych. Ważniejszą stawką od unijnych pieniędzy jest bezpieczeństwo kraju. Narażanie go na szwank, co czyni dziś rząd, jest działaniem wbrew polskiej racji stanu. Kaczyński, Morawiecki i Ziobro mogą kiedyś odpowiedzieć za to przed Trybunałem Stanu.


Czytaj też: O czym Polacy będą rozmawiać przy świątecznym stole? „Inflacja zabiera nam całą radość życia”



Source link

Leave a Reply

Your email address will not be published.

close